niedziela, 5 sierpnia 2018

"Nie ma mowy!" - Helen Russell

"Absurdalnie zabawna historia z przenikliwą diagnozą problemów współczesnych kobiet - wspaniałe" Katie Fforde.

Alice Ray, pani stomatolog po trzydziestce, zapracowana mężatka, zabiegana matka dwójki dzieci - dziwnym zbiegiem okoliczności trafia na obóz przetrwania, z siostrą za którą, delikatnie rzecz mówiąc, nie przepada. A to nie jest zwykły obóz, tylko taki dla Wikingów!
Alice Ray, ta która wszystko zawsze ma zaplanowane w exelu, życie swoje, zajęcia dzieci, pamięta o wszystkim i wszystko musi mieć dopięte na ostatni guzik. Alice, pani perfekcyjna, pani wszystko-mam-zawsze-pod-kontrolą ląduje w Danii, chociaż wcale tego nie chce i ma spędzić cały tydzień na survivalowym obozie, który sama porównuje do pobytu w więzieniu."Następnie Magnus prowadzi nas do strumienia na obrzeżach lasu na "więzienny prysznic", czyli pośpieszne ochlapanie kluczowych partii ciała lodowatą wodą. Właśnie tak: nasze "wakacje" są tak dalekie od spa, że bardziej przypominają odsiadkę." A miało być błogie lenistwo i odpoczynek w spa, tymczasem w dzikiej głuszy ma spędzić tydzień z siostrą z którą godzina to za długo, z dziwnie nawiedzoną Tricią i smarkulą Margot, która jest zbyt doskonała by być prawdziwą. ("Jak na dziewczynę z maciupeńkim tyłeczkiem jest obrzydliwie silna. Ma... tricepsy").

Narratorem jest sama Alice, której życie jest mocno napięte i zdawało się jej, że wszystko ma pod kontrolą, zaplanowane i wykonane, a tu figa z makiem. Wpadka podczas konferencji stomatologicznej pociągnie za sobą szereg ciekawych zdarzeń, a co za tym idzie, złotych myśli Alice Ray, które są prawdziwymi perełkami tej książki. ("Panie Boże, daj mi siłę, a jakbyś mógł, to dorzuć przy okazji espresso..."). Dokładnie to samo bym powiedziała/pomyślała w tym momencie książki, w danej sytuacji. Jej cięte riposty i rozbudowane w głowie porównania, och przywodzą mi na myśl mnie samą i wiele innych osób które widzę, że hamują się w miejscach publicznych, ale najchętniej powiedziałyby co my myślą i to w dosadnych słowach.


Nowa Bridget Jones, czytam i pokładam się ze śmiechu chociaż jakby tak obiektywnie spojrzeć i spróbować się znaleźć na miejscu Alice, raczej nie byłoby nam do śmiechu. "Słyszysz, świecie? Mam "spryt"! I mogę przetrwać! W dziczy! Bez choćby najmniejszego Tesco w zasięgu wzroku!
Przyłapuję swój odkofeinowany mózg na tych dziwnych myślach..."
Jakby tego było mało, że gada w myślach ze sobą - i jak widać z całym światem - to jeszcze rozmawia ze swoim drinkiem - ha, przyznajcie się która z was nie robiła tego chociaż raz :). I choć nasunęło mi się porównanie do wewnętrznej bogini Any Steel, jednak bardziej do mnie przemawia Shiraz - on nie skacze, nie tańczy, ani nie wkurza ludzi. To ty po nim (po jego wypiciu :) - czy też jak w moim przypadku jedynie po powąchaniu - skaczesz, tańczysz i wkurzasz ludzi, ale z satysfakcją dla siebie samej :). Mam nadzieję, że to jedyne porównanie do Grey'a jakie mi się nasunie w trakcie czytania tej książki, zdecydowanie wolę Bridget.

"...przeżyłam dwa porody, prędzej zdechnę niż dam jej wygrać pojedynek na wrzaski"

Zaczęłam zaznaczać zabawne fragmenty i zdania które warto zapamiętać i przytoczyć. Po pięćdziesięciu stronach przestałam zaznaczać, bo trzeba by pół książki zacytować.
Uwaga nie polecam czytać...w środkach komunikacji miejskiej, placach zabaw, parkach, w kolejce do kasy w sklepie, ani w żadnych innych miejscach publicznych. Chyba że lubicie opluwać bogu ducha winnych ludzi, parskając co raz śmiechem. Tudzież być w centrum uwagi, zwracać na siebie uwagę nieustannie i być oglądanym w momencie niepohamowanego śmiechu, kiedy to nie wyglądamy zniewalająco. Nawet jeśli jesteś boską blondynką o długich nogach, czarującą brunetką, czy modelem o pięknych zębach. Uwierzcie, z tą książką należy się zamknąć w zacisznym miejscu i celebrować czytanie, parskanie i śmiech do bólu brzucha.


Pomimo przedziwnych warunków, (choć jak na surwiwal to pewnie zwyczajne warunki), stwierdzam że sama chciałabym się znaleźć na takim obozie. Prawdziwy odpoczynek dla umysłu. Skupić się trzeba jedynie na pierwotnych potrzebach, najeść się i nie dać się zjeść :).
W trakcie czytania pomyślałam, że owszem fajnie byłoby pojechać na taki obóz, odpocząć psychicznie, spojrzeć z dystansem na własne życie. Może po raz pierwszy pomyśleć o tym czego naprawdę chcę, czego brakuje mojej łódce i gdzie chce by płynęła. Tylko czy ta lektura za chwilę mnie nie znudzi? Czy nie przewidzę dokładnie dalszego ciągu jeśli powiem, że Alice zrewiduje własne życie, uspokoi nerwy, wyluzuje, bo ma teraz na głowie inne sprawy niż praca, dom, dzieci, mąż, praca, zajęcia pozaszkolne, obiady, zakupy, pranie. Przecież to łatwizna, ona zmagać się musi z owcą dającą dobre rady, zatrutym Wikingiem, sexpolarem siostry i tonącą łodzią. Po tygodniu w duńskim lesie problemy codzienności ogarnie raz-dwa. A ja nie dotrwam do końca książki.
Cóż... Niespodzianka czekała tuż za zakrętem, zdecydowanie nie można się było nudzić. I choć spodziewałam się, że nie będzie ten obóz przebiegał wzorcowo, jednak mnie samą zaskoczyły przyszłe wydarzenia. Najpierw niespodziankę zgotował Magnus, później Inge, sama Alice, i bum Melissa przywaliła toporem. Okazało się, że prostowanie rzeczywistości, wtłaczanie życia, myślenia i przeżywania na takie tory jakimi chcemy by się toczyły, nie jest takie proste, nawet w książce.
Zakończyło się wszystko potężną dawką pozytywnego nagiego berserku, a później był powrót do rzeczywistości i ciężka praca nad sobą, ale... "Wikingowie nie wyręczają się innymi. Nie jesteś królewną, którą trzeba ratować przed smokiem. Ty jesteś smokiem". Amen.

Zaskakująca, zabawna, wzruszająca, pouczająca. Taka babska, ale z jajem :) podpisuję się całkowicie pod opinią Katie Fforde przytoczoną w pierwszym zdaniu. Bo każda kobieta ma w sobie coś z Wikinga.

Ocena : 8 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.




Magdalena Sz L 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz