niedziela, 1 lipca 2018

"Sznurówka, ptak i ja" - Ellen Karlsson

źródło

Docelowo powieść jest skierowana dla dzieci od szóstego roku życia i kolejny raz muszę zgodzić się z wydawnictwem. Uczucia, które poruszane są w książeczce oraz pragnienia posiadania przyjaciół w tym wieku są często dosyć mocno wyklarowane, albo za moment będą na pierwszym miejscu. Każde dziecko chce mieć bliskiego rówieśnika, czy to w zerówce, przedszkolu, szkole, albo choćby na podwórku. Niemożność znalezienia osoby z którą chce się dzielić tajemnicami, której można zaufać, bawić się beztrosko i która będzie dla nas naprawdę ważna, a my dla niej staniemy się również kimś bliskim, odbija się całą gamą przygnębiających uczuć, przez co w sercu może zagnieździć się im ptak, który będzie dziobać.

„Mam w sobie ptaka, który stuka mi dziobem w serce. To boli.”

Metaforyczny ptak, symbolizujący obezwładniający smutek, który odbiera całą pewność siebie, poczucie własnej wartości i przedstawia nam intencje innych osób zawsze w negatywnym świetle. Ptak, który zmusza nas do ciągłego porównywania się, analizowania, który nas onieśmiela i sprawia, że niemal wcale nie wierzymy w siebie, utwierdza nas ciągle, że się wygłupimy, że to, co lubimy, wcale nie jest fajne. Taki ptak zatruwa nasze życie, takiego ptaka nosi w sercu Selma.


Główna bohaterka, zostaje na wakacjach u swych dziadków na wyspie, gdzie niemal wszyscy mieszkańcy są już emerytami. Dziewczynka nie jest smutna z powodu rozłąki z rodzicami, ponieważ bardzo kocha swych dziadków i lubi z nimi spędzać czas. Atrakcji jej nie brakuje, wesoło grają razem w karty, chodzą na spacery, a babcia ma dziwną obsesję na nauczenie Selmy pływania, nawet, gdy jest bardzo zimno, co dziadka denerwuje. Co uważniejsi czytelnicy wyłapią pewne przesłanki, że w tej kwestii sprawa ma drugie, bardzo poważne i smutne dno, które z czasem zostanie nam ujawnione. Selma ma swój pokój na piętrze, a nad łóżkiem znajduje się duże okno, przez które nocą obserwuje mrugające do niej gwiazdy. Każdego wieczoru babcia przychodzi, by opowiedzieć jej straszną historię na dobranoc, co kończy się ciarkami, które obie tak naprawdę lubią.


Już na samym początku poznajemy powód zmartwień Selmy, mianowicie brak przyjaciela, a na wspaniałej wyspie, podczas robienia „wakacyjnych stóp” dziewczynka spotyka na swej drodze inne, prawdziwe „wakacyjne stopy”. Należą one do pewnej siebie, fascynującej, ciekawie ubranej dziewczynki o przezwisku Sznurówka. Obie z miejsca przypadają sobie do gustu i zaczynają spędzać wspólnie czas. Sznurówka jest bardzo bezpośrednia, ale nie nietaktowna, odważna, beztroska, akceptująca siebie i nie bojąca się wyrażać swych myśli, nie żałuje swych czynów – czyli kompletne przeciwieństwo Selmy. Dziewczynki spędzają razem niemal każdy dzień, wspólnie planują założyć klub w domku zabaw, który otrzymała bohaterka od pana Jana. Niestety w ich przyjaźni nadeszły też burzowe chmury, co zaowocowało ogromnym smutkiem u Selmy. Pogrążona w rozpaczy i apatii dziewczynka rzuciła się w wir nauki pływania z babcią, aż do dnia, w którym odkryła w sobie złość. Złość na ptaka w jej sercu, a gdy uświadomiła sobie bardzo ważne rzeczy, udało się jej osiągnąć coś, co wydawało się niemożliwe. Po tym już wszystko toczy się zupełnie inaczej, nie zabraknie nam skrajnych emocji, ale też błogiego szczęścia, gdy nareszcie wszystko zaczyna się dziać, jak trzeba.

W książeczce ma miejsce dużo ciekawych rzeczy, czy też raczej razem z Selmą możemy dojść do ciekawych konkluzji na temat ludzi, ich upodobań i niewyjaśnionych zmian zdania, gdy przecież nic specjalnego nie zrobiliśmy. Chciałabym naprawdę napisać Wam wiele, ale musiałabym chyba wszystko zaspojlerować. Po prostu warto przeczytać samemu, dla tych pięknych relacji z dziadkami, dla przyjaźni z Sznurówką, dla poznania upodobań pana Jana i dla tych różnych refleksji Selmy.

Pod koniec dodam jeszcze, że początkowo strasznie nie podobały mi się ilustracje zawarte w książeczce. Mówiąc szczerze, to są pokraczne, byle jakie, nie miałam ochoty na nie patrzeć. Zdanie jednak zmieniłam w trakcie czytania, nie dość, że przyzwyczaiłam się do wizji grafika, to bardzo prosty styl nagle zaczął do mnie trafiać, gdyż jest tak zwyczajny, jak życie na wyspie. Książka jest wydana oczywiście w twardej oprawie, co jest zaletą w każdym aspekcie.


Podsumowując, to gorąco polecam zapoznać się z tą pozycją, w szczególności, aby pomóc dzieciom zaakceptować siebie, swoje uczucia, pokazać im, że inne dzieci przeżywają coś podobnego, że tak naprawdę wszyscy szukamy tego samego: przyjaźni. Książeczka uczy nas, abyśmy nie bali się swego ja, swoich myśli, zachęca byśmy otwarcie je wyrażali, nawet jeśli czasem doprowadzi to do różnic zdań, to jednak warto. Dowiadujemy się, że złość nie jest tylko złym uczuciem, że również jest potrzebna, tylko taka ujarzmiona, po którą zawsze w razie potrzeby będzie można sięgnąć, kontrolując ją, aby dodała nam jedynie siły. Cała historia pokazuje nam, iż ludzie zwykle nie mają złych intencji, nie robią czegoś specjalnie nam na złość, że jeśli nas zranią, to niekoniecznie świadomie, że nie należy z góry zakładać złych scenariuszy. A co jeszcze mnie urzekło, to fakt, że tego ptaka, który nas dziobie może zobaczyć tylko osoba, która umie patrzeć – warto doczytać do tej sceny.

Nie mogę się wprost doczekać kolejnych dwóch części przygód o Selmie, chcę dowiedzieć się, jak poszło jej w nowej klasie, czy nawiązała tam jakieś przyjaźnie, czy dalej dziobie ją ptak, a najbardziej czekam powrotu na wyspę do dziadków, Sznurówki, wspaniałych, miłych przygód oraz samotnika, pana Jana.

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Zakamarki




Ula Wasilewska

2 komentarze: