środa, 18 lipca 2018

"Rzeźnicy i lekarze" - Lindsey Fitzharris [PRZEDPREMIEROWO]

Lubię książki, filmy i seriale o medycynie, z wypiekami na twarzy czytam i oglądam smaczki z lekarskiego świata, choć bezsprzecznie interesuje mnie medyczny świat, sama nie mogłabym być lekarzem. Nie chodzi już nawet o widok krwi, ten akurat mnie nie brzydzi, ale wszechobecne i różnorodne zapachy, uszkodzone kończyny i inne części ciała z pewnością są nie na moje nerwy. Przyznajcie sami, że okładka tej książki jest naprawdę mocna, przerażająca wręcz, ale muszę przyznać, że pomijając już samą okładkę, na wnętrze, które skrywa, nie byłam przygotowana...
Pod tytułem widnieje napis "Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera" wiedziałam więc, że będzie to mocna opowieść, ale nie, że aż tak mocna! Na wstępie chcę jeszcze dodać, iż niezbyt chętnie sięgałam po tę książkę, być może właśnie przez okładkę, ale kiedy już wzięłam ją do rąk, dosłownie nie mogłam się oderwać.

W dzisiejszych czasach przed wejściem na ważniejsze szpitalne oddziały należy odpowiednio się ubrać, umyć ręce i przestrzegać godzin odwiedzin. Przy drzwiach prowadzących do głównego szpitalnego wejścia, wiszą pojemniki z dezynfekującym środkiem do rąk, jak wiadomo szpital, to siedlisko przeróżnych bakterii. Lekarze przed nawet najmniejszymi zabiegami, dokładnie myją dłonie i zakładają lateksowe rękawiczki, narzędzia pracy są starannie wysterylizowane, a na sale operacyjne wstęp mają tylko lekarze, ich pomocnicy i wybrani studenci. Mówiąc szczerze, nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej...



"Medyczny wojeryzm nie był niczym nowym. Zrodził się w okresie renesansu
w słabo oświetlonych amfiteatrach anatomicznych, gdzie na oczach zastygłych 
w bezruchu widzów przeprowadzano sekcje zwłok straconych przestępców,
co stanowiło dodatkową karę za ich zbrodnię. Publiczność, która musiała zapłacić za wstęp,
patrzyła, jak anatomowie rozcinają rozdęte brzuchy rozkładających się trupów 
i jak tryska z nich nie tylko krew, lecz także cuchnąca ropa."

W 1846 roku w Anglii operacja była czymś w rodzaju przedstawienia, sprzedawano bilety, a wejść mogło tyle osób, ile się zmieściło. Pacjent był w pełni świadomy tego, co robi z nim lekarz, chirurdzy nie operowali wnętrzności, głównie zajmowali się amputacjami i sekcją zwłok. Jeśli kogoś bolała noga, na kończynie utrzymywała się opuchlizna, czy wskutek wypadku doszło do uszkodzenia, którejś z kończyn, najlepszym i jedynym zarazem lekarstwem była amputacja. Chirurdzy z rozkoszą niemal, na oczach widzów cięli mięśnie, tkanki, naczynia krwionośne i w końcu kości. Do zabiegów nie przygotowywali się wcale, nie myli nawet rąk, fartuchy pobrudzone były krwią różnych osób, narzędzia i podłogi tak samo, mówiąc krótko jeden wielki bałagan. Robactwo i szczury były na porządku dziennym, nikogo nie dziwił widok tych żyjątek, spacerujących szpitalnymi korytarzami. Lekarze, którzy uwielbiali amputować ręce i nogi, największą mieli frajdę, kiedy udawało im się to robić w ekspresowym czasie, kazano komuś z widowni włączać stoper, by podliczyć czas chirurga... Dzisiaj najbardziej skomplikowane operacje trwają nawet kilkanaście, czy kilkadziesiąt godzin. Wykonywane z niezwykłą starannością i precyzją, a wszystko po to, by pacjent przeżył. Oczywiście domyślacie się, że w warunkach panujących w 46 roku, nawet kiedy amputacja przebiegła pomyślnie, pacjenci nierzadko i tak umierali, z powodu niewysterylizowanych narzędzi i braku odpowiedniego zabezpieczenia rany. Dopiero Joseph Lister powiązał brak odpowiedniej higieny z ogromną umieralnością pacjentów, dzięki niemu i wykorzystaniu przez niego antyseptycznej teorii Pasteura, liczba zgonów zmalała aż do 10%.


Prócz mrożących krew w żyłach operacji, tamtejsze szpitale słynęły też z sekcji zwłok. Studenci, czy to lekarze rozcinali martwe ciało, później tym samym skalpelem posługiwali się, na przykład przy porodach w wyniku czego, bardzo często matki, czy to dzieci umierały, zarażone bakteriami z rozkładającego się ciała. W prosektorium studentom niejednokrotnie dopisywał humor, odcinali denatom ręce i szturchali się nimi wzajemnie, albo wyjmowali, któreś z wewnętrznych narządów i podrzucali "dla zabawy" kolegom. Ubaw po pachy, nieprawdaż?
Lekarze nie mieli w zwyczaju przejmować się wolą pacjenta nieważne, czy był on żywy, czy martwy...

"W 1884 roku amerykański lekarz William Pancoast wstrzyknął spermę
swojego "najprzystojniejszego" studenta poddanej narkozie kobiecie, której męża
uznano za bezpłodnego. Odbyło się to bez jej wiedzy. Dziewięć miesięcy później
urodziła zdrowe dziecko. Pancoast koniec końców powiedział jej mężowi, co zrobił,
ale obaj mężczyźni postanowili oszczędzić kobiecie prawdy."

Joseph Lister to kluczowa postać w tej historii, geniusz chirurgii, który tak długo drążył dany temat, aż nie uzyskał satysfakcjonujących efektów. To, on podczas, gdy inni lekarze zamierzali amputować nogę ze złamaniem otwartym, postanowił ją uratować, to on zainteresował się karbolem, który okazał się w medycynie wielkim przełomem. Lister nie bał się nowych wyzwań, operował wnętrzności, niejednokrotnie podjął się pozornie niewykonalnej operacji nowotworów. Ocalił przed śmiercią samą królową Wiktorię, a w zachwytach nad jego zdolnościami nie można pominąć James'a Syme'a. To Syme przez lata był dla Listera nauczycielem, autorytetem, przyjacielem, a także teściem. "Rzeźnicy i lekarze" to książka otwierająca nam oczy, ukazująca jak wielki postęp nastąpił w medycynie od XIX wieku do dziś, co więcej, jest to książka, która uczy wiary w swoje możliwości. Joseph Lister dokonał wielkich rzeczy jeszcze zanim udało mu się ukończyć studia, wielokrotnie w siebie wątpił, błądził, a nawet zamierzał rzucić chirurgię na rzecz służby Bogu. Joseph uratował i uchronił przed śmiercią mnóstwo ludzi, mimo to przeciwników jego teorii było wielu, wielokrotnie musiał przekonywać innych lekarzy do swoich racji, zupełnie jakby same efekty jego praktyk nie były wystarczającym potwierdzeniem...

Ta książka ucieszy szczególnie studentów i lekarzy, którzy obcują na co dzień z niezwykłym światem medycyny, ale będzie też niesamowitą przygodą dla fanów literatury faktu, reportażu, biografii. Naprawdę warto czasem zrobić sobie przerwę od książek, które czytamy zazwyczaj, dla czegoś tak interesującego, zmieniającego sposób myślenia. To, co Wam dziś opowiedziałam stanowi może 20% całości, streszczanie całej książki byłoby bezsensowne, pozbawiłabym Was całej przyjemności czytania, a to ostatnie, czego bym chciała. Wierzcie mi na słowo, iż jest to bardzo wartościowa i starannie napisana lektura, nie czytamy suchych faktów, wszystko jest świetnie połączone w całość. Podzielony na rozdziały tekst, zawierający liczne wcięcia również znacznie usprawnia czytanie. Nie zastanawiajcie się, warto. 

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Znak


Książkę możecie kupić tutaj: Ceneo.

Julia Komorska

2 komentarze:

  1. Uwielbiam takie tematy!
    Dzięki za informację o książce.
    Zapraszam w wolnej chwili do siebie :)

    OdpowiedzUsuń