niedziela, 12 sierpnia 2018

Last Jedi, czyli jak naprawić średni film dobrą książką.


Ci którzy mnie znają wiedzą, że od dzieciaka interesuję się Gwiezdnymi Wojnami. Po nowej trylogii Przebudzenia Mocy. Po wyjściu z kina z seansu "Ostatniego Jedi" byłem delikatnie mówiąc zawiedziony i składało się na tę opinię wiele głupotek na które Rian Johnson pozwolił sobie w swoim dziele za które to głupotki fani go prawie zjedli. Do samej adaptacji książkowej Ostatniego Jedi jak i do kilku z książek nowego kanonu podchodziłem z rezerwą (na dobrą sprawę z nowego kanonu najlepiej wypadają Utracone Gwiazdy).
nie spodziewałem się cudów, zwłaszcza po obejrzeniu
I nie jest to bezpodstawne podejście, gdyż jakość części pozycji pozastawia wiele do życzenia – głównie w kwestii merytorycznej jak i kwestii przedstawiania świata. I tak wychodzi teraz ze mnie fanboy, który wolał stare książki, ale cóż były po prostu lepiej napisane.

Wracając do Ostatniego Jedi. Jason Fry daje nam to czego brakuje w filmie. Poszerza punkt widzenia i przenosi go na poszczególnych bohaterów, ba,  nawet nakreśla nam kilka scen które w filmie zostały pominięte, jak na przykład trzecia próba Rey czy też wspomnienia Luke’a, a także rozwija inne sceny jak używanie mocy przez Księżniczkę Generał Leie Organę Solo.
Dzięki podejściu autora do tematu potrafimy zanurkować w psychikę nawet pobocznych postaci, które na pierwszy rzut oka nic nie wnoszą, mam tutaj na myśli oficera mostka okrętu dowodzenia Nowego Porządku lub są uważane za pokraczne(tak, mówię tu o tobie Generale Hux). Dzięki temu zabiegowi wnikamy w ich psychikę, a także poznajemy ich motywacje i rozterki. Ogólnie celnym pomysłem jest umiejscawianie poszczególnych sytuacji i przedstawianie ich z pierwszej osoby. Dzięki temu wysublimowanemu chwytowi literackiemu dostrzegłem, że Generał Hux ma motyw w tym co robi i że patrzy na całość sytuacji znacznie szerzej niż nam pokazano to w filmie, a nawet planuje co gdyby jednak wielkiego wodza Snoke’a zabrakło. Daje nam to postać pełnią motywacji i ambicji – czego o filmowej personifikacji powiedzieć zbytnio nie można.

Leia tak wiele już straciła [...]co jej powiedzieć. Że jej brat pogubił się w gorzkim żalu do samego siebie? Że po tym jak pomógł przywrócić równowagę Mocy, odciął się od niej i z uporem odmawiał reakcji na jej wezwania? Że był gotów umrzeć samotnie na skrawku lądu pośrodku nienazwanego oceanu na zapomnianej planecie podczas kiedy galaktyka płonęła?

Książka świetnie rozbudowuje też wątek Luke’a i jego historii, wewnętrznych zmagań Mistrza. Jego smutku oraz żałoby, która go trawi. Pokazuje nam to przez co przeszedł i co doprowadziło go do punktu w którym spotykamy go w filmie, rozwija też szalenie postaci Finna i Rose oraz ich współpracy.
Rose która w moich oczach nareszcie dostaje swoje 5 minut i w końcu ma podstawy do bycia wiecznie uśmiechniętą optymistką. Widzimy także dlaczego jej postać była tak istotna dla fabuły i jej zakończenia. Podczas takiej literaturyzacji filmu łatwo jest coś zepsuć, tutaj jednak autor wybrnął wzorowo i chwała mu za to. Książkę zdobią również fotosy z filmu, wydane na porządnym papierze, z krótkim komentarzem.


Żałuję tylko, że książka ukazała się po filmie bo po jej przeczytaniu odbieram film ciut lepiej niż jako samoistne medium tej historii. Moim skromnym zadaniem Rian Johnson powinien ją przeczytać, aby zobaczyć co skopał w swojej wersji tej historii.

Mogę dodać tylko słowo otuchy gdyż zasłyszałem, że Jason napisze jeszcze kilka historii w tym świecie co naprawdę dodaje mi optymizmu – jak autor dobry to książki też raczej dobre będą.

Generalnie świat nowych Gwiezdnych Wojen potrzebował Jasona Fry’a, szkoda tylko, że nie pomagał on złożyć scenariusza i filmu do kupy, gdyż mogliśmy otrzymać coś niepowtarzalnego.
No, ale przynajmniej książka jest świetna, a reszta może pozostać w nadprzestrzeni.


OCENA 9/10
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros.

~Adam Ochwat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz