poniedziałek, 30 lipca 2018

"Posłuszna żona"- Kerry Fisher

Określenia „dobra żona” czy „oddana żona” słyszy się dość często, ale „posłuszna żona” brzmi jak dla mnie nieco… złowieszczo. Ku mej ogromnej satysfakcji, po raz kolejny mogę powiedzieć: „A nie mówiłam?”, bowiem nie zmyliło mnie przeczucie: „Posłuszna żona” Kerry Fisher (Wydawnictwo Literackie) to nie kolejna cukierkowa opowieść z cyklu on kocha ją, a ona jego. To trzymająca w napięciu powieść obyczajowa, której lektura wzbudza ogromne emocje, od radości, poprzez smutek, aż do całkiem uzasadnionego niepokoju.

„Posłuszna żona” intryguje już od okładki- samotna kobieta, obejmująca się ramionami, jakby chciała się schować przed światem. Gdy dodać do tego ten „uroczy”, zwiastujący nieszczęście tytuł, aż chce się po nią sięgnąć. Ja sięgnęłam, bo lubię historie rodzinne, i nie żałuję.

Zapowiadało się cukierkowo: Maggie dumnym krokiem zmierza do ołtarza, by poślubić mężczyznę swoich marzeń, Nico Firanelli. Już mam otrzeć łzy wzruszenia, ale wtedy na horyzoncie pojawia się zniesmaczona teściowa- Anna, pełna nienawiści pasierbica, widmo zmarłej, ale wciąż uwielbianej żony Nico, i reszta pokręconej rodziny pana młodego. Przed Maggie trudne zadanie: musi wpasować się do rodziny, przekonać do siebie córkę męża, wytrzymać z teściową, która wciąż idealizuje i wspomina zmarłą Caitlin, dając tym samym Maggie do zrozumienia, że nigdy nie zaakceptuje jej w roli synowej. Maggie wie (a ja razem z nią), że do happy endu daleka droga.

Wydarzenia w powieści zostały ukazane jednak nie tylko z perspektywy Maggie. Pojawia się kolejny narrator- Lara, żona Massimo, drugiego syna Anny, która również jest „drugą żoną”, tak różną jednak od Maggie- cichą, zamkniętą w sobie, nadopiekuńczą wobec ich syna, siedmioletniego Sandro, a przy tym zaskakująco bierną, nawet jeśli chodzi o jej życie. 

Na razie rzadko się z nią spotykałam, ale nie poraziła mnie dotąd ciepłem i serdecznym przyjęciem. Zawsze wyglądała strasznie poważnie, z tą swoją precyzyjną blond fryzurą i bluzkach z wymyślnymi kokardkami. Nie bardzo wierzyłam, że zostanie moją sojuszniczką przeciwko Annie.

Co w powieści zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że tytuł książki wcale nie odnosi się do Maggie, która zdaje się być główną bohaterką, ale właśnie do Lary. To ona jest „posłuszną żoną”, a kryje się za tym rodzinna tajemnica, która powoli, za sprawą Maggie, wychodzi na jaw, obnażając słabe strony rodziny Firanellich. 

Czytając rozdziały zatytułowane „Maggie” miałam wrażenie, że mam do czynienia ze świetną komedią. Maggie okazała się „równą babką”, spontaniczną i serdeczną, a jej rozbrajające niekiedy myśli sprawiały, że chciałam czytać więcej i więcej, z niecierpliwością oczekując na prześmieszne refleksje bohaterki.

Chciałam pognać za nimi na kocich łbach, stanąć przed nią, zakołysać grubymi udami, ścisnąć dłońmi fałdy na brzuchu, formując z nich usta, i poruszając nimi, krzyknąć do Anny wysokim głosem: Pieprz się!

I nagle, nim uśmiech zdąży zejść z twarzy, autorka przenosi nas do ponurego świata Lary, który początkowo nie budzi zastrzeżeń, ale im dalej w tekst, tym gorszych rzeczy się dowiadujemy, uświadamiając sobie, że nie tak powinny wyglądać relacje rodzinne. Czytając te rozdziały czułam autentyczny niepokój o Larę i Sandro. Współczułam bohaterce, ale z drugiej strony denerwowała mnie jej bierna postawa. Z niecierpliwością czekałam na rozdział, w którym Maggie potrząśnie Larą i powie: „Walcz, do cholery!”, sama niejednokrotnie powtarzając jej to w duchu. Łatwo jednak oceniać, nie znalazłszy się w podobnej sytuacji, dlatego jeśli dobrze się zastanowić, Fisher dobrze to rozegrała, bo która matka zaryzykowałaby walką utratę dziecka? W tej sytuacji sama pewnie wolałabym pozostać bierna i odgrywać narzuconą mi rolę…

Jak to jednak bywa w powieściach obyczajowych, że dobro zwycięża, zaś zło zostaje ukarane, tak się dzieje w „Posłusznej żonie”. Bohaterki odnoszą zwycięstwo, zaś ja mogę wreszcie otrzeć tę oczekiwaną łzę wzruszenia. Fisher opowiedziała piękną, a zarazem przerażającą historię o miłości, przyjaźni, zdradzie i strachu. Stworzyła bohaterów z krwi i kości, rodzinę z ich zaletami i wadami, czyniąc ją tym samym wiarygodną i wyjątkową na swój sposób. Poruszyła też jakże ważny temat przemocy i ukazała jej wpływ na relacje rodzinne, a przy tym udowodniła, że warto zawalczyć o szczęście swoje i bliskich. 

Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Literackie

Izabela Jurkiewicz

1 komentarz:

  1. Uwielbiam książki wzbudzające dużo emocji. Myślę, że warto zapamiętać ten tytuł.

    Pozdrawiam.
    Kasia
    https://SimplyEverything.pl

    OdpowiedzUsuń