środa, 15 sierpnia 2018

"Everlife. Wieczne życie" – Gena Showalter

[źródło]
Motyw życia pośmiertnego jest powszechnie znany w literaturze, ale i też w innych dziedzinach kultury. Weźmy chociażby pod uwagę "Boską komedię" Dantego, "Tryjon" czy fenomenalmy film animowany "Coco". Tak naprawdę ta zagwozdka przewija się wszędzie i nawet w naszym codziennym życiu często mamy do czynienia z myślami dotyczącymi istnienia duszy czy też bytów pozaziemskich. Część ludzi omija ten temat szerokim łukiem i po prostu żyje z dnia na dzień, starając uczynić swoje życie coraz lepszym. Ja zdecydowanie nie zaliczam się do takich osób i wręcz obsesyjnie w każdej wolnej chwili myślę o przyszłości, i o tym co będzie "po niej".

W serii młodzieżowej "Wieczne życie" napisanej przez Genę Showalter bohaterowie przez nią wykreowani od początku swojego życia więdzą, gdzie ich dusza zawędruje po śmierci. Może nie konkretnie gdzie, ale są pewni swojej tułaczki, co więcej sami mogą wybrać, do której krainy chcą trafić. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że Trojka i Miriada po prostu ze sobą rywalizują, ciągle starając się prześcignąć w ilości zwerbowanych dusz. Jednak trzecia część trylogii na dobre umacnia w naszych sercach przeświadczenie, że wojna między "krajami" Drugich Królów na pewno zniszczy wszystko, jeśli nic, a raczej nikt, bo nasi główni bohaterowie biorą sobie za cel życiowy zjednoczenie Trojki i Miriady, temu nie zapobiegnie. Nie dość, że ich plan, aby obalić władzcę "piekła" (bo tak naprawdę to istnieje mnóstwo powiązań do tego, że świat pośmiertny Geny Showalter to niebo i piekło) jest pełen luk i niedociągnięć, to jeszcze wzięli ślub.
Dobrze przeczytaliście. Akcja "Everlife. Wiecznego życia" rozpoczyna się właśnie na ślubie Ten i Killiana, którzy wpadając na ten świetny pomysł pozwalający przedrzeć się Ten przez Zaporę Mroku, a Killanowi przez zaporę Trojkan. Oczywiście nic nie idzie tak jak powinno, a ślub kończy się wariactwem miriadzkiego Robotnika i wzięciem go do tymczasowej niewoli. W dodatku Książę Gołębi postanowił pozostawić wybór osoby, która zostanie wskrzeszona w dorocznym święcie, Tenley. I jeśli generałowie Trojki nic nie wymyślą, to ich zdaniem Tenley popełni niewybaczalny błąd i zamiast wkrzesić wielkiego generała, który niechybnie wspomógł by swoje niegdyś wojska na froncie w walce z Miriadą, wybierze swoich przyjaciół i bliskich odbywających Spoczynek.
"Złość trwa tylko chwilę. To, co robisz w gniewie, rani innych po wsze czasy."
Jak pierwsza i druga część serii podbiła moje serce, tak ostatnia w pewien sposób mnie rozczarowała. Liczyłam na sporo zwrotów akcji i takie były, ale bez jakiegoś większego łał. Niedawno przeczytałam artykuł, a może raczej wywiad z George'em R. R. Martinem, w którym sam autor przyznał się, skąd zaczerpał inspirację do uśmiercania bohaterów niezależnie od tego jak bardzo są ważni i jak bardzo czytelnicy ich lubią. A mowa tu o dziele Tolkiena "Władcy Pierścienia"i momencie rzekomej śmierci Gandalfa– jednego z głównych bohaterów. Wspominam o tym, bo wydaje mi się, że tutaj też coś takiego by się przydało. Niekoniecznie śmierć– tak naprawdę oni są już martwi, ale coś bardziej przełomowego, coś co wywołałoby we mnie jakieś skrajne emocje. Chociaż i tego nie jestem pewna, ponieważ nie poczułam żadnej więzi z bohaterami, a dla mnie jest to bardzo ważne. Książkę czytało się lekko i w wielu pozycjach jest to zaletą, gdy na przykład powieść nie wymaga jakiegoś specjalnego skupienia. Natomiast tutaj oczekiwałam czegoś, co by mnie totalnie zwaliło z nóg, coś tak przytłaczającego, że przeżywałabym to przez następne kilka godzin.
Bardzo spodobały mi się różne maksymy otwierające dany rozdział, które zostały podporządkowane każdej z krain. Jest to wiele mądrych cytatów, które nie tylko urozmaicają wygląd jednej ze stron książki, ale także można kilka z nich z pewnością wcielić w życie. Takie samo wrażenie wywarło na mnie małe dziwactwo Tenley, a mianowicie jest obsesja na punkcie liczb, porównywanie wszystkiego do nich. I mimo, że te jej "przemyślenia" były wplątane często w środek akcji, to tak bardzo nie wytrącały ze skupienia i były też małą odskocznią od fabuły. Oczywiście te dwie rzeczy występowały już we wcześniejszych tomach, ale czułam się zobowiązana, aby o tym wspomnieć.
Fabuła, mimo że cała akcja dzieje się "w życiu po życiu", to jest dość przewidywalna i wiemy jak to się wszystko skończy. Ale z drugiej strony też nie była tak nudna, że czytając ją, zasypiałam. Balansowała gdzieś pomiędzy, utrzymując się na takim poziomie mojego zainteresowania, że nie byłam ani znudzona ani za bardzo wciągnięta w perypetie bohaterów, a także Trojki i Miriady.
"Nie istnieją moralne prawdy absolutne. Co dla jednego złe, dla innego może być dobre."
Ciekawa jest też postać Killana, który, co tu się dziwić, po połączeniu się z Tenley nie pamięta miłości do niej. Ciemność zaatakowana przez Światło, broniąc się wyparła wspomnienia o Ten i znowu dziewczyna stała się dla niego tylko celem, który musi odhaczyć. I w sumie bardzo podoba mi się ten pomysł, bo dzięki temu wznosi on pewną zawiłość w fabule, a także relacja między nimi zaczyna się opierać na trochę innej relacji niż na początku, która była w stylu "hate-love". Nie tylko muszą się zmagać z realiami wojny, ale także z problemami w swojej relacji. Ich związek na przestrzeni trzech tomów dojrzał.
"Everlife" nie jest jakoś wybitnie napisane i oprócz cytatów otwierających każdy rozdział nie doszukamy się wysublimowanego słownictwa, magicznych opisów akcji czy świetnych i realistycznych dialogów. Jeśli miałabym oceniać poziom języka, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, to określiłabym, że jest on zdecydowanie młodzieżowy. Czasami zbyt przesadzony, zbyt lekki, powodujący zmieszanie na mojej twarzy, a czasami sprawiający, że totalnie nie mogłam się we wszystkim połapać. I tak, momentami naprawdę świetnie się ją czytało, ale później styl autorki zaczął mi trochę przeszkadzać, wywołując rozczarowanie.
Podsumowując, "Everlife. Wieczne życie" jest to na pewno literatura młodzieżowa i tak jak głosi nazwa nie każdemu się ona spodoba– tak jak mi. Nie jest to pozycja, którą poleciłabym komuś z gwarancją świetnej lektury, ale mimo wszystko ma w sobie pewne zalety, które charakteryzują tę książkę– jak chociażby sam pomysł na wykreowane świata. Aczkolwiek ma też w sobie sporo wad, które w pewien sposób zamazują nam jej obraz, a tym samym odbiór książki jako całokształt. W dodatku (mały spoiler) wszyscy na końcu się w sobie zakochują. Nie mogę tego znieść do dzisiaj. No bo jak?


Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu HarperCollins.


Klaudia Korytkowska

3 komentarze:

  1. Motyw życia pośmiertnego zawarty w dobrej książce i do tego polecanej tutaj - utwór godny przeczytania jak najszybciej. Zachęciłaś mnie do tego bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już jestem chyba troszkę za stara i do literatury młodzieżowej podchodzę raczej ostrożnie, wiec chyba tym razem odpuszczę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba za stara jestem na tę pozycję, ale Twoją recenzję czytało się miło ;)

    OdpowiedzUsuń