wtorek, 3 lipca 2018

"Zawsze będziemy mieli Paryż" - Emma Beddington

Zamawiając tę książkę, właściwie nie miałam pojęcia, o czym dokładnie jest. Skusiłam się oczarowana niezwykle gustowną i schludną okładką, która moim zdaniem bardzo pasuje do tytułu. Nigdy nie byłam zakochana w Paryżu, choć bardzo chciałabym pójść do Moulin Rouge, spróbować przepysznych makaroników, czy zobaczyć Wieżę Eiffla. Bohaterka, a zarazem autorka książki już od dziecka pragnęła, nie tyle zobaczyć Paryż, ile zostać Francuzką. Przyznajcie sami, że nie jest to typowe marzenie dorastającego człowieka, dzieci zapytane zazwyczaj o to, kim pragną zostać, gdy dorosną, wymieniają zawody strażaka, aktorki, piosenkarki, policjanta, tancerki...
Emma Beddington jednak najbardziej na świecie chciała zostać Francuzką.

"Just in time, śpiewa, kiedy bierzemy urzędowe pióro i podpisujemy kolejne stronice.
"Znalazłeś mnie w samą porę".
Uświadamiam sobie, że to prawda, i nie mogę uwierzyć we własne szczęście.
Przez dziesięć lat nieustannie wypadałam z toru, większość prawd,
w które wierzyłam, okazała się krucha i nieistotna jak cukrowa czapla,
a jednak, mimo wszystko - dobrnęliśmy do mety."



Nasza bohaterka uwielbiała czytać francuskie czasopisma, oglądać francuskie seriale, czy też filmy, była niezaprzeczalnie i nieodwołalnie zakochana w Paryżu. Miała w życiu wiele szczęścia, ponieważ udało jej się dostać na wymianę, gdzie to mogła spacerować paryskimi ulicami i zajadać się francuskimi smakołykami, nierzadko też spędzała tam wakacje, ale prawdziwym hitem jest fakt, iż pokochała Francuza. Emmę poznajemy w chwili kiedy ma zaledwie szesnaście lat i towarzyszymy jej przez kolejne lata jej życia. Możecie pomyśleć, że książka wcale nie jest ciekawa, w końcu czytanie o czyimś życiu nie jest niczym ekscytującym, ale wierzcie mi na słowo, iż nie ma tu grama nudy! W życiu naszej bohaterki naprawdę sporo się dzieje, jej związek z Francuzem Olivierem wytrzymuje kilka solidnych prób. Kobieta przez kilka lat rozerwana jest pomiędzy Francją a Anglią, aż w końcu po śmierci matki decyduje się wraz z Olivierem na przeprowadzkę do miasta, o którym zawsze marzyła. We Francji na świat przychodzi drugi syn zakochanych, a życie nie jest tak usłane różami, jakby się wydawało. Emma czuje się samotna, poniekąd też oszukana, w końcu nie tak to wszystko miało wyglądać. Ludzie są dla niej okropni, dziecko nie przestaje płakać w nocy, Olivier ciężko pracuje, by zarobić na rodzinę, a kobieta objada się ulubionymi paryskimi ciastkami.
Miasto, które miało spełnić marzenie autorki, okazuje się jej koszmarem. Nie będę zdradzała Wam więcej szczegółów z treści, ale powiem jeszcze, iż doceniam trudne kwestie poruszone w powieści, załamanie nerwowe i aborcja to tematy tabu, w naszym kraju zawłaszcza ten drugi temat, wywołuje potężne kontrowersje. W książce przeczytacie, jak przebiega zabieg aborcji, w pełni legalnej, od ponad trzydziestu lat - dodam. Wiele kobiet odnajdzie też w tej opowieści siebie, rozpłakane dziecko, brak pracy, brak snu, do tego drugi maluch, którego rozpiera energia i któremu trzeba poświęcić czas. Brzmi znajomo? Przeczytacie też o tym, jak ciężko jest żyć, gdy rodzina mieszka w innym kraju, gdy nie można poprosić bliskich o pomoc, w dodatku o przyjaciół we Francji naszej bohaterce także było trudno. Wkrótce okazuje się, że lepszy od stylowego mieszkania w dobrej dzielnicy, jest prawdziwy przytulny dom, czy Emma Beddington odnajdzie go w Paryżu i czy przyjdzie jej to łatwo? Tego musicie dowiedzieć się już sami.

"Słucham z kamienną twarzą ich radosnych opowieści
o strażakach, cudownych tartach malinowych i długich
lunchach: jestem nastawiona raczej wrogo. Uświadamiam
sobie, i to jest szok, że chyba im zazdroszczę. Właśnie takiego
Paryża chcę doświadczać, idealnego pocztówkowego Paryża
Amélie Poulain, nie tego mojego, z ulicami upstrzonymi 
psim gównem, z gniewnymi mieszkańcami i niechętną administracją."

Ta książka jest niesamowita, bardzo realistyczna, taka niezwyczajnie zwyczajna, jeśli wiecie, o co mi chodzi... Nie ma tu grama fikcji wszystko, o czym przeczytacie, naprawdę się wydarzyło. Jest tu dużo smutku, który jest stałym elementem życia, niestety. Jest sporo humoru, bez którego wszyscy byśmy chyba zginęli. Nie brak też miłości i czułości, która to wszystko scala.
Ta powieść będzie prawdziwym skarbem dla miłośnika Francji, autorka bowiem zabiera nas na spacer ulicami miasta, opisuje kawiarnie i restauracje, używa niejednokrotnie francuskich słów, czy określeń. Opowiada nam o Francuzach, jakimi są ludźmi, jak wygląda opieka medyczna we Francji i jak ciężko mieć francuskich sąsiadów.


Nie byłam jakoś specjalnie pozytywnie nastawiona do tej książki, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, zaryzykowałam i wzięłam ją w ciemno, ale nie żałuję. Już od pierwszych stron pewna byłam, że to będzie interesująca i wartościowa lektura. Beddington pisze niesamowicie lekko, dialogi są naprawdę świetne, a autentyczność porażająca, mam wrażenie, jakbym znała autorkę osobiście. Dla takiej książki warto poświęcić kilka godzin, bo to z pewnością nie będzie zmarnowany czas, gorąco polecam.

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B


Julia Komorska

1 komentarz:

  1. abw ma zawsze jakoś tak farta to nieco dziwnych, ale jednak mimo wszystko udanych książek. Gratuluję: zachęciłaś mnie do przeczytała :D

    OdpowiedzUsuń