wtorek, 28 sierpnia 2018

„Rozstanie” – Katie Kitamura

„Rozstanie„ to gorąca i trzymająca w napięciu intymna opowieść o związku dwojga ludzi. Związku, w którym nic nie jest jak należy, nawet tytułowe rozstanie. Powieść obnażająca wewnętrzny świat kobiety na krawędzi, bohaterki pełnej sprzeczności.

Katie Kitamuta to debiutująca w Polsce autorka. Amerykańska pisarka i dziennikarka, pochodzenia japońskiego, która ma jednak na swoim koncie jeszcze kilka innych powieści. Nie ukrywam, iż liczę na kolejne polskie tłumaczenia i równie inteligentną lekturę. Tymczasem zapraszam Was na kilka słów o „Rozstaniu”.  

Rozstanie, wątek - wydawałoby się być dość pospolity, bo któż z nas nie słyszał, nie czytał niejednej historii o ludziach, których drogi rozeszły się w najróżniejszych okolicznościach. Być może niektórzy z was przeżyli to nawet osobiście. Temat niełatwy, wymagający nierzadko ogromnego wyczucia i dystansu autora. Bywa też że rozstania są tematem wielu romansów i powieści obyczajowych. Nie brak ich też w skrajnie odmiennych gatunkach. Są tam jednak zazwyczaj wątkiem pobocznym, drugoplanowym albo odgrywają rolę zapalnika do głównej treści utworu.  Bywa i tak, że z rozstania można zrobić całkiem dobra komedię, a kto czytał choćby „Małe zbrodnie małżeńskie” Ericka-Emmanuela Schmitta dobrze o tym wie.
Tymczasem Katie Kitamura stworzyła coś tak oryginalnego, iż trudno będzie zapomnieć o tej historii. Autorka wymyka się wszelkim stereotypom i tworzy niezwykłą powieść jednego bohatera, jednej kobiety, jednego związku i jednego rozstania.  Jeśli myślicie, że jest to niemożliwe, i zakrawa na utwór pachnący nieco nudą to grubo się mylicie. Zresztą moje obawy były podobne, – więc jestem w stanie zrozumieć potencjalną niechęć do książki. Niemniej z pełną świadomością, dziś twierdzę, że to jedna z książek dedykowana kobiecie i z którą każda z Pań winna się zapoznać. 

K. Kitamura wydobywa z kobiety i jej przestrzeni wszelkie możliwe niuanse jej życia intymnego: myśli, pragnienia, obawy, marzenia i rozterki.  Sposób działania, powody i przyczyny.  Ta powieść jest, zatem fenomenalnym stadium pewnej obserwacji, podglądem życia zdradzonej i opuszczonej kobiety. Pięknej istoty wrzuconej w wir wieloznaczności. Bo w tej historii nie ma miejsca na przewidywalność i stereotypowy tor rozstania niegdyś kochających się ludzi. Choć gdyby tak zajrzeć jeszcze głębiej, to nie wiem czy i owa miłość nie zbladłaby z czasem, a być może nawet, nigdy nie miała miejsca i prawa bytu?

Gorące emocje, strach i niepewność oraz resztki jarzących się uczuć naszej bohaterki idealnie wkomponowały się w scenerię Grecji, tak niedawno spaloną nie tylko słońcem, ale i falami pożarów. Czy jednak takie same zgliszcza pozostaną na pięknej ziemi jak i na duszy kobiety? Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co kryje przyszłość i jakie blizny po niej pozostaną. Tak jak nie ma złotej rady na udany związek i szczęśliwe małżeństwo. Pisarka nikogo, zatem nie ocenia w swojej powieści, nie wyróżnia i nie obarcza winą. Nie moralizuje.  Daje jedynie obraz upadku związku, rozstania i straty.

Nie będę też ukrywać, iż powieść Kitamury jest utworem raczej statycznym i niewiele w nim akcji. Raczej wprowadza nas w stan delikatnej melancholii i zadumy niż wartką i dynamiczną euforię. Pełna jest niepokoju i specyficznej podejrzliwości, która nie ustępuje też z obserwacji samej bohaterki.  "Rozstanie” jest na domiar tego powieścią bardzo wieloznaczną, i myślę, że każda czytelniczka mogłaby znaleźć w niej coś skrajnie odrębnego, coś tylko swojego i dla niej znaczącego. Ukryte dno? Być może. Dlatego takie powieści czyta się z pasją. Po latach wraca się do nich, z nowym doświadczeniem i życiowym balastem. Wraca się by znaleźć to, co niegdyś było ukryte.

Utwór nie tylko godny intelektualnej rozrywki, ale i świetnie skonstruowany. Przemyślany i dopracowany w szczegółach. Zwłaszcza, jeśli chodzi o narrację, która w pierwszej osobie daje czytelnikowi poczucie podsłuchiwania i sekretnego zaglądania w życie bohaterki. Autorka daje w ten sposób upust naszemu małemu wścibstwu.
„Każda miłość wymaga tła i widowni, nawet – a może szczególnie – ta prawdziwa, realna, miłość romantyczna nie jest, bowiem czymś, co dana para może sobie wyczarować sama, tylko ty i ktoś jeszcze, wy oboje, i nie tylko raz, ale raz za razem, bo miłość w ogóle wzmacniana jest przez kontekst, karmi się cudzym wzrokiem”.

„ To choćby jeden powód, dla którego płaczka staje się lepsza z wiekiem, bo młodość nie jest bliżej obznajomiona ze śmiercią, nie zna straty, człowiek nie ma w sobie dość smutku, żeby płakać. Smutku trzeba nosić w sobie bardzo wiele, by móc płakać w cudzym, nie tylko w swoim imieniu”.

Ocena 7/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackie


Edyta Sztylc

9 komentarzy:

  1. Zaciekawiła mnie twoja recenzja. jeśli kiedyś trafię na tę książkę, nie odmówię sobie przyjemności jej przeczytania :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo intrygująco, więc jak mi wpadnie w łapki, to na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi bardzo intrygująco, więc jak mi wpadnie w łapki, to na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że będzie dobrą alternatywą na długie jesienne wieczory.

      Usuń
  4. Niestety nie są to moje klimaty. Jednak najważniejsze, że Tobie się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym sprawdzić tę książkę. Nie mam nic przeciwko bardziej statycznym utworom, które bardziej grzebią w głowie niż w akcji. Fascynuje mnie takie wgrzebywanie się w psychikę ludzi, zwłaszcza w tak "klaustrofobicznych" warunkach - związek, do tego dotknięty czymś destrukcyjnym.
    Muszę poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję że nie będziesz żałować. Dla mnie to jedna z tych książek do których się wraca. A co najlepsze - pewnie dopatrzę w niej na powrót czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyczyny i skutki rozstania bywają równie tak różne, jak charaktery ludzi. Nie należy budować związku jedynie na podstawie wizualnych wrażeń i złudzeń, bo może się okazać, ze zbudowano zamek z piasku. Dzięki pierwszoosobowej narracji często miałem wrażenie, że byłem bezpośrednim choć niemym uczestnikiem wydarzeń. Gorąco polecam te książkę, pozdrawiam i gratuluje świetnie napisanej recenzji. Pozdrawiam, Zdzisław www.krainslowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń