piątek, 6 lipca 2018

"Prosto z seca" - Martin Charles


Czym są powieści Charlesa Martina można przekonać się tylko osobiście.  Żadna recenzja, dobra czy zła nie będzie w stanie przekazać wartości i idei, jakie niosą ze sobą te historie. Nie powinniście więc zbytnio przykładać wagi do poszczególnych opinii (nawet mojej) i skrajnych emocji prezentowanych przez innych czytelników – a wierzę, że takowe są i będą - bo sama miałam bardzo mieszane uczucia w odniesieniu do ostatniej z jego książek pt. „Prosto z serca”. Będę potrzebowała czasu by ją przeżyć, zrozumieć i ułożyć we własnym świecie wartości i priorytetów.
„Prosto z serca” jest typem powieści „dojrzewającej”. Stąd też i brak mojej pewności w jej ocenie.  Nie znaczy to jednak, że odradzam Wam tę powieść. Wręcz przeciwnie. Nawet, jeśli nie jesteście fanami tego typu twórczości, to nie idąc po linii najprostszego oporu, sięgnijcie po coś skrajnie innego. Choćby tylko po to by poszerzyć własne horyzonty, a Charles Martin i jego twórczość są tego warci.
Zwłaszcza że autor serwuje nam w historii 'Prosto z serca" niebywałą mieszankę bohaterów. Począwszy od wielkich bossów narkotykowych po ludzi skrajnie wynędzniałych, którzy walczą każdego dnia o przetrwanie. Od bohaterów żyjących już tylko w pamięci innych po najmłodsze pokolenie, w  rękach których leży przyszłość tego świata.  To jednocześnie powieść drogi, sprytna opowieść detektywistyczna, niezwykle subtelny romans, przygoda i fascynująca podróż po nikaraguańskim świecie.

Charlie Finn - główny bohater, który jest jednocześnie narratorem w utworze, tworzy historię będącą rodzajem osobistej spowiedzi. Z punktu, w którym się znalazł i w którym zaczyna się snuć jego ballada często wraca do przeszłości, dając tym samym czytelnikowi pełniejszy obraz samego siebie. Charlie musiał szybko dorosnąć a jego nauczycielem i wychowawcą stała się samotność i bieda.  Los dał mu jednak wyjątkową inteligencję a perfekcyjne wyniki w szkole średniej otworzyły drogę do Harvardu, co pozwoliło mu nie tylko przetrwać ale i całkiem sprawnie funkcjonować w świecie wielkich biznesów, bogactwa, kariery, ale i ciągłych niebezpieczeństw - bo w narkotykowej branży albo się wiecznie ucieka albo igra z losem każdego dnia. Nie sam przypadek więc sprawił, że złe fatum skutecznie utorowało sobie drogę do ludzi najbardziej mu bliskich: małej niewinnej dziewczynki i spragnionego adrenaliny nastolatka, dzieci jedynych przyjaciół, jakimi obdarowało go życie. Mała Maria zostaje dotkliwie  pogryziona przez pitbula a chłopak w panice znika. Wkrótce potem, w obliczu tych tragedii rozpoczyna się proces niezwykłej przemiany naszego bohatera. Przewartościuje on nie tylko swoje dotychczasowe życie, ale własną duszę, która niczym rzeka wciąż zmienia swój bieg, omijając uparcie serce. Czy uśmiech, który znikł z twarzy przyjaciół wystarczy by tego dokonać, czy musi jednak wydarzyć się coś jeszcze?

„W uśmiechu dzieci jest coś szczególnego. Widzę w ich twarzach to, kim byliśmy, zanim świat nas zmienił”.

W dramatycznej pogoni za synem przyjaciela i w obawie o zdrowie małej Marii, Finn wyrusza w podróż skrajnie inną od tych, z którymi miał do czynienia przez ostatnie lata – wcale jednak nie mniej niebezpieczną. Charles Martin snuje  więc opowieść o bohaterze, którego życie narażone jest na wiele pułapek.  I choć, jak mówią, każdy jest kowalem własnego losu to nie każdy ma odwagę wyjść mu na przeciw.  Powieść jest złożoną warstwą wielu różnorakich przeżyć i emocji, czasem skrajnych i niedorzecznych, skomplikowanym procesem dotarcia do własnego 'ja". To swoista powieść drogi, na końcu której bohater ma nadzieję znaleźć własną tożsamość, akceptację i wybaczenie.
O jakości utworu pod względem formalnym może natomiast poświadczyć status autora, który nie tylko ukończył studia z literatury angielskiej i dziennikarstwo, ale i pracował jako wykładowca uniwersytecki. Z czasem, pochłonęła go wyłącznie twórcza pasja pisania, a że oddał jej się z wielkim zaangażowaniem i ogromnym talentem, wkrótce stał się autorem wielu bestsellerowych powieści nie tylko w USA. Myślę że dużą rolę odegrał w tym utworze także sam tłumacz, co w konsekwencji daje merytorycznie wysokiej klasy powieść.

W Polsce Charles Martin nie należy jednak do twórców, których książki przekazywane są sobie z rąk do rąk, a w bibliotekach czytelnicy ustawiają się w kolejce. A szkoda. Nie będę jednak roztrząsać, czy jest to tylko wina marketingowych działań wydawcy, czy też sama forma i teść, z jaką autor wychodzi do  czytelnika.
Dla pełniejszego obrazu  dodam jeszcze, że cała ta opowieść toczy się raczej w jednostajnym, spokojnym tempie. Jest niczym żaglowiec ma oceanie pełnego ciszy i spokoju, którym porusza zaledwie lekki powiew wiatru. Tak wiem - dla jednych taka podróż może być skrajnie nudna, ale znajda się i tacy, którzy odnajdą piękno w najprostszych rzeczach, będą delektować się każdym blaskiem słońca i szumem wody, a w myślach drugiego człowieka lub we własnych snach odnajdą największą przygodę. Nie znajdziecie, zatem w powieści żadnych udziwnień, niepotrzebnych bohaterów, poruszenia co wciska w fotel, choć nie brak w niej specyficznego napięcia, zwłaszcza, gdy do gry wdzierają się dwa bijące serce a na horyzoncie czai się zło.


Ale czy znajdziecie gdzieś powieść idealną? Czy idealne książki to nie utopia?  Cieszmy się więc z małych rzeczy – bo te potrafią być najpiękniejsze.



Za przeczytanie książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse
Ocena 8-10/10
Edipresse Polska S.A.
Edyta Sztylc 

1 komentarz: