niedziela, 8 lipca 2018

"Trucicielka królowej" – Jeff Wheeler

[źródło]
Wydawca zapewnia, że seria stworzona przez Jeffa Wheelera na pewno spodoba się fanom "Pieśni
lodu i ognia" czy "Zwiadowców". No cóż, żadnej z wyżej wymienionych książek nie czytałam, a mimo to pokochałam historię ośmioletniego chłopca, która została opisana na kartach "Trucicielki królowej".
Mimo że tytuł podpowiada nam, że główną bohaterką będzie dziewczyna, to jednak fabuła kręci się wokół wcześniej wspomnianego chłopca – Owena Kiskaddona, który staje się zakładnikiem samego króla Ceredigionu. A wszystko przez zdradę, której dokonał ojciec Owena, a może bardziej precyzując, dlatego że za późno zdecydował się, po której ze stron stanąć w czasie bitwy. Czego król Severn, postrzegany przez swój lud, ale także przez inne kraje, jako tyran i uzurpator, który zabił swoich bratanków, nie wybacza. Diuk Marchii nie ma innego wyboru jak tylko oddać swojego syna pod opiekę uzurpatora, mając świadomość, że może zginąć tak jak jego najstarszy syn. Ale też mając nadzieję, że dzięki temu poświęceniu może być jedyną osobą z rodziny, która przeżyje. Wiadomo jednak, że jeśli nic albo nikt nie pomoże Owenowi wydostać się z Królewskiego Źródła, cały ród Kiskaddonów zniknie z powierzchni Ziemi w ciągu jednego miesiąca.

Bardzo zauroczył mnie pierwszy rozdział, w którym poznajemy relację chłopca ze swoją matką. Dowiadujemy się, że przy narodzinach chłopca zdarzył się cud i to, że żyje jest zasługą boskiej interwencji. A jedyną oznaką tego incydentu jest biały pukiel włosów, tak bardzo odcinający się na tle ciemnej burzy loków.

"Zbyt wielu ludzi się boi. Chcą, żeby młodość trwała wiecznie. Gorzko narzekają, kiedy przychodzi choroba. Ale świat nieustannie się zmienia i różne są koleje losu."

Podobają mi się emocje zawarte w tej części i to, co we mnie ona wywołała. Tak bardzo współczułam temu chłopcu i temu przez co musiał przejść, że próbowałam wyobrazić sobie, co ja zrobiłabym w takiej sytuacji. Doszłam to jednego wniosku, że w życiu nie zachowałabym się tak jak on. Jak na tak młodego dzieciaka jest bardzo dojrzały i w pewnym momencie zaczęło mnie to wkurzać. Ta jego nadmierna dorosłość. Dzieciak rzucał filozoficznymi przemyśleniami od niechcenia. Filozoficznymi przemyśleniami, nad którymi nawet ja się nigdy nie zastanawiałam. Dopiero później przekonałam się, że to jest typ geniusza, który myśli inaczej niż większość ludzi. Ale nie znaczy to, że w wieku ośmiu lat stał się dorosłym i dostał indeks na studia (jeśli w Ceredigionie takie by istniały). Nadal był dzieckiem i przejawiało się to w jego zachowaniu czy zamiłowaniu do układania zawiłych konstrukcji z klocków, by po czym je przewrócić i napawać się spokojem związanym z patrzeniem na swoje rozpadające się dzieło. Lekkomyślność, a także to, że potrafił zaryzykować swoje życie, tylko po to, aby zobaczyć się z kimś, kto był dla niego drugim rodzicem, świadczyły o tym, że mamy do czynienia z dzieckiem.

"Zapamiętaj to sobie. Nigdy nie pozwalaj, żeby inni myśleli za ciebie."

To jest naprawdę jedna z niewielu książek, przy których w ogóle nie nudziłam się przy czytaniu opisów akcji czy uczuć, z przyjemnością przewracałam kolejne strony i pochłaniałam następne słowa. Osobiście jestem fanką dialogów i jeżeli są dobrze napisane, to jestem w siódmym niebie, a wypowiedzi bohaterów czytam z uśmiechem na ustach. I tak było też tutaj. Może nie studiowałam każdego zdania z wielkim bananem na twarzy, ale też nie zmuszałam się, żeby przeczytać całą stronę samego opisu. To była czysta rozkosz. A jeśli już jesteśmy przy dialogach, to moim zdaniem był naprawdę fajnie napisane, adekwatne do czasu akcji, bo akcja w Ceredigionie, mimo że nie możemy określić dokładnej daty, to po zwyczajach tam panującym albo chociażby po tym, że mamy monarchię absolutną i jest to jedyny znany ustrój, domyślamy się, w którym okresie może się dziać fabuła. Na nasze czasy to coś na pograniczu średniowiecza i nowożytności. Tak myślę.



Bohaterowie? A może raczej powinnam powiedzieć ludzie. Bo przy Owenie czy chociażby przy jego przyjaciółce Evie nie czułam, że czytam historie bohaterów. Nie byli w żaden sposób przerysowani, sztuczni, a ich wypowiedzi nienaturalne. Odnosiłam wrażenie, że stoję po środku pokoju, gdzie Evie i Owen wymieniają się spostrzeżeniami. Że jestem razem z nimi i razem nimi przeżywam wszystkie wydarzenia. Brzmi to strasznie banalnie i przereklamowanie, ale tak było. I tak, do jednego bohatera mam pewne zastrzeżenia. Uważam, że nie został on dobrze wykreowany, że został potraktowany trochę po macoszemu, a mianowicie chodzi mi o to, że niby odegrał swoją rolę, ale pozostawił po sobie taki niedosyt. Nie dość, że pojawił się może dopiero w połowie książki, to pod koniec tak naprawdę o nim wiedzieliśmy bardzo niewiele, a przecież był on jednym z kluczowych postaci. Bardzo mnie to smuci.
Po kilku dniach od przeczytania książki nadal lubię tę historię i czasami zastanawiam się nad pewnymi jej aspektami czy też intrygami, które były tak fantastycznie przemyślane, co jest ogromnym fenomenem, bo zawsze po przewróceniu ostatniej kartki odkładałam powieść na półkę, nie wracając do niej nigdy później, nawet myślami. Jest to reguła z wyjątkami, a może raczej zwyczaj, ale tylko z kilkoma. Autor od początki nie atakuje nas całą masą bohaterów, ich przeszłością czy nadmierną akcją. Wszystko wprowadza powoli, każdy element następuje po sobie i tak dalej. W pewnym momencie to wkurza. Miałam wrażenie, że ciągle dzieje się to samo i z niecierpliwością czekałam na rozwinięcie akcji, które następowało. Tylko w bardziej zwolnionym tempie.
Ale najbardziej spodobały mi się "przerywniki" pojawiające się raczej regularnie po każdym rozdziale w postaci notatek królewskiego szpiega, które może nie były zabawne, ale był naszpikowane mądrościami. Dzięki nim można było trochę "odpocząć" od zawiłej fabuły, a jednocześnie poznać radę od osoby tak dużej rangi. Ekstra.
Podsumowując, książkę Jeffa Wheelera polecam każdemu. Naprawdę. Niezależnie od tego czy jest się fanem "Zwiadowców" czy po prostu lubi się dobre fantasy połączone z nutką czegoś innego. Ta powieść porwie serce każdego, kto oczekuje dobrze wykreowanych postaci, fajnej historii czy też mądrych cytatów, które będzie mógł w trakcie czytania zaznaczać. Jest ona warta każdej poświęconej na czytanie sekundy.


Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar.




Klaudia Korytkowska

1 komentarz: