"Nowiny ze świata" - Paulette Jiles


Powieść będąca odskocznią od  najbardziej popularnej literatury. Powieść, której nie da się łatwo wcisnąć w gatunkowe przedziały. Prowokacyjna i tajemnicza.  Zachwyca sprawnością warsztatu lecz nie zaskakuje treścią.

Miałam chyba dość kryminałów, w których coraz trudniej o oryginalność. Dość romansów i powieści obyczajowych, nierzadko przesłodzonych, bez polotu i emocji. A skoro tak to trzeba sięgnąć po coś skrajnie innego. Mój wybór padł na „Nowiny ze świata” Paulette Jilesa. Dlaczego- zapytacie? Zobaczcie sami.
„[…]   Za pięćdziesiąt dolarów w złocie kapitan Kidd ma przywieźć dziesięcioletnią dziewczynkę do jej krewnych  w San Antonio. Cztery lata wcześniej Johanna została uprowadzona przez Kiwów […] Teraz wykupiono ją z niewoli i wyrwano ze świata, którego częścią się stała. Czterystumilowa podróż okazuje się trudna nie tylko ze względu na czyhające na kapitana i Johannę niebezpieczeństwa. Dziewczynka wcale nie chce wracać do życia wśród białych. […] Jak to możliwe, ze porywane przez Indian dzieci już nigdy nie chciały i nie potrafiły wrócić do poprzedniego życia”?
Wobec  takiej zagadki i nieszablonowej fabuły, która zapowiadała nie byle, jaką przygodę nie mogłam przejść obojętnie. Zaintrygowana do szpiku kości  i prawie z wypiekami na twarzy zabrałam się do czytania.
Już pierwsze strony powieści przeniosły mnie w odległy świat, bo aż do Teksasu  XIX w. Zanim jednak na dobre zabrałam się za lekturę poszperałam w Internecie i odkryłam kilka ciekawostek dotyczących historii Meksyku i jego mieszkańców. Zdecydowanie łatwiej było mi potem nie tylko wczuć się w role bohaterów, ale i wyobrazić sobie otaczający ich świat.

Kapitan Jefferson Kyle Kidd, siedemdziesięcioletni już starzec, weteran niejednej wojny, którego życie od zawsze składało się z dalekich podróży, przemierza Teksas, organizując w miastach odczyty dla spragnionych wieści ze świata mieszkańców. Tym razem jednak podejmuje się dodatkowo transportu  małej dziewczynki wykupionej z niewoli od Indian. Jego zadaniem jest  dostarczenie jej do prawowitych opiekunów w San Antonio. Zadanie wydaje się być łatwe tylko pozornie,  Kidd nie przewiduje, bowiem reakcji swej podopiecznej.

Johanna  tymczasem...
„Odebrana rodzicom, zaadoptowana przez obca kulturę i obdarzona nowymi rodzicami, a potem sprzedana za garść koców i stare srebra, teraz zaś wędrująca od jednej nieznajomej osoby do drugiej, wciśnięta w dziwaczny strój, otoczona ludźmi, których języka i kultury nie znała, raptem dziesięciolatka …”. 
Nie do końca  rozumie to, co dzieje się wokół niej. Przerażona, niczym elf, baśniowe stworzenie w świecie, do którego nie pasuje, obca wśród białych zamyka się we własnych myślach i pragnieniu powrotu do jej domu. Przed ucieczką powstrzymuje ją jednak  wciąż wzbierająca Czerwona Rzeka i zaufanie, które z czasem zacznie kiełkować  pomiędzy nią a kapitanem.

Może warto też nadmienić, iż prezentowana książka  przywołuje nie tylko zdarzenia, historie ludzi i obraz życia w dawnym Teksasie, ale porusza analogicznie także nader mocno współczesne problemy naszego świata: konflikty społeczne na tle politycznym i rasowym, wydatki budżetowe kraju, rozwój techniczny, korupcji, burdy, przestępstwa i na tym nie koniec. Jak się okazuje ludzie niewiele zmieniają się nawet na przestrzeni wieków. Zmienia się jedynie ich otoczenia, czas, w jakim żyją, technologia, język, kultura... Smutne, ale prawdziwe.
"[..] Była sobota, więc może ludzie w tej okolicy mieli w zwyczaju sobotnie wyprawy do miasta na zakupy, świętowanie czy w poszukiwaniu towarzystwa, po czym zostawali na noc, żeby odespać kaca albo rankiem pójść do kościoła [...]".
Niestety poszukiwania i próba odpowiedzi na najbardziej nurtujące mnie pytanie, wciąż pozostaje zagadką. Sama autorka zresztą przyznaje, iż jak dotąd nie powstało żadne naukowe opracowanie rozstrzygające ten dość specyficzny stan rzeczy. Niemniej w sposób dość oryginalny poprzez słowa jednej z bohaterek  Paulett Jiles snuje przypuszczenia, co do psychologicznych aspektów tych procesów i przemian, jakie zachodzą w uprowadzonych dzieciach. Aż chciałoby się zacytować te słowa... 
Zepsułabym jednak tym, którzy sięgną po ta książkę całą zabawę z czytania i poszukiwania choćby namiastki odpowiedzi.

„Nowiny ze świata” to niezobowiązująca przygodą, którą i wam polecam przeżyć, choć raczej  dość przeciętna. To książka bardziej do delektowania się słowem niż źródło emocjonujących wrażeń fabularnych. Z jakichś powodów też jak dotąd autorka nie zdobyła większego rozgłosu w naszym kraju, choć wydaje swoje książki już od ponad 40 lat. Wierze jednak, że z czasem znajdzie i ona u nas rzeszę swoich wiernych czytelników i bezwzględnych fanów. 


Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarne
Wydawnictwo Czarne
  
Edyta Sztylc


Udostępnij w Google Plus

About EdyMon

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: