piątek, 10 sierpnia 2018

Silver Stag. Republika Piratów i co popłynęło nie tak.


Od sporego kawałka czasu moim konikiem są powieści marynistyczne i pirackie. Choć przeczytałem
tuziny powieści o tematyce morskiej i pirackiej ta napawa mnie odrobiną niechęci lub sporego niezdecydowania. I choć sam nie do końca wiem z czego to wynika, odczuwam że ta recenzja nie będzie ani pozytywna ani negatywna - będzie raczej osadzona pomiędzy tak jak większość rzeczy w tej książce.

Całość przygody rozpoczyna się w roku 1715 czyli historycznie w środku złotej ery piractwa, walki o hiszpańską sukcesję i wypłynięcia na szerokie wody Królestwa Wielkiej Brytanii.
I tu mam pierwszy problem z książką – historycznie w tamtym okresie pojawiają się już największe pirackie persony w historii, w końcu to złota era piractwa, a książka w zasadzie nie potrafi do końca zdecydować się kto piratem jest, a kto nie.

Tu też poznajemy Kapitania Timothyego Cuthrow, angielskiego Bukaniera(to nie to samo co pirat/korsarz), który z królewskim glejtem pływa i łupi przeciwników korony brytyjskiej na swoim brygu Silver Stag - swoją drogą dlaczego nazwa nie została spolszczona, skoro brzmi równie dobrze. Bardzo szybko dochodzimy do tego jak nasz bohater trafia do celi gdzie ma czekać go śmierć. Następnie całkiem niespodziewanie (ta!) na całą tą niesprawiedliwość pojawia się ratunek – oczywiście w noc przed egzekucją, żeby dodać dramatyzmu. Jako, że książka ma być o piratach to nasz bohater stwierdza, iż jako wyjęty z pod prawa zostanie piratem. Następnie powieść próbuje pokazać nam jak wielki i zły były przełożony Tima wyrusza na poszukiwania uciekiniera, a sam Timothy musi się zmagać z załogą, buntem, nową rzeczywistością i próbować się do niej wpasować, jednocześnie próbując oczyścić swoje dobre imię(w ramach historii bukanier mający dobre imię to taki trochę oksymoron).

"Ludzie mają rozum, choć czasem strach przejmuje nad nimi kontrolę. Teraz bardziej boją się złego dowództwa niż szubienicy."

I tak patrząc na to z szerokiej perspektywy konstrukcja ma niby nogi i ręce – książka nakreślona jest poprawnie, ale głównemu bohaterowi brak duszy pirata i kręgosłupa, który zazwyczaj sfiksowany, ale był, podpierany nierzadko kodeksem.
Dla laików tematu i mało wytrawnych marynistów, którzy raczej liczą na książkę przygodową, może się spodobać ze względu na przystępny język. Z drugiej strony odchodzenie od wyidealizowanych postaci pirackich dla wielu może być szokiem. Nie zrozumcie mnie źle, mało książek pokazuje piratów jako morderców i zbrodniarzy, ponieważ kultura w której żyjemy przyzwyczaiła nas, że są to postaci w gruncie rzeczy pozytywne, o ile nie obciążone jakimś rodzajem klątwy.
Na plus mogę dodać opisy otoczenia i życia piratów – zostało ono trochę sprowadzone do ziemi i czuć, że nie mamy do czynienia z Piratami z Karaibów Disney'a. Postacie są jak dla mnie ciut mało wyraźne i zmotywowane do tego co robią(motywacje może i są, ale słabo wyczuwalne), może w przyszłości jeśli autor zdecyduje się na kontynuację cyklu, będzie mi dane zmienić zdanie na ich temat.

[Źródło]
Dla podsumowania powiem, że jest to solidna książka która nie potrafi wyklarować się w wizji autora. Z jednej strony próbuje być o piratach niczym najlepsza powieść przygodowa, a z drugiej próbuje ten obraz pirata sprowadzić na ziemię.
Czy jest to dobry zabieg zobaczymy w ewentualnej kontynuacji .
Tej części pozostaje mi dać solidne 5+/10 bo trochę rozkrok, ale na plus.

Ocena 5+/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Magnus.

~Adam Ochwat

1 komentarz:

  1. Chwila, moment. Pirat to nie to samo co korsarz, chociażby tylko dlatego, że korsarz miał glejt i atakował tylko wrogów danego państwa (przynajmniej w zamyśle), a pirat był wyjęty spod prawa i nic go nie chroniło. Bo z Twojego wywodu wynika raz, że to jest to samo, a raz, że coś innego...

    OdpowiedzUsuń