sobota, 25 sierpnia 2018

Bibliotekarz, któremu nie pozwolono czytać.

Myślicie, że praca bibliotekarza, to raj dla miłośników książek? Że biblioteka to miejsce gdzie czyta się książki, a co ciekawsze czytają je tam pracownicy tejże zacnej instytucji? Że mamy nieograniczony dostęp do książek, które chcemy przeczytać? Że to cudowna bezstresowa praca?  Że biegniemy do niej, co rano niczym skowronki a wieczorem muszą nas stamtąd wyganiać. Że czytelnicy są kulturalni, (bo czytają) i mili, i nie sprawiają problemów, zwłaszcza, jeśli przyjdzie płacić kary? Że wszyscy współpracownicy i szefowie to cudowni ludzie, którym na sercu leży szczęście czytelnika?  Że brak u nas biurokracji a wszystko płynie niczym niezmącony strumyk? Niestety tak nie jest! Praca w bibliotece ma tyle samo blasków, co i cieni. 

O stereotypach i łatkach, które przypinane są wciąż zawodowi bibliotekarza, pisano już nie raz. Nie brakuje mimo to wciąż osób, które postrzegają to zajęcie jak los wygrany na loterii i sielankę zawodową. A co ciekawe myślą tak głównie ci, co z bibliotek korzystają najrzadziej. Sama biblioteka też postrzegana jest niejednokrotnie, jako placówka mocno konserwatywna, ze starociami na półkach, lekturami, których nikt nie ma ochoty czytać i przygnębiającymi encyklopediami. O osobie bibliotekarki, niestety też wciąż krążą niewyobrażalne mity. Ale o tym przekonają się już tylko ci, co takie przybytki odwiedzą, i to nie raz. 

A że powszechnie wiadomo, że tylko niewielka cześć Polaków korzysta z bibliotek, a jeszcze mniejsza jej cześć uczestniczy w jej życiu kulturalnym to walka z takim myśleniem będzie jeszcze długo trwać.

Jeśli więc choć trochę interesuje was, jak wygląda praca w bibliotece (zwłaszcza w jednoosobowej placówce) i dlaczego nie czytamy w pracy to zapraszam.

  • Nie czytamy w pracy, bo nie ma na to czasu. To po pierwsze. Po drugie nie wolno nam tego robić publicznie, (jeśli nawet znajdziemy na to chwilę), bo w ten sposób będziemy powielać istniejące w naszym społeczeństwie stereotypy, a wiadomo, że ludzie nie lubią, kiedy innym jest lepiej, zwłaszcza za ich pieniądze. To jednak, że sami czytelnicy oczekują od nas znajomości dostępnej na rynku literatury, zwłaszcza tej na bibliotecznych półkach to już rzecz dla nich drugorzędna. Poświęcamy, zatem masę swojego prywatnego czasu na czytanie, – co oczywiście uwielbiamy robić. W pracy najczęściej ograniczamy się jednak do czytania recenzji, streszczeń i notek na okładkach. Skrupulatnie też wsłuchujemy się w opinie innych czytelników, które są dla nas ( dla mnie) bezcenne. Poznajemy w ten sposób nie tylko istotne informacje o książce, ale i o samym czytelniku. Potem tylko ziarnko do ziarnka i już mamy kolejną dobrą pozycję dla tej czy innej czytelniczki. Nierzadko podglądam też czytelników w księgarniach, zagaduję i wymieniam doświadczenia - pomyślicie, że to już schiza. Być może - ale to tez pasja.  

  • Z dostępem do książek, też bywa różnie. Nie zawsze w bibliotece, w której pracujemy jest interesująca nas pozycja, a jeśli nawet to na „dzień dobry” ustawia się do niej kolejka czytelników. Stawiając na zadowolenia naszej klienteli nie blokujemy im książek. Przy dylemacie My czy Oni, wybór jest zawsze jeden. Bywa, więc i tak, że nawet pół roku czekamy na książkę - a potem już wcale nie mamy jej ochoty czytać. Bo jak czytać coś, co tak już dobrze znamy z opowieści innych. 
  • Stresów też nam nie brakuje. Praca z ludźmi, w bezpośrednim z nimi kontakcie zawsze generuje jakieś interakcje, jedne bardziej inne mniej sympatyczne. Czytelnicy potrafią mieć pretensje o wszystko. ( Oczywiście są to wyjątki, – ale za to jak potrafią zepsuć dzień i zniszczyć sporo naszych nerwów – mało, kto wie).
źródło
  • Pierwsze fochy pojawiają się już w momencie niedostępności książki. Bywają nawet obrażeni, jeśli nie spodobała im się polecana książka. Mają skrzywiona minę, kiedy biblioteka jest zamknięta, zwłaszcza, jeśli pojawili się w godzinach jeszcze przed jej otwarciem. Ale nic nie przebije regulaminowych kar za przetrzymanie egzemplarza. Można by napisać osobną opowieść z wymówkami, jakimi się posługują by tylko nie płacić. Może nie uwierzycie, ale naprawdę nie zawsze jest miło w bibliotece, a ludzie potrafią być nawet tu wulgarni.
  • Ze współpracownikami czy szefostwem też bywa różnie. Jedni się lubią, inni mniej. Bibliotekarze też przecież ludzie i mają swoje gorsze dni. Dopadają i nas emocje, problemy dnia codziennego, wyzwania i konflikty. Jeśli chcecie poznać więcej takich bibliotekarskich smaczków to odsyłam do książki „Bibliotekarki” Teresy Moniki Rudzkiej. Będzie, z czego się pośmiać.


  • Biurokracja – to jednak wciąż największa zmora każdego bibliotekarza, zwłaszcza, jeśli w małej bibliotece zajmuje się wszystkim: zakupy, potem opracowanie, oprawa, oklejanie, dokumentacja, protokoły, naprawy, ubytkowanie, rejestracja czytelników, wypożyczanie, układanie, porządkowanie…, i końca tych prac nie widać.

  • Zadania biblioteki (nawet tej małej) to także cała gama  innych wydarzeń kulturalnych. Podam zaledwie kilka z nich: warsztaty dla dzieci, wystawy, spotkania DKK, spotkania autorskie, promocja, dekoracje, projekty, wycieczki… Zapewne w dużej bibliotece gdzie pracuje cała rzesza ludzi a każdy ma przydzielone zadanie, może być łatwiej. W jednoosobowej placówce wszystko robimy sami, nierzadko też w jednym i tym samym czasie, co potrafi przysporzyć niemało stresu. Są na szczęście dobrzy ludzie i przyjaciele biblioteki, których pomoc jest wówczas niezastąpiona.


I jak tu znaleźć czas na czytanie? Tylko po pracy! 
·        

 I

·     
Rozmawia dwóch psychologów:
- Wiesz, to dziwne - mówi pierwszy.

- Wystarczy krzyknąć „aaaaaa!” w bibliotece, a wszyscy się na ciebie gapić w milczeniu.

- A próbowałeś zrobić to samo w samolocie? –  mówi drugi. – Wszyscy się przyłączają.


- Cześć, czy wiesz, że piszę powieść?

- Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś poświęca czas na napisanie powieści, skoro łatwo może kupić nową w sklepie za parę złotych.


Wchodzi czytelnik do biblioteki i pyta:

– Jest książka Galla?

– A no ni ma – odpowiada bibliotekarz.


– Dzisiaj proszę państwa będziemy mówić o kłamstwie – zaczął profesor po czym zadał pytanie grupie studentów:

– Kto przeczytał moją książkę?

Wszyscy podnieśli ręce.

– A więc proszę państwa, to był przykład kłamstwa. Owszem książkę napisałem, ale jeszcze nie oddałem do druku.


5 komentarzy:

  1. Papierologii musi być mnóstwo.
    Już mi słabo na samą myśl bo czytać uwielbiam.
    Ale wypisywać papierki już nie.
    Szefowstwo wszędzie jest różne.
    Napiszę Ci tylko, że bibliotekę kocham za ciszę...
    Mam nadzieję, że blaskow jest jednak więcej niż cieni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak 😄. Dlatego uwielbiam tę pracę i ludzi, którym bliska jest książka.

      Usuń
  2. Każda praca ma swoje plusy i minusy, a praca z ludźmi to w ogóle katorga (wiem, bo pracuję w handlu i mam stały telefoniczny kontakt z klientami, co czasami doprowadza człowieka do cholery). Więc współczuję takich dni i użerania się z ludźmi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę super pomysł na post. Dobrze, że poruszasz ten temat. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba zacznę też spisywać anegdoty z życia biblioteki. 😉 Zwłaszcza, że co jakiś czas pojawiają się naprawę prawdziwie osobliwe perełki.

    OdpowiedzUsuń