wtorek, 7 sierpnia 2018

"Wakacje z Lassem i Mają. Co się nie zgadza?” - Martin Widmark


źródło
Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai zajmuje w naszym domu wyjątkowe miejsce od momentu, kiedy to syn zakupił sobie za swoje uciułane kieszonkowe jedną z wielu „Tajemnic”. Dotychczas tylko jedna seria detektywistyczna zdołała go równie mocno pochłonąć, ale o Lasse i Mai czyta najchętniej. Od razu na jego liście marzeń znalazły się księgi z zagadkami oraz dzisiaj recenzowana przeze mnie książka o wakacjach.

„Wakacje z Lassem i Mają Co się nie zgadza” wprost idealnie wpasowały się w czas, kiedy to mój syn pakował się na swój pierwszy wyjazd z dziadkami do Mikołajek. Oczy po prostu mu się świeciły z radości, że w końcu dostał upragnioną przecież pozycję. Trochę obawiałam się o jej stan, jak będzie się prezentować po tych sześciu dniach letnich wojaży, niemniej jednak jest to książka, która powinna swoje przeżyć. Dlaczego? Ponieważ nie jest to standardowe wydanie z jedną powieścią.

W tej publikacji znajdziemy zagadki, sudoku, szyfry, miejsce na wakacyjne znajomości oraz zbieranie odcisków palców (sic!), wykażemy się bystrością, pamięcią, kreatywnym myśleniem, pokolorujemy coś, a nawet spróbujemy przerysować, poznamy pyszny przepis na ciastka, wypełnimy własną kartę z wakacji, króciutki psychotest i … zagramy w grę planszową! Tak, to wszystko w jednej, małej, niepozornej książeczce.


Pozycja została na szczęście wydana w twardej oprawie, ilustracje są specyficzne, ale mój syn je uwielbia – ja z kolei się przyzwyczaiłam i nawet cieszą moje oczy. Mają swój niezaprzeczalny klimat i doskonale komponują się na stronicach powieści. Czcionka wciąż jest duża, doskonale nadająca się do czytania młodszym smykom, szczególnie tym, co wprawiają się w samodzielnym czytaniu.


Naturalnie mamy też świetną historię, która angażuje czytelnika do wspólnej zabawy z dziećmi w książce. Przyznam szczerze, że sama odczuwałam wielką przyjemność z czytania oraz zgadywania odpowiedzi. Dla dzieciaków jest to super zabawa i aż szkoda, że takie krótkie te opowiadanie, bo pomysł przedni.

Akcja toczy się w dniu przed rozpoczęciem wakacji. Dzieci zebrały się na auli w szkole, gdzie pani dyrektor przedstawiła im trójkę wyjątkowych gości, którzy mają za zadanie opowiedzieć coś o sobie. Nie są to byle jakie osoby, przyszła Barbara Palm (dyrektorka muzeum), komisarz policji i pastor. Aby prezentacja przebiegała ciekawiej, dyrektor szkoły zarządziła zabawę, otóż każdy z gości opowiadając swoja historię, ma w niej przemycić jakieś kłamstwo, a dzieci mają je odgadnąć.

Swoją opowieść zaczyna przemiły pastor, który przemyca mnóstwo zabawnych i niedorzecznych informacji, które wywołują dużo śmiechu. Jest on typowym gadułą, także ciężko mu było przerwać swą opowieść mimo, iż jego czas już się skończył. Kiedy przyszło do zgadywania, dzieci podawały różne pomysły, a pastor bardzo się przy tym cieszył. Ostatecznie nikt nie odgadł wielkiego błędu, który pastor w nim umieścił. Ale, ale, my również nie uzyskujemy tak łatwo odpowiedzi! Mamy szansę po każdej opowieści odgadnąć je samodzielnie, bo odpowiedź jest zapisana w chmurce do góry nogami i znacznie mniejszą czcionką. W ten sposób, my również się bawimy.

Następną osobą w kolejce do mównicy jest dyrektorka muzeum Barbara Palm. Jej historia jest dosyć krótka i obrazuje idealnie rozkapryszony charakter, ale też sprytnie ukrywa błędną informację w swej opowieści. Żadne z dzieci nie podaje poprawnej odpowiedzi, jednak w pewnym momencie Maja doznaje olśnienia i już prawie, by wyznała swą teorię, ale ubiegła ją sama zainteresowana. Odpowiedź wprawiła dzieci w doskonały humor i wszyscy wybuchają śmiechem.

Ostatni jest komisarz policji. Jest on bardzo stremowany, nie przywykł do takich wystąpień przed dużą publicznością. Jego historia jest naprawdę ciekawa, podobała mi się jego odpowiedź na stwierdzenie dziewczynki. Jednakże nikt nie zgadł też jego błędnej informacji, na wieść o której najbardziej ucieszył się… pastor. Jest on doprawdy zadziwiająca osobą.

Ogromnie polecam tę pozycję wszystkim fanom Lassego i Mai. Jest to świetna, bardzo rozrywkowa lektura, w sam raz na kilka wolnych chwil. Dla mnie szkoda tylko, że takie krótkie było opowiadanie, jednakże rozumiem, że to zgoła inna publikacja i ma na celu dostarczyć nam jeszcze innych, bardzo ciekawych zajęć dla małych detektywów.

Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Zakamarki


Ula Wasilewska

2 komentarze:

  1. Jaki zbieg okoliczności. Właśnie szukałam w sieci takiej książeczki bo syn ją zobaczył u sąsiadki córki i też zapragnął. Nie sądziłam, że jest ona tak popularna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne są te książeczki, które zawierają w sobie właśnie takie łamigłówki. Zawsze taki kawałek papieru będzie lepszy, niż to co preferuje większość rodziców dla swoich pociech - tablet.

    OdpowiedzUsuń