poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"Kajtek i koko w kosmosie. Twierdza tyrana" - Janusz Christa

źródło

Nareszcie jest! Drugi tom komiksu „Kajtek i Koko w kosmosie. Twierdza tyrana” w końcu trafił w moje ręce. Mogę się tylko cieszyć, że syn jest na wakacjach z dziadkami w Mikołajkach i nikt nie wydrze mi teraz lektury z rąk. Nie ukrywam jednak, że cieszę się na samą myśl, jak zareaguje moje dziecko, gdy wróci, a w jego pokoju będzie czekał na niego bardzo lubiany komiks. Jeśli ktoś nie czytał poprzedniej recenzji tomu 1, to zapraszam tutaj: KLIK!

Tak, jak w pierwszym tomie, wydanie podzielone jest na dwie części, tutaj mamy „Twierdzę tyrana” oraz „Kosmicznych piratów”. Nasi bohaterowie wyruszają z pomocą robota typu Mepron 18 do bazy tyrana Zarzura z zamiarem jego zniszczenia. Oczywiście nic nie idzie gładko, co implikuje bezustannie zabawne sytuacje. Podczas przygód ich życie niemal ciągle jest zagrożone. W bazie pomaga im do pewnego czasu zaprzyjaźniony robot, a gdy wydaje się, że ujdą cało z jednej katastrofy, to niespodziewanie nadchodzi atak z drugiej strony. Wylądują przez to awaryjnie na nieznanej planecie, gdzie będą starać się odnaleźć resztę sprzymierzeńców z innego statku. Naturalnie nie wszyscy mieszkańcy planety są pokojowo nastawieni i będziemy świadkami przeróżnych, groźnych incydentów. Nie raz w tym komiksie Koko zapłacze nad przyjacielem, na szczęście zawsze wiemy, jak to się kończy.



Zdradzę Wam, że najbardziej przypadł mi do gustu cały wątek z kosmicznymi piratami w drugiej części. Byłam niemało zaskoczona go czytając, naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Niesamowicie przewrotnie ujęty temat dyskryminacji kobiet, zniewolenia, uprzedmiotowienia, przy czym w sposób lekki i zabawny, że dzieciaki pośmieją się w głos. Widać, jak na dłoni całą niesprawiedliwość dzięki odwróceniu perspektywy i tylko dlatego ten zabieg tak doskonale się udał. Naprawdę każdy kadr dawał do myślenia, wszelkie reakcje, zwyczaje, cały zamysł. Mogłoby to być seksistowskie, jednakże zrobione jest tak sprytnie, tak niewinnie, że obrazuje dla chętnych istniejący w wielu rodzinach i miejscach na świecie problem z brakiem równouprawnienia, wolności wyboru i działania. Dzieci pośmieją się z prostszego przekazu. Naturalnie wątek z kosmicznymi piratami w końcu się wyczerpuje i przechodzimy z bohaterami dalej, pakując się w kolejne kłopoty, które zaprowadzą nas na następną, przedziwną planetę, gdzie zagrażać im będą zupełnie inne stworzenia.



Mimo utartego schematu, kabała-ratunek, to jednak wszystko dzieje się w taki nieprzewidziany sposób, kończy się tak ciekawie, rozwiązania są interesujące, wszelkie zagrożenia inaczej przedstawiane, nie ma identycznych sytuacji. Wyobraźnia autora zaskakuje pomysłowością i dużą dawką humoru, takiego prostego, sytuacyjnego, jak i lekko sarkastycznego, czy też w formie niemal potocznych sucharów. Bawiłam się doskonale, moja rodzina również. Komiks wart zakupu i powrotów, ja zaraz wezmę się za niego ponownie, bo wciąż nie mogę wyjść z podziwu, a czyta się kosmicznie szybko.



Wydanie jest świetne, okładka miękka, jednakże wytrzymała, druk oraz kolory są czyste, idealnie wpasowujące się w cały klimat serii. W przygotowaniu są kolejne dwa tomy, które będą bawić kolejne pokolenia. Będą to: „Przyjaciel Jol” oraz „Planeta automatów”. Czekam z niecierpliwością.



„Kajtek i koko w kosmosie. Twierdza tyrana” to wspaniały klasyk polskiego komiksu w przepięknej, odświeżonej formie. Cieszy oko podczas czytania, jak i oglądania na półce. Przygody wciąż są zwariowane, akcja pruje do przodu i obfituje w multum niespodziewanych, bardzo ciekawych zwrotów. Humor wciąż ten sam, bohaterowie schematyczni i nie wychodzą poza swoje role, jednak tego właśnie się od nich oczekuje. Śmiem twierdzić, że przy drugim tomie bawiłam się jeszcze lepiej. Gorąco polecam.

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Egmont


Ula Wasilewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz