poniedziałek, 30 lipca 2018

„Pora na Lunch” – Caroline Craig & Sophie Missing



[źródło]
     Nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam duży problem z wymyślaniem sobie posiłków. Żyjąc w ciągłym pędzie bardzo często zauważam, że tak naprawdę to jem w kółko to samo. Jogurt i owoce, na obiad zestaw: rosół/ pomidorowa/ jakaś warzywna zupa lub danie: kotlety mielone/ kotlety schabowe/ kurczak – i tak na zmianę. Czasami gdy coś nachodzi mnie ochota na coś innego to pojawiają się wymyślne dania z warzyw i mięsa (cóż, mięsożercą jestem  i dobrze  mi z tym), ale gdy wpadam w pęd życia to wracam do oklepanych przepisów (bo po prostu je lubię).
Jeśli tak po macoszemu traktujemy kwestię śniadań i obiadów, to nad drugim śniadaniem prawie w ogóle się nie zastanawiamy. Chwytamy w rękę jakąś kanapkę (chleb + ser + szynka) i działamy dalej. A szkoda! Przecież jedzenie bezmyślne jest niekorzystne, bo w ogóle nie rejestrujemy tego, że w ogóle jedliśmy, a to sprzyja podjadaniu i tyciu! Posiłek powinien być przyjemnością – zarówno ten duży, główny, jak i ten mniejszy.

      I tu w naszą stronę uśmiechają się autorki tej książki. Dwie Angielki, które dzielą się z nami swoimi przepisami na przepyszne dania robią to w przyjemny i humorystyczny sposób. Ten lekki ton pisania sprawia, że czytelnik ma wrażenie, iż nie czyta książki napisanej przez osobę, która znajduje się mnóstwo kilometrów od nas, lecz tak jakby siedziała obok nas i opowiadała o jedzeniu z pasją i natchnieniem. Caroline  sama o sobie mówi:

„Dzieciństwo spędziła na podjadaniu uprawianych przy domu czarnych trufli, karczochów, pomidorów i brzoskwiń, nie miała więc wielkiego wyboru: siłą rzeczy jej życie kręci się wokół pysznego jedzenia, przygotowywanego głównie dla przyjaciół i rodziny.”



       I przyznam, że mnie te kobiety przekonują. Zanim docieramy do przepisów dostajemy niezbędniki, które mogą przydać się do przechowywania naszych lunchów, ale też choćby to, co warto mieć pod ręką, by ułatwić sobie posiłek w pracy. Każdy przepis jest okraszony krótkim komentarzem, który opisuje, co takiego wyjątkowego kryje się przy tym jedzeniu. To sprawia, że ten lunch nie staje się kolejnym bezosobowym przepisem, a wspomnienia autorek dodają smaku i sprawiają, że aż chętniej ten przepis wcieli się w życie. Kilka wskazówek przydały się i mi.


      Same propozycje posiłków są proste. I to jest dla mnie strzał w dziesiątkę. Nie potrzebuję skomplikowanych przepisów, aby móc docenić smak jedzenia. To właśnie w tych prostych kryje się piękno – kilka składników, a można ich smak odkryć na nowo. I o to właśnie chodzi! Pojęcie lunch kojarzy mi się z prostym, ale pożywnym posiłkiem i właśnie tego oczekuję. Książka tak do mnie przemówiła, że nawet podjęłam się próby gotowania, a zdjęcia przy recenzji są właśnie z tych przygotowań. 



      Znajdziemy tu przepisy zarówno na pomysłowe i bogate kanapki, sałatki, szybkie buliony, makarony, jajka, babeczki czy nawet pomysły inspirowane kuchnią azjatycką. Proste przepisy i piękne zdjęcia sprawiają, że po prostu chce się to przygotować, a jeszcze bardziej zjeść. Już się sama przekonałam, że ta książka nie będzie kurzyć się na półce. Stanowczo polecam dla wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy uważają, że nie potrafią gotować. Autorki Wam udowodnią, że się mylicie.

„Mamy nadzieję, że te przepisy i wskazówki zainspirują cię do tego, by się cieszyć kawałkiem domu w pełnym chaosu miejscu pracy, zaoszczędzić trochę pieniędzy i nie kupować resztek, które zostają w pobliskim bufecie po 12:30.”



Moja ocena 10/10.

Dziękuję wydawnictwu BUCHMANN za możliwość zapoznania się z egzemplarzem.


Emilia Pieńko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz