środa, 22 sierpnia 2018

"Hashtag" - Remigiusz Mróz


Zgłębić sekret niepokojących wiadomości o treści „#apsyda” - to jak stanąć twarzą w twarz z nieznaną chorobą, która niszczy twoje wnętrze. Przeraża i obezwładnia. Burzy każda twoją próbę powrotu do rzeczywistości. Zamyka drzwi do wolności. Paraliżuje strachem i miłością.

Liczyłam, że tak właśnie wpłynie na mnie najnowsza powieść Remigiusza Mroza pt. „Hashtag”. Niestety.  Takie emocje wciąż pozostaję w sferze moich marzeń.
 
# Akcja powieści toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych, w odstępie zaledwie kilku lat. Pierwszy z nich to czas, gdy Tesa, zakompleksiona, lecz ambitna studentka zarządzania nawiązuje dość dwuznaczną znajomość z jednym z wykładowców, zwanym Strachem.  Po latach, kiedy jej życie wydaje się być ustabilizowane zostaje wplątana w dziwną intrygę Architekta, człowieka zgoła psychopatycznego.Na arenę znów wkracza były nauczyciel.

# Stach, czyli Krystian Strachowski to nie tylko wykładowca, ale także mąż, ojciec i jak się z czasem przekonamy człowiek dość specyficznej natury. Jego znajomość z Tesą burzy cały jego poukładany świat. Dziewczyna okazała się mniej podatna na manipulacje niżby tego oczekiwał. Czy wobec takiego zwrotu akcji to On stanie się ofiarą czy niczego nie świadoma dziewczyna, która nie do końca ufa nawet samej sobie?

# Jest i Igor, który pojawia się w naszej literackiej rzeczywistości dopiero, jako mąż Tesy. Chłopak z niespełnionymi marzeniami o karierze pisarza. Nudny bankowiec, niepozorny, szary człowiek, który mimo wszystko staje się źródłem niemałych zmartwień i problemów dla i tak obciążonej życiem młodej kobiety. 

# Kim jest naprawdę ta trójka i w co grają ludzie, którzy przed laty zaginęli a dziś z ich kont Tesa otrzymuje tajemnicze wiadomości. Dlaczego właśnie Ona? Dlaczego teraz? I czemu ma służyć ta z pozoru niewinna wiadomość?

# Wiele pytań, niewielu bohaterów, wiele oczekiwać, choć w konsekwencji niewiele emocji i wrażeń.  Już dawno, bowiem nie czytałam książki, która wywołała we mnie niemal czytelniczą impotencję ( nawet, jeśli tylko przez niewielką część swojej treści).  Nie tego spodziewałam się po serii z Joanną Chyłką i ” Behawioryście”. Autor jak widać nie trzyma jednolitego tępa, rytmu i klasy swoich powieści. I choć zdaje sobie sprawę, że każdy ma prawo do wpadek, lepszych i gorszych treści to w przypadku pana Mroza mam wrażenie zmiany niemal całej jego osobowości, stylu i warsztatu artysty. Może się mylę. Zresztą taka tez i mam nadzieję.

# Mimo to „Hashtag” jest powieścią – powiem nawet – całkiem dobrą. Nieprzeciętną, z oryginalnym wątkiem i bohaterami. I nawet, jeśli nie imponuje nam od pierwszych stron to skutecznie zwraca na siebie uwagę. Autor powoli, ale efektownie wprowadza nas w świat powieści i psychopatycznej intrygi.  A skoro zakorzenił we mnie zainteresowanie Platonem i anarchokapitalizmem to już należy mu się duży plus.

# Polskim czytelnikom „Hashtag” może podobać się głównie z uwagi na dość nieprzeciętnych bohaterów, z którymi nietrudno będzie się uosobić.  Do wyobraźni może też przemówić wykorzystanie wielu interesujących wątków, które autor niby mimowolnie podrzuca w treści. Wiele z nich jak choćby: filozofia platońska, Cmentarz Żołnierzy Włoskich w Warszawie, zaburzenia dysocjacyjne i inne choroby psychiczne, problem samobójstw, warte są bardziej szczegółowej analizy, których w tej powieści Remigiusz Mróz niestety nam nieco poskąpił.A mogło być tak pięknie. Ciekawskiemu czytelnikowi pozostaje, więc samemu doszperać brakujących informacji.

# Akcja powieści, o czym już nieco wcześniej wspomniałam, rozwija się nieco flegmatycznie. Po kilkudziesięciu stronach miałam ochotę przestać. Tylko wewnętrzna wytrwałość i recenzencka odpowiedzialność nakazywały mi czytać dalej. Dopiero z czasem pojawiały się pewne zaplątania w treści, wątki wywołują ciekawość i napięcie, które jak się okazywało skutecznie wyprowadzały nas w pole. Miałam wówczas wrażenie, że autor z premedytacją wystawia moją cierpliwość na próbę.Jeśli nawet, to była to całkiem dobra zagrywka. Szkoda tylko ze tak późno.

# Pierwsze wskazówki, co do rozwikłania powieściowej zagadki ze słowem ”apsyda” pojawiły się bowiem dopiero w połowie jej treści. Dopiero wówczas poczułam dreszczyk emocji i niewielką, choć jakże wyczekiwana adrenalinę.  Wiedziałam, że autor ma jeszcze trochę czasu na odkrywanie kolejnych kart i warstw prawdy, do której wszyscy dążymy, co podniosło moją nadzieję na pasjonującą lekturę o stopień wyżej. Cóż, zakończenie rozwaliło mnie na łopatki. Przepraszam za ten kolokwializm, ale tak dokładnie się czułam. Kilka godzin z powieścią wywołującą skrajne emocje zaburzone zostało totalnie przez jej zakończenie.  Oczywiście nie zdradzę go Wam. To z pewnością rozwiązanie, którego nikt się nie spodziewał. Ale czy na tyle realne by było w ogóle możliwe? Kto jest ciekaw, musi sam przeczytać. Może jak i ja - zawiedzie się, a może zachwyci. Kto to wie?

# Pomimo wszystkich „achów i ochów” albo hejtów, jakie uda wam się zebrać na temat tej książki, nie będziecie mieli i tak zbyt długo okazji nacieszyć się jej trwaniem. Najnowsza powieść Remigiusza Mroza to rozrywka zaledwie na jeden wieczór, może dwa. Spora ilość nieskomplikowanych dialogów, duża czcionka i niezłożony styl sprawia, że czytanie przemyka przed oczyma. Tej powieści nie straszne są nawet uniki i chwile zapomnienia.  
Cóż mogę więcej dodać? Przeczytajcie i podzielcie się swoimi wrażeniami.

Ocena: 6-7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
 Edyta Sztylc

6 komentarzy:

  1. Przeraża mnie to, ile książek rocznie wydaje Mróz i mam wrażenie, że to już jest grafomania, a nie pisarstwo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już kilka recenzji na temat tej książki i za każdym razem były one przeciętne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta powieść właśnie czeka na przeczytanie- siostra zostawiła mi swój egzemplarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może Tobie bardziej przypadnie do gustu.

      Usuń
  4. Książka czeka na mnie w kolejce. Zresztą moja pierwsza od tego autora. Co nie zmienia faktu, że wiele negatywnych opinii odnośnie tej pozycji zdążyłam już przeczytać.

    kuferkulturalny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń