" Inga: strefy zakazane" - Oskar Salwa


W ostatnim czasie na rynku czytelniczym  pojawia się coraz większa ilość rodzimej literatury, w tym także kryminałów i powieści obyczajowych. Jedne z nich czytelnicy ustawiają na półce z tą wyższą, inne z tą niższych lotów, tzw. literaturą popularną. Jednak w obecności tej pozycji mam wrażenie, że trzeba byłoby dodać jeszcze jedną półkę. Niestety. 
 
Najchętniej postawiłabym przy tej recenzji tysiące znaków zapytania i cierpliwie czekała na Wasze odpowiedzi. Naprawdę , nie wiem, co to było. Nie potrafię określić, czym jest twórczość Pana Oskara Salwy. Ani to romans, ani kryminał, ani sensacja czy powieść obyczajowa. Jest w niej niemal wszystko a jednocześnie nic.

Niby konstrukcja maleńkiej powieści zawiera wszystkie elementy, z których dałoby się stworzyć pełną intryg, kryminalnych zagadek, miłosnych wątków i dylematów społecznych powieść. Jest pomysł, jest klimat, dramat i bohaterowie z pogranicza różnych światów, a jednak autorowi nie udało się dobrze spleść i opowiedzieć historii Ingi – bohaterki utworu.


Inga, po śmierci ojca, z którym niemal od dziecka nie utrzymywała kontaktu, dostaje w spadku dom w Gutach, małej wiosce na północnym wschodzie Polski, w pobliżu, których usytuowały swoją tajną bazę wojska NATO. Kobieta przyjeżdża do kraju z zamiarem sprzedaży majątku i szybkiego powrotu do Szwecji, gdzie wiedzie wygodne, choć nieszczególnie szczęśliwe życie u boku bogatego męża.  Jej plany komplikują się dość szybko. Są też ludzie, którym zależy by jak najszybciej opuściła to miejsca. Tymczasem Inga za sprawą nowo poznanych mieszkańców wioski zaczyna odgrzebywać tajemnice ojca. Do tego dochodzą niepokojące z punktu widzenia alterglobalistów, działania wojsk amerykańskich.  W tej historii wszyscy z czasem staja się podejrzani.

Sami powiedzcie, czy to nie ma w sobie potencjału na dobrą, jak nie świetną powieść? Niestety na tym się kończy. Zupełnie też nie wiem, czemu miała służyć ta historia, lub raczej sposób jej przedstawienia: sucho, oszczędnie i lapidarnie. Nie znalazłam w niej żadnego dobrze rozwiniętego wątku, choć było ich kilka. Nawet całkiem zgrabnie wkomponowanych w całość, niestety na tym się skończyło. Wiele niedopowiedzeń, skrótów myślowych, które chyba tylko autor zrozumie. Powieść bez jakiejkolwiek akcji, bo wszystko wydaje się być kwestią przypadku. Wygląda to tak jakby autor sam nie wiedział, co dalej pisać, w która stronę ponieść akcję. Bez polotu, naiwna, nierozwinięta. Mam poczucie naprawdę wielkiej straty.

Kolejny element - bohaterowie? Tylko tytułowa bohaterka tak naprawdę ma tu rację bytu, choć i jej nie poznajemy tak do końca. Niewiele też wiemy o pozostałych postaciach. Wydają się być tak samo przypadkowi jak i fabuła powieści.  Są, choć równie dobrze mogłoby ich nie być, a historie niektórych z nich mogłyby być naprawdę intrygujące. Autor sprowadził je jednak tylko do drugoplanowych postaci, które zaledwie migoczą w tle. Być może nie odczuwałabym takiego niedosytu, gdyby tytułowa Inga mocniej „zalazła mi za skórę”, w znaczeniu tylko pozytywnym.
Będę brutalna, ale równie dobrze mogłabym przeczytać opowieść o człowieku, który wyszedł na zakupy do Biedronki. A i to nie wiem czy nie byłaby ciekawsza, przy umiejętnym rozegraniu fabuły i słowa. Tego mi właśnie w tej historii zabrakło.

Wspomnę jeszcze o scenach erotycznych, których nie powstydziłby się chyba tylko ten, który takich doznać nie przeżył i nie miał nigdy kontaktu z płcią przeciwną.  Ponadto widać wyraźnie że seks w życiu bohaterki ogrywa dość sporą rolę. Jak sama mówi „lubi niezobowiązujące doznania, na jedną noc”. Nie przeszkadza to jednak by miał wymiar nieco bardziej erotyczny a nie tylko mechaniczny. Osobiście byłam bardzo zniesmaczona owymi scenami. Bez smaku, odrobiny choćby dreszczyku emocji, zupełnie bezpłciowe. Autor mógł sobie oszczędzić, moim zdaniem nieudane próby opisu kontaktów seksualnych.  Nawet wyuzdane sceny można przecież przedstawić czytelnikowi tak, by były jednocześnie pikantne i smaczne.

Najbardziej irytowały mnie jednak w tekście dialogi, a że stanowią sporą cześć powieści to wyobraźcie sobie moją euforię. Zresztą, kiedy tylko wzięłam książkę do ręki, wiedziałam ze to lektura zaledwie na jedno wieczorne, małe tete a tete z „Ingą”. Nie myślałam jednak, że będzie aż tak banalnie.

Nie znalazłam też żadnych informacji o autorze, poza wzmianką na tylnej stronie okładki. Wiem tylko ze debiutował rok wcześniej powieścią „Wernisaż”, która jak widać też nie przyniosła mu zbytniego rozgłosu. Nie ukrywam że w swoich poszukiwaniach miałam potrzebę konfrontacji książki z autorem, być może po to, by zniwelować mój czytelniczy dysonans.
Zapewne będzie to też moje pierwsze i ostatnie spotkanie z twórczością Oskara Salwy. Nie wątpię też, że znajdą się i tacy czytelnicy, których ta niewielka opowieść zadowoli, może nawet skradnie ich serce. Naprawdę życzę autorowi jak najlepiej, ale tej książki raczej polecać nie będę.

Ocena 4/10 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lira
Wydawnictwo Lira

Edyta Sztylc
Udostępnij w Google Plus

About EdyMon

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki i prawdę mówiąc myślę o jej odłożeniu bez przeczytania do końca. Nie pamiętam kiedy ostatnio zdarzyła mi się podobna sytuacja :(

    OdpowiedzUsuń