niedziela, 5 sierpnia 2018

„Dzikość serca” – Barry Gifford

[źródło]
    Jeśli tytuł skądś Ci się kojarzy, ale autor już nie to zapewne dlatego, że „Dzikość serca” to również film, który nakręcił David Lynch i który jest bardziej popularny niż jego literacki pierwowzór. Podstawą scenariusza stanowiła książka, którą mam przed sobą. Na wstępie zastrzegam, iż dzieło Lyncha ma wiele odstępstw fabularnych, na tyle dużych, iż nazwałabym je luźną adaptacją.

    Co ciekawe, „Dzikość serca” to pierwszy tom z sześciu stanowiących cykl przedstawiający losy Sailora i Luli. Seria spotkała z bardzo dobrym odbiorem czytelników, a pierwsza część sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy. To naprawdę sporo. Przyznam, że nie rozumiem tego fenomenu; podejrzewam, że powieść zawdzięcza swoją popularność dziełu Lyncha.

    Lulu i Sailor to para dwudziestoletnich kochanków, którzy ruszają we wspólną podróż przez Amerykę. Sailor wyszedł dopiero z więzienia, w którym odsiadywał karę za zabójstwo. Lulu, mimo swojego młodego wieku także już wiele przeszła. Oboje opętani wzajemnym pociągiem jadą do Kalifornii mając przy sobie zaledwie kilkaset dolarów. W ślad za tą parą rusza znajomy matki Luli, Johnnie…


    Przyznam, że opis znajdujący się na tyle okładki publikacji sugeruje bardziej brawurową akcję niż ma to miejsce. Fabuła opiera się na zapisie rozmów bohaterów książki i zbioru anegdot z ich życia oraz z perypetii ich krewnych czy znajomych. Mało się dzieje, więc jeśli liczysz na to, że „Dzikość serc” to opowieść o pasjonującym pościgu czy balansowaniu na granicy prawa to niestety tak nie jest.
     Co jest takiego fascynującego w książce, w której prawie nic się nie dzieje? Myślę, że potencjał tej historii tkwi w miłości dwojga kochanków, która jest namiętna, a jednocześnie niewinna w swej naiwności. Sytuacja wygląda następująco: dwoje ludzi oszalało na swoim punkcie. Nie kalkulowali czy im się opłaca inwestować w to uczucie, nie oglądali się na innych i absolutnie wierzyli w tę miłość. Dodatkowo byli sobą okazywali sobie szacunek, zainteresowanie oraz szczere przywiązanie. Słodko, że aż kiczowato. Archetyp totalnego zauroczenia w świecie, który już dawno utracił wiarę w coś takiego jak idealna miłość. Mimo, iż nie wierzymy, że to uczucie może się ostać to kibicujemy kochankom i chcemy wierzyć, że im się uda. Czy wzajemna fascynacja tych dwojga przetrwa? Tego nie zdradzę.

    Drugi aspekt, który myślę, że skłonił tak wiele osób do sięgnięcia po tę pozycje to bohaterowie. „Dzikość serca” to nie tylko chwytliwy tytuł, ale bardzo trafne określenie uczuć jakie rządziły Lulą i Sailorem, a nawet bardzo krótkie podsumowanie ich osobowości. Świadczą o tym ich wilczy apetyt na seks, niepohamowana chęć bycia razem oraz podróżowania przed siebie. Młodzi ludzie nie planowali swojego życia i żyli z dnia na dzień. Nie gromadzili dóbr, a zarabiali tylko to co miało starczym im na jedzenie, nocleg i paliwo. Proste rozmowy, podążanie za instynktem, życie w drodze – niczym ludzie pierwotni, dzicy. Nie było w nich wyrachowania, gdyż oni autentycznie podążali za głosem serca.

To tyle jeśli chodzi o walory tego utworu. Wady są bardziej konkretne. „Dzikość serca” to (niby) powieść drogi, ale czytelnik tego nie odczuwa, ponieważ w tej książce prawie nic się nie dzieje. Podobnie postacie – mentalnie nie ma w nich progresu, ani głębszej refleksji nad tym w jakiej znaleźli się sytuacji. Lula i Sailor jadą po prostu przed siebie, ale głównie rozmawiają, zaś Johnnie bez przekonania „tropi” ich, czyli siedzi w knajpkach i pisze scenariusze do seriali. Czasem zabija czas rozmowami, które nie mają żadnego znaczenia. Matka Luli, Marietta boi się o córkę i chce ją ściągnąć do domu, ale jej działania ograniczają się do rozmów z przyjaciółką i Johnniem. Co do pościgu to nie odczuwamy napięcia z nim związanego, gdyż tropiciel jest bardziej literatem niż śledczym, a na dodatek sprawia wrażenie człowieka niezdolnego do przemocy i nawet dołączenie do niego Marietty niewiele zmienia.

Fabuła jest przewidywalna, w zasadzie od początku można się domyślić jak się potoczą losy głównych bohaterów. Podejrzewam, że jeśli ktoś widział film Davida Lyncha to lepiej oceni książkę niż ten kto nie widział, ale tylko przez sentyment do filmu. Z drugiej strony niektórym nie spodoba się bardziej stonowany nastrój powieści. Dla osoby, która nie widziała filmowej adaptacji nie będzie to utwór kultowy i oceni go przez pryzmat nie zapadających w pamięć dialogów, szczątkowej akcji oraz niespełnionych oczekiwań, które można byłoby mieć po lekturze zarysu fabuły z tylnej okładki.

Dla kogo jest to książka? Dla romantycznych dusz, nie takich jak ja.

Ocena
5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Replika.


Anna Mackiewicz

2 komentarze:

  1. I w tym momencie nasuwa mi się pytanie, dlaczego na LC to jest wrzucone w gatunek "Thriller/sensacja/kryminał" skoro całość bardziej mi wygląda na obyczajówkę... Ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanowczo to jest obyczajówka/romans. Myślę, że ten kto to zrobił, patrzył na książkę przez pryzmat filmu, jak z resztą spora grupa osób, które umieściła swoje opinie na LC.

      Usuń