piątek, 17 sierpnia 2018

"Drapieżny ród Piastów" - Sławomir Leśniewski

Już przed oficjalną premierą "Drapieżny ród Piastów" wzbudził spore zainteresowanie.  Na portalach czy blogach przewijały się hipotezy odnośnie sposobu przedstawienia tego okresu przez autora. Leśniewski to pisarz niebanalny.Z zawodu adwokat popularyzuję historię, która jest jego pasją. Na rynku wydawniczym pojawiło się sporo tytułów wychodzących spod jego pióra i niemal każdy z nich wywoływał wokół siebie spore zainteresowanie. Jedni chwalą go za przystępny i ciekawy styl, inni krytykują za historyczne insynuacje. Jaką książką jest więc jego nowa publikacja?!



Bolesław, nazwany z pewną przesadą przez Jasienicę mdłym i niedołężnym, złożył śluby czystości i na nim zakończyła się w 1279 roku linia małopolskich Piastów. Do kobiet zywczajnie go nie ciągnęło.Jego żona, święta Kinga, miała się podobno zwierzać dwórkom, że "Jakkolwiek niegodna między niewiastami, u męża mego nigdy nic innego nie widziałam prócz rąk samych i twarzy."Aby rozwiać ewentualne przypuszczenia - Bolesław nie miał także skłonności do mężczyzn (...).


Swoją opowieść autor rozpoczyna od dyskusji dotyczącej pochodzenia Piastów. Sam skłania się ku teorii jakoby ród ten wywodzić miał się od wikingów, co też w późniejszych czasach tłumaczyłoby jego waleczność i brutalność zarazem. Leśniewski z rodziału na rozdział płynnie przechodzi przez całą dynastię opisując co ciekawsze cechy  kolejnych władców. Przedstawia znane nam już chociażby z lekcji historii wątki, ale jednocześnie wzbogaca je o niuanse, których wiarygodność można by poddać dyskusji.

Barwną historię rodu Piastów widzianą oczami autora czyta się jak dobrą powieść sensacyjną. Mnogość wątków spiskowych i wyrafinowane zbrodnie wypełniają  tu niemal każdą kolejną stronę. Autor tworzy dokładny obraz władców powołując się na liczne źródła historyczne. Niektóre z nich,  nim książka ujrzała światło dzienne, zostały naukowo obalone, ale mimo wszystko nawet w formie luźnych przypisów dobrze było móc się z nimi zapoznać. Leśniewski dawkuje przyjemność z lektury, jego styl pisarski sprawia, że czytelnik ma wrażenie iż czyta dobry portal plotkarski, a nie książkę popularnonaukową.Coś w tym jest biorąc pod uwagę fakt, że niektóre przypisy odnoszą się do artykułów autorstwa Iwony Kienzler, znanej z tego, że każdy nawet banalny temat jest w stanie zamienić w sprzedającą się sensację. Ma to swoje plusy i minusy. Dla laika w temacie będzie zadowalającą i interesującą lekturą przy której nie grozi mu nuda. Natomiast znawcy tematu  właśnie przez liczne spekulacje mogą poczuć się mocno rozczarowani  publikacją.

https://pixabay.com/pl/szachy-pionek-król-gra-turniej-1483735/


Wydaje się, że statni Piast na polskim tronie był od kobiet i seksu najzwyczajniej uzależniony. Być może nie aż w takim stopniu, jak inny rodzimy monarcha, słynny August II Mocny Sas, który w licznych związkach spłodził parę setek dzieci, ale tylko jednego syna pochodzącego z małżeństwa.Los i jemu spłatał figla: legendarny potomek, August III, był opasłym sabarytą i nieudacznikiem, natomiast jeden z bękartów, Maurycy Saski, okazał się genialnym wodzem.


Nie można odmówić autorowi zdolności do podsycania tematu. Przez jego nieszablonowe, nieco kontrowersyjne podejście do historii pozycja ta cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Sporo tu  jednak niedopowiedzeń, które warto byłoby uzupełnić o faktyczne przypisy historyczne czy badania. Zdecydowany plus stanowią licznie wykorzystywane grafiki. Niemal w każdym z rodziałów możemy podziwiać  scenki sytuacyjne przedstawiające wydarzenia z tamtego okresu.Mnie lektura "Drapieżnego rodu Piastów" pozwoliła na oderwanie się od rzeczywistości i powrót, chociażby chwilowy, do tamtego okresu w historii Polski. Nie rozpatrywałabym jednak tej pozycji  wyłącznie pod względem naukowym, bo niestety w tym kontekście pozostawia wiele do życzenia. 


Ocena 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję: Wydawnictwo Literackie



~Mariola Mazur


1 komentarz:

  1. Szkoda, że to nie taka do końca profesjonalna publikacja, bo jednak wolałabym sięgnąć po taką, niż po coś z pogranicza...

    OdpowiedzUsuń