wtorek, 10 lipca 2018

Właśnie tak – Anna Szafrańska

[źródło]
         Słodko i różowo. Tak wygląda okładka i poniekąd taka jest też ta książka. Jak dla mnie – zbyt słodko i zbyt różowo, choć oczywiście pojawiła się nuta goryczy.

        Poznajemy Stefanię Trocką, główna bohaterkę, wokół której będzie toczyła się cała akcja. Stefa wydaje się być uosobieniem kobiety. Ma zaledwie 23 lata, figurę modelki, napisała kilka książek o miłości, co sprawiło, że jest bogata, samodzielna i pracuje w Warszawie jako dziennikarka. Ma kota, swoje mieszkanie i ułożone życie. Jednak brak w nim miejsca dla miłości, choć sama wiele o tym fantazjuje. Życie toczyłoby się bez odchyleń w jej idealnym świecie, gdyby nie ślub jej kuzynki Agnieszki i jednocześnie przyjaciółki z dzieciństwa. Szkopuł w tym, że wychodzi za mąż za … pierwszą i dotychczas jedyną miłość Stefanii, za Pawła. Wszyscy pochodzą z małej miejscowości, Drzewicy, która jest ostoją spokoju w porównaniu z wielką i głośną Warszawą.


„Pisałam książki o wielkich miłościach, które przezwyciężą każdy zakręt losu. O ludziach zdolnych do największych poświęceń, ale sama… sama nie potrafiłam tego zrobić.”

          Oczywiście w tej idealnej dziewczynie jest rysa, która sprawiła, że wyobcowała się całkowicie, a mianowicie jest to śmierć matki. Po tym wydarzeniu ojciec Stefci nigdy się nie otrząsnął i porzucając swoją córkę zaczął nowe życie. Te wydarzenia były dla młodej dziewczyny o tyle straszne, że odcięła się zupełnie od przeszłości, zwłaszcza, że mama Agnieszki była siostrą bliźniaczką mamy bohaterki.

          Wyjazd na wesele odgrzewa w dziewczyny stare uczucia, wspomnienia oraz kontakty. Jednak wśród społeczeństwa pojawia się nowy „nabytek” w postaci doktora Malczewskiego, który okazuje się być najlepszym przyjacielem Pawła i również jego świadkiem. Poza tym, że jest starszy od naszej bohaterki, to jest przystojny, charyzmatyczny i zakochuje się w Stefanii. Również ma swoje sekrety, lecz ujawnienie ich nie jest takie proste przy temperamencie dziewczyny.
         
[źródło]
          Książkę czyta się dosłownie lekko i przyjemnie. Ot, taka historia na wieczór, może dwa. Jednak … uważam, że poziom tejże książki jest raczej dla nastoletnich dziewcząt. Nie wiem, czy to tylko moja opinia, ale schemat „jestem taka piękna i bogata, miałam trudną przeszłość, dlatego jestem sama + pojawia się przystojniak i cudowne ciacho, które też ma tajemnice” jest po prostu tak powtarzalny, że po pierwszych stronach już rozszyfrowałam, co autorka będzie chciała wprowadzić. Jak tylko zaczęłam to stwierdziłam, że już mnie cała ta Stefania irytuje.

„Tak. Pociągałam mężczyzn. W każdym wieku. Ale czy mi to imponowało? Bynajmniej. (…) Dobra, to był sarkazm. Jestem stuprocentową kobietą, więc oczywiście imponuje mi zachwyt mężczyzn.”

         Również warto zwrócić uwagę, że czasami pojawiały się dialogi, wstawki przekleństw czy opisy scen erotycznych, które moim zdaniem w ogóle nie pasowały do całego klimatu. No i oczywiście ona miała orgazm. Za pierwszym razem. I za każdym. No bo jakby inaczej. Czasami bohaterka zwracała się niby do siebie, ale jakby do czytelnika… Zabieg celowy i czasami trafiony. Ale tylko czasami.

[źródło]
         Nie mniej – książka potrafiła wciągnąć, bo bardzo zastanawiałam się, jak rozwiną się te wątki. Oczywiście, gdy nadszedł punkt kulminacyjny jedynie rozzłościłam się na bohaterkę, bo pewnego działania się po prostu po jej niedojrzałości spodziewałam. Poniekąd cała ta książka tak wygląda – wyidealizowana i lekko rozkapryszona jak nastolatka. Głodna emocji rozhisteryzowana nastolatka. Ale ma za to fajną babcię. I wszystko się kończy „żyli długo i szczęśliwie” …? No nie do końca, bo ma wyjść kolejna część.

        Oddając cesarzowi co cesarskie – pomysł na lekką rozrywkę, bez większego zaangażowania, która potrafiła wywołać we mnie uczucia. Czasem słońce, czasem deszcz.

Moja ocena: 6/10

Dziękuję wydawnictwu Novae Res za możliwość zapoznania się z egzemplarzem.


Emilia Pieńko 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz