"Wierni wrogowie" - Olga Gromyko


O „Wiernych wrogach” ciężko w sumie jest napisać coś, bez zdradzenia nadmiernie fabuły, mimo, że dzieje się tam naprawdę bardzo dużo. Jest to potężny kawał literatury, cegiełka licząca sobie przeszło 645 stron, od których naprawdę ciężko było mi się oderwać. To, że warto przeczytać, wiedziałam jeszcze zanim ukazała się na naszym rynku wydawniczym, ponieważ miałam przyjemność zetknąć się z serią o charakternej Wiedźmie spory szmat czasu temu. Styl Olgi Gromyko jest bardzo charakterystyczny, lekki, aczkolwiek nie pusty, przemyślany i kipiący od doskonałego sarkazmu, czarnego humoru i jadowitego języka głównej bohaterki. Są to komponenty zdecydowanie dające nam kawał świetnej literatury, szczególnie, gdy dodamy do tego niebanalny pomysł na całą historię, ciekawe uniwersum, które logicznie rządzi się swymi prawami. Niezmiernie podobało mi się odkrycie, kim jest Szelena – byłam zaskoczona, choć wydarzenia miały miejsce niemal na samym początku. Jak odczytałam tę prawdę, byłam więcej niż zachwycona, bo wręcz zawsze marzyłam, by być kimś takim. Dla mnie ideał i wcale nie chodzi o jej urodę.


Główną bohaterką jest Szelena, która pracuje w Wysiedlisku jako pomocnica zielarza, jak się jednak okazuje, jest od niego nieporównywalnie wręcz lepsza w tej dziedzinie, niemniej jednak nie ma okazji za bardzo się z tym wychylić, szczególnie, że pracodawca ma o jej zdolnościach inne mniemanie. Szczęśliwie dla zielarki, spora część mieszkańców już zdążyła się poznać na jej talencie, więc zaradna dziewucha działa prężnie na boku zgarniając za to większe sumki, nierzadko posiłkując się o wiele lepszym towarem z własnych zbiorów. Życie mogłoby dalej toczyć się sielankowo, gdyby jednak nie postanowiła - tknięta jakimś dziwnym odruchem - uratować zakatowanego niemal na śmierć czarownika, zepchniętego do parowu. Zabrała go do swojego domu, gdzie toczyła niesamowitą wręcz walkę o jego życie i sprawność, ponieważ miał pogruchotane niemal wszystkie kości. Ten akt łaski był niezwykle dziwny, zważając na fakt, iż był to jej największy wróg. Tak, moi drodzy, to jest jej właśnie tytułowy, wierny wróg – na pewno sami się domyśleliście.

Rekonwalescencja lekko nie przechodziła, a jej czas był zakłócany w zabawny sposób przez małego chłystka, który był uczniem czarownika. Rest z całych swych skromnych i przekomicznych sił oraz zdolności starał się pokonać Szelenę, będąc stuprocentowo pewnym, że zabiła jego mentora, a może nawet coś więcej! Bohaterka miała sobie na nim niezłe używanie i nie zamierzała wyprowadzać go z błędu, oczywiście wszystko do czasu.

Nie pytajcie mnie dlaczego Szelena postanowiła uleczyć swego wroga, który zawzięcie na nią polował, sami to wywnioskujecie z treści książki. Nawiasem tylko dodam, że są to ludzie honorowi, dotrzymujący obietnic i mimo wszystko nie fanatycznie zapatrzeni tylko w jeden punkt. Tak się bowiem dodatkowo złożyło, że mag, imieniem Weres, również nie ma lekkiej przeszłości i niespecjalnie jest mile widziany w stolicy, czyli Starminie. Czy słusznie? Ach, to dłuższa historia.

Niespodziewanie dla bohaterów akcja nagle przyspiesza wraz z pojawieniem się tajemniczej i niezwykle groźnej pomroki, której ani Szelena, ani Weres, nie są w stanie poprawnie zidentyfikować. Przez nagły atak, bohaterka w obronie życia własnego, jak i pewnego zaprzyjaźnionego krasnoluda, walczy z pomroką (świetna nazwa) i tym samym odkrywa swą tożsamość przed innymi. Pozostaje jej już tylko chyłkiem uciekać, zabierając przypadkiem wspaniały, krasnoludzki darkan ze sobą.

Dalej wszystko toczy się lawinowo, zarówno Szelena, jak i czarownik z uczniem, muszą uciekać i koniec końców zawierają rozejm, póki nie wydostaną się wspólnymi siłami na bezpieczniejsze drogi. Cóż, lekko im nie przyjdzie z tym rozstaniem, ba, nawet ich wspaniała drużyna się powiększy o przyjaciela Weresa, zwanego Mrokiem. Dodatkowo okazuje się, że z czarownika momentami marny jest pożytek, a wszystko przez jego częściowo lekkomyślne zadecydowanie o magicznym przyspieszeniu leczenia. Nie jest to zdecydowanie drużyna marzeń. W miarę postępu drogi, okazuje się, że wszystkie napotkane przeciwności nie są takie przypadkowe, a żeby zachować skórę i odkryć co tak naprawdę się dzieje, bohaterowie muszą jeszcze jakiś czas trzymać się razem, czy tego chcą, czy też nie. Ten przymusowy rozejm, drażni ich trochę, jednakże dosyć szybko do siebie przywykają, a później, nawet nawiązują bardzo specyficzne, bardzo kąśliwe więzi, robiąc sobie nawzajem rzeczy, jakie mogą tylko wierni wrogowie.

Niezwykła i bardzo niecodzienna drużyna, wprawia wszelkie rasy w osłupienie i koralik, po koraliku nanizują coraz więcej na swą nić przygód: zarówno niewiadomych, jak i kłopotów. Nie zamierzają jednak zboczyć z raz obranego celu, podejmują się karkołomnej wyprawy, celem odkrycia śmiertelnie poważnej intrygi i postanawiają postawić wszystko, aby położyć jej kres. Po wszystkim zaś oczywiście planują stanąć do pojedynku przeciwko sobie, w końcu cały czas są wrogami, bez żadnych złudzeń.

Czytałam z zapartym tchem, nie byłam w stanie odejść od lektury, ciężko było mi walczyć z pokusą jeszcze jednej strony, jeszcze kilku zdań, ale spać jakoś musiałam. Bywały momenty, że chichotałam, jak opętana, może nie aż tak, jak czytając przygody wiedźmy Wolhy, ale całym sercem pokochałam historię Szeleny i zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych. Mówiąc szczerze, żadna z dotąd poznanych mi na polskim rynku wydawniczym od naszych autorów książka nie jest tak świetnie napisana w tej tematyce. Wszystko zwykle skręca w stronę ckliwych, porywających romansów, czego tu nie uświadczymy. Na szczęście, chociaż nie będę twierdzić, że nie doczytamy między wierszami czegoś mym zdaniem o wiele lepszego.

Polecam Wam z czystym sumieniem, nawet jeśli nie czytaliście przygód wiedźmy Wolhy, to nie ma co się przejmować, bo ta pozycja jest zupełnie odrębną historią, mającą miejsce jeszcze na długo przed czasami wspomnianej wiedźmy. Wprost umieram z niecierpliwości, kiedy będą dostępne kolejne tomy, mianowicie "Kroniki Belorskie" oraz "Wiedźmie opowieści". Muszę mieć wszystkie, bo są cudownie wydane i w dodatku tych dwóch wspomnianych jeszcze nigdy nie czytałam.


Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc


Ula Wasilewska


Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Czytałam serię o W.Rednej i zakochałam się wtedy w Gromyko :D Stanowczo muszę zakupić wszystkie jej książki dotyczące uniwersum Belorii :)

    OdpowiedzUsuń