poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"Playboy" – Laurelin Paige

[źródło]
Nie wiem czy lubię książki Laurelin Paige. I wydaję mi się, że to zdanie w perfekcyjny sposób określa mój stosunek do jej twórczości. Czytam jej książki czasami z uśmiechem na ustach, a czasami z nudą wprost wypisaną na twarzy, nie mogąc pojąć jak dany bohater może być tak spospoliciały. Na pewno nie jest to poziom uwielbienia autorki do tego stopnia, że gdy tylko widzę, że niedługo ma zostać wydana jakaś nowa książka Katy Evans, Emmy Chase czy Leigh Bardugo, dostaję szału macicy i choćbym miała ostatnie czterdzieści złotych w portfelu, to wydam je na powieści tych autorek. Mogłabym powiedzieć, że książki Laurelin Paige plasują się pomiędzy takim guilty pleasure, a bezpretensjonalną rozrywką w nudny, upalny dzień. A "Playboy" balansuje gdzieś między tym wszystkim z czym nie bardzo się polubiłam.

"Playboy" to historia dwóch osób, którzy po siedmiu latach dostają od losu drugą szansę na spotkanie, gdy pierwsze pełne burzliwych emocji zostało przerwane jeszcze zanim zaczęło się na dobre. Dziwnym trafem losu ścieżki Micah– aktora Hollywood, tytułowego playboy'a, traktującego kobiety jak rękawiczki– i Maddie– absolwentki szkoły reżyserskiej (czy jak to się tam nazywa), poukładanej dziewczyny– po tak długiej przerwie znowu się krzyżują. Tylko tym razem zamiast luźnej atmosfery imprezy i drinków, mają razem nakręcić film, w którym główną rolę męską ma odtwarzać Micah z imprezy. Na dodatek osoba, która przez te siedem wiosen odwiedzała jej sny, nie pamięta jej(!). Maddie wiedzona impulsem postanawia udawać, że nigdy go nie poznała. Ale jakim cudem ma się jej to udać, gdy ma do czynienia z Micah Prestonem?

Przeczytałam ją w jeden dzień i na tej podstawie można by wysunąć wniosek, że zdecydowanie była lekka. Coś w stylu: "czytam, czytam, co za dupek!, czytam, czytam". No może tych momentów, kiedy z nieudawaną złością wymyślałam coraz to nowsze przezwiska dla głównego bohatera, było więcej. Aczkolwiek zdecydowanie mogę przyznać, że przebrnęłam przez książkę trochę bezosobowo. Nie czułam ich. Postacie wykreowane przez autorkę przewijały się na kartach powieści, ale były one tak płytkie i typowe, że już chyba bardziej skrzywdzić ich nie można było.  A kiedy chcielibyśmy ich jakoś względnie opisać, zawrzeć w tym opisie cechy, słabe, mocne strony, to wyszłoby coś takiego. "ON – początkujący aktor, który dzięki szansie od losu stał się kimś więcej, (może przyczepiła sie do niego choroba weneryczna) kimś na skalę Hollywood. Playboy, zmienia kobiety jak rękawiczki, przez swoje ex-dziewczyny określany jako dupek. Wykorzystuje kobiety, tak jak one wykorzystują jego, ale później czuje się skrzywdzony, gdy uświadomi sobie, że jakaś odważna dziewczyna postanowiła postąpić tak samo ja on. Ale czy pod tą fasadą niegrzecznego chłopca, tak uwielbianego przez wszystkie osoby płci pięknej, kryje się coś więcej? (UWAGA, SPOILER!) Zdradzony przed laty przez ukochaną, która wiedząc o jego przywiązaniu zapragnęła mieć coś z tego związku, nie ufa już nikomu. Czy uda mu się kiedykolwiek zaufać innej kobiecie, nie podejrzewając jej stale o nikczemne (zabrzmiało trochę jakby to wypowiadał ktoś o podłożu psychicznym Gargamela) plany? ONA – pilna, była studentka reżyserii w Los Angeles, która nie tylko dobrze czuje się w tym mieście, ale i też doskonale pasuje do niego, biorąc pod względem nazwę. Anioł wcielony egzystujący na Ziemii. Poukładana dziewczyna, mająca zawsze plan, która zapragnęła zrobić karierę w wielkim Hollywood i, uwaga, która "rzadko pozwalała sobie na rozpraszanie się myślami o imprezach i facetach". Ale pewnego wieczoru poznaje Micah, na chwilę zapomina o swoich marzeniach i daje ponieść się temu momentowi, który na zawsze odmieni jej życie. Tylko czy Micah jest w ogóle gotowy, aby jego światem wstrząsnęła pewna dziewczyna? Czy Maddie jest na tyle silna, żeby poradzić sobie z całą tą otoczką, w której żyje Micah?" Czujecie tę głębię? Dżizas...
Nie dość, ze wyszedł nam opis godny jakiegoś taniego fanfiction z wattpada, to ja się naprawdę tak czułam, czytając to. Jakby ci bohaterowie wyszli z jakiejś dziury, gdzie taki model ludzi jest na porządku dziennym. A oni nie zdają sobie z tego sprawy, że są płytcy. Oczywiście mieli pasje. Maddie poświęcała każdą wolną chwilę podczas kręcenia filmu, zajmując się składaniem swojego własnego (dwie czy trzy sceny w książce), a Micah, oczywiście poza uganianiem się za wszystkim, co ma waginę, chyba żadnej. Ale przecież on nadrabia to swoim przenikliwym urokiem osobistych. 

Moment ich poznania to jest jakaś wielka ironia. Dziewczyna, która nigdy nie wychodzi z domu bez planu, nie daje ponieść się emocjom, pewnego dnia postanawia zaszaleć na zakończenie studiów i dać się przelecieć na oczach kilkunastu członków imprezy. To jest nierealistyczne.. Czy naprawdę nie mogę przeczytać jakiejś książki, gdzie bohaterką jest wzglednie normalna dziewczyna, która nie będzie świecić majtkami po zamieniu z chłopakiem dwóch zdań? I gdyby nie jej szalona przyjaciółka, która nawiasem mówiąc postanawia zrobić stryptis na imprezie, miałaby na pewno co wspominać. Zastanawiające jest też to, że zawsze, w większości książkach, główna bohaterka ma nienormalną przyjaciółkę, która jest tak odważna, że zazwyczaj przynosi jej wstyd albo popycha do jakiejś głupiej i bezsensownej reakcji. Tak jakby sama nie mogła być na tyle nienormalna, aby nie potrzebować nikogo do pomocy.
W dodatku Micah wcale nie tak bardzo różni się od Maddie. I nawet dobrze się dobrali. On po wzięciu jej numeru kilka godzin później postanawia, ze go usunie, bo gdy jego kariera się rozwinie, nie będzie miał czasu na związki. A ta przypadkowa dziewczyna z imprezy zasługuje na coś więcej . I on to wie, po dziesięciu minutach rozmowy i pięciu obmacywania. On wie, że Maddie taka nie jest (chociaż była gotowa od razu po pierwszym zobaczeniu zaciągnąć go do łóżka); że zasługuje na coś więcej niż jeden numerek. Widzicie? Bądźcie jak Micah! Czytajcie w myślach. Co z tego, że większość dziewczyn na pierwszym spotkaniu jest tak zdenerwowana, że nigdy nie ujrzysz prawdziwej jej. A zresztą jego rodzicom też się nie udało być w stałym związku w Hollywood, więc jemu też się nie uda. 

A ta jego niby bolesna historia? Jak dla mnie grubymi nićmi szyta. Jak można być ślepym, żeby nie zacząć choć trochę czegoś podejrzewać, kiedy twoja dziewczyna obsesyjnie prosi cię o poznanie jej ze znanym i cenionym na całym świecie reżyserem? A najśmieszniejsze jest to, że on ma później złamane serce i jest zszokowany. Niby czym? Że ktoś w końcu odpłacił się mu pięknym za nadobne?Jak wcześniej wspominałam pasują do siebie idealnie. Maddie myśli, że ona zmieni Micah i skłoni go do związku z nią, podczas gdy on ciągle jej mówi, że "stałe sympatie" to jedno wielkie przereklamowanie i bujda na resorach. Nie dość, że jest szalenie zazdrosna i zawsze zjawia się przy Micah, kiedy on, próbując ją chronić, mówi, że nie ma dziewczyny– jakby miała jakieś zdolności nadnaturalne– to jeszcze robi z tego taką wielką sprawę, wielkością porównywaną do zagłady ludzkości. Dlaczego ona jest tak infantylna i nie rozumie, że facet chce zapobiec zjedzeniu jej żywcem przez media?

Jedyną postacią, którą naprawdę lubię i która urzekła mnie swoim pseudonimem jest Karmelek a'ka Chris. Może dlatego, że to typowy wielki mięśniak, bardzo wyróżniający się na tle... innych bohaterów, ale który ma coś więcej w czaszce niż tylko substancję galaretowatą złudnie przypominającą pierwowzór najważniejszego organu?

I tak naprawdę główną wadą tej książki jest głupota i ułomność postaci, którzy w swych działaniach są tak koszmarni, że... argh! Chociaż fabuła też nie jest jakaś wymyślna, żeby w napięciu czekać, co będzie dalej. Zakończenie jest tak bardzo przewidywalne, że aż boli. Na kartach stron też nic nowego się nie dzieje. Na początku ona go odpycha, ona nie moze się w nim zakochać, ona jest silna, ona da radę. Po czym w końcu mu ulega i później fabuła kręci się przeważnie w łóżku.
Na pewno nie jest to literatura z górnej półki, ale czyta się ją zadziwiająco, tak jak już wspominałam, szybko. I... ona miała potencjał. Serio. Ale coś pomiędzy kreowaniem bohaterów, a wymyślaniem fabuły się zepsuło i wyszło coś takiego. Na nudny dzień się nada i może dla was będzie fajną lekturą. Ale dla mnie nie do końca. 
Boże, jak dobrze, że Maddie i Micah (a ma naprawdę ładne imię) nie istnieją.


Ocena: 4/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Taniej Książce.

Klaudia Korytkowska

4 komentarze:

  1. Propozycja w sam raz na upalne lato, kiedy umysł się roztapia, a my chcemy tylko przyjemnie spędzić czas przerzucając karty niezobowiązującej książki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ocena 4/10, nie zachęca to do przeczytania książki...

    OdpowiedzUsuń