poniedziałek, 30 lipca 2018

"Zakochani po uszy" - Jenn McKinlay

W ostatnim czasie czytam bardzo różnorodne książki, ale raz na jakiś czas, mam chęć na coś szczególnego, na przykład niedawno bardzo chciałam przeczytać coś obyczajowego, a później miałam ochotę na jakiś przyjemny, lekki romans. Właśnie dlatego sięgnęłam po "wciągającą komedię romantyczną z merdającym ogonkiem w tle" przyznać trzeba, że okładka również stanowi zachętę.
Przyjemne dla oka kolory i subtelna grafika przyciągają jak magnes, zdecydowanie mam słabość do takich okładek.




Wnętrze powieści moim zdaniem jest dość oryginalne, co sprawia, że dużo chętniej się ją czyta. Nasza główna bohaterka Mac, wybiera się do Bluff Point miasteczka, w którym się wychowała i przeżyła zarówno najlepsze, jak i najgorsze chwile w swoim życiu. Choć wyjazd zbliża się nieuchronnie, kobieta bardzo się tego obawia, ponieważ nie była w mieście od lat, a kiedy z niego wyjeżdżała, plotkowali o niej dosłownie wszyscy mieszkańcy. Nie pomaga też fakt, że kobieta wybiera się tam sama, ślub przyjaciółki naturalnie bardzo ją cieszy, ale brak jej kogoś, kto mógłby ją tam wesprzeć. Przez ostatnich kilka lat Mac żyła w otwartym związku z Trevorem, który zdecydowanie jej odpowiadał, brała tyle, ile chciała i dawała tyle, ile uznała za słuszne. Mac jednak ma świadomość, że jej przyjaciółki nie lubią mężczyzny, więc nie rozpacza nad jego nieobecnością, dodatkowo przebywają w separacji, co daje Mac raczej wolną rękę w wielu sprawach i czas, by zastanowić się, czy Trevor na pewno wart jest czasu, który ta mu poświęciła. Nie zmienia to jednak faktu, że lepiej czułaby się, mając towarzystwo. Z pomocą, o którą kobieta nie prosiła, przychodzi jej Panna Młoda. Najlepsza przyjaciółka Mac prosi kobietę, by ta towarzyszyła podczas ślubu i wesela jej młodszemu bratu, który bardzo ciężko przeżył rozstanie ze swoją byłą dziewczyną.

"Mac wciągnęła głośno powietrze. Wiedziała, że prędzej
czy później dojdzie do czegoś takiego. Czemu nie później,
wszechświecie, czemu nie później? Kobietą wpatrującą się
w Mac była Jessie Peeler - poprawka, Jessie Connelly -
ta, która zwinęła spod kościoła jej narzeczonego i zabrała
go swoim czerwonym sportowym kabrioletem."

Wydawałoby się, że problem został sprawnie rozwiązany i że kobiecie będzie teraz lżej, jednak nic bardziej mylnego. Gavin, młodszy brat Emmy to niezaprzeczalnie mądry, dobry i przystojny mężczyzna. Mac boi się spotkania także z nim, ponieważ siedem lat temu, to on bardzo specyficznie pocieszał ją po najgorszym wydarzeniu w jej życiu. Kobieta nigdy nie była i nadal nie jest dumna ze swojego zachowania sprzed lat, mężczyzna jest od niej młodszy o kilka dobrych lat, w dodatku brat przyjaciółki, Mac boi się, jak zareagowałaby Emma, gdyby dowiedziała się, co między nimi zaszło. Kiedy Mac przylatuje do Bluff Point, z peronu odbiera ją przystojny i bardzo męski Gavin, czego zdecydowanie się nie spodziewała. Mężczyzna nie kryje zainteresowania kobietą, a tajemnicą nie jest też fakt, że od zawsze mu się podobała, Mac jest wyraźnie zawstydzona i zmieszana, ale stara się, by ten niczego nie zauważył. W dniu przyjazdu kobiety rozpoczyna się historia, która jednocześnie swój początek miała już dawno temu.


Jak się domyślacie nie bez znaczenia w tej historii, jest obiecany "merdający ogonek". Któregoś dnia Mac znajduje małego pieska w niezbyt ciekawym miejscu, w towarzystwie śmieci i pogryzionych kwiatów. Zabiera go do Gavina, który jest weterynarzem. Mężczyzna bada szczeniaka i dzieli się z Mac obawami, że jeśli ten pogryzł korzenie krzewu, który tam rósł, może być chory. Oboje od razu pałają do szczeniaka miłością i postanawiają wspólnie poszukać dla niego domu. Kobieta z racji tego, że jakoś musi się do psa zwracać, wymyśliła mu imię - Azalia. Pewnie się czepiam, ale to imię bardzo mnie drażniło całą książkę, no jak można nazwać tak psa?

"- Tak żebyś wiedziała - szepnął jej do ucha, gdy wychodzili z gabinetu.
- Słyszałem, że związki na odległość bywają bardzo seksowne."

Jak wspomniałam, już na początku, sama historia i pomysł są bardzo ciekawe i nieco inne od reszty mnożących się ekspresowo książek, więc to ogromny plus. Bardzo polubiłam Gavina i przyjaciółki kobiety, samą bohaterkę może mniej, była mi po prostu obojętna. Przyznać trzeba, że autorka dobrze obmyśliła bohaterów i wszelkie cechy ich charakteru. Stworzyła kilka pełnych humoru postaci, dzięki czemu to faktycznie była obiecana komedia romantyczna, jak dla mnie tego humoru mogłoby być więcej, ale nie wybrzydzam. Wplecenie w powieść psa to także coś ciekawego, innego, ale sama historia psiaka była dla mnie troszkę naciągana i niezbyt przemyślana, zwłaszcza pod koniec książki. Wyobrażałam sobie, że faktycznie szczeniak odegra w całości większą rolę. Do dialogów nie mogę się doczepić, czasem mimowolnie uśmiechałam się, czytając wymianę zdań na przykład przyjaciółek Mac, albo jej siedemdziesięcioletnich ciotek. Ciotki to zdecydowanie mocna część książki to niesamowite bardzo młode duchem kobiety!

Opisy, mimo że nie były specjalnie długie, wielokrotnie były zbędne, część z nich faktycznie miała wpływ i znaczenie dla reszty opowieści, ale większość po prostu mnie nudziła. Czytanie usprawniał fakt, że całość podzielono na rozdziały, ale bardzo przeszkadzało mi, że narracja została poprowadzona w trzeciej osobie, nie byłam w stanie wczuć się w historię tak, jak umożliwia mi to narracja pierwszoosobowa. Uważam, że spędziłam kilka przyjemnych godzin z tą książką, ale nie sięgnęłabym po nią ponownie, z pewnością nie. Jak dla mnie za mało jest tu akcji, autorka nie wyjaśniła też kilku istotnych dla czytelnika kwestii, ale domyślam się, że zamierza je kontynuować w drugiej części, nie wiem jednak, czy po nią sięgnę. Książka jest poprawna, przyjemna, dobra na lato, ale nie spodziewajcie się czegoś super, nie liczcie, że wciągnie Was i wywróci życie do góry nogami. To powieść z gatunku tych, które miło jest przeczytać i odłożyć na półkę.



Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Tania książka



Julia Komorska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz