czwartek, 30 sierpnia 2018

"Wierność jest trudna"- Agata Przybyłek


Dwoje ludzi zakochuje się w sobie, patrzy sobie w oczy przy blasku księżyca, postanawia spędzić ze sobą resztę życia, po czym bierze ślub i żyje długo i szczęśliwie. No cóż, takie rzeczy tylko w filmach romantycznych i książkach, w dodatku nawet nie wszystkich, czego przykładem jest najnowsza powieść Agaty Przybyłek, autorki takich bestsellerów jak „Bądź przy mnie zawsze” czy „W promieniach szczęścia”. Autorka po raz kolejny pokazuje, jak niełatwa potrafi być relacja damsko- męska, a tym bardziej… damsko-damska, bo w myśl zasady że od nadmiaru głowa nie boli, w powieści „Wierność jest trudna”, będącej drugim tomem z cyklu „Miłość i inne szaleństwa”, pojawia się nie jedna, ale dwie bohaterki, którym przyjdzie zawalczyć o mężczyznę. 


Kto by pomyślał, że książka o tak romantycznej, uroczej okładce zwiastuje wielkie kłopoty? Przecież ma być ślub, mają być goście, muzyka, zabawa, miłość do grobowej deski. O, zaproszenie nawet dostałam! Jeśli z niedowierzaniem kręcicie głową, muszę Wam zdradzić, że do książki została dołączona niebieska, tajemnicza koperta, a w niej… zaproszenie! Tak, tak, to nie żart. Autorka wymyśliła coś zupełnie chwytliwego, co wprowadza w odpowiedni klimat. Przedstawia nam za jego pomocą bohaterki i ich partnerów oraz jasno daje do zrozumienia, kto tu namiesza… Zaproszenie jest co prawda zaproszeniem do lektury powieści, a nie na wielki bal, ale intryguje i sprawia, że od razu chcemy zabrać się do lektury.

Tak więc zabieramy się i od razu poznajemy Elizę, główną bohaterkę powieści. Dziewczyna przygotowuje się do ślubu, gdy niespodziewanie w jej życiu pojawia się pewien intrygujący mężczyzna niczym z innego świata. Eliza ani myśli zakochać się w poznanym Szczepanie, o zdradzie nawet nie wspomnę, jednak sprawy powoli zaczynają wymykać się jej spod kontroli i ogarniają ją wątpliwości… A przecież kocha Pawła, jest takim dobrym, miłym człowiekiem. I broń Boże nie ma w mojej wypowiedzi żadnego sarkazmu. Chociaż autorka nie skupiła się zbytnio na jego postaci, Paweł został wykreowany w powieści na normalnego faceta, kochającego swoja przyszłą żonę, Elizę. Ich związek jawi się jako sielankowy, idealny, pełen miłości, ale i głosu rozsądku.

„Doskonale wiedziała, że w miłości nie chodzi tylko o motyle w brzuchu, ekscytację czy porywy namiętności, ale o pewność i deklarację, że chce się być z człowiekiem już na zawsze. Prawdziwa miłość to wcale nie odpowiednik gwałtownej wichury, która w jeden dzień potrafi całkowicie wywrócić świat do góry nogami, lecz delikatnego wiatru, przynoszącego jednocześnie orzeźwienie i spokój. "

Urocza, delikatna i wrażliwa Eliza budzi sympatię, bowiem sprawia wrażenie bardziej aniołka niż współczesnej kobiety: nie pije, nie pali, nie przeklina nawet (i nie mam tu na myśli soczystych wiązanek, ale choćby niewinnego „cholera jasna”, które mnie się zdarza nagminnie…), nie nosi spodni, lecz sukienki i „babcine” buty. W dodatku ma takie anielskie imię, Eliza. Anioł, nie kobieta! Początkowo dziwi taka kreacja bohaterki, w końcu nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach trudno o taki „unikat”. Bardziej ludzka wydaje się Patrycja, jej siostra bliźniaczka: wieczna buntowniczka, kokietka zaprzyjaźniona z butelką wina w wolny wieczór. W pierwszych rozdziałach to ona budzi większe emocje i daje nadzieję, że coś zacznie się dziać. Wątki z Elizą nieco denerwują swoją sielankowością, zaś z ochotą czytam, co u Patrycji. Z biegiem akcji jednak, tuż po tym, jak obie poznają tajemniczego Szczepana, mężczyznę na motorze, i świat dziewczyn wywraca się do góry nogami, moje odczucia się zmieniają. Zaczynam kibicować mądrej i dobrej Elizie, zaś Patrycja traci w moich oczach – nie przemawia do mnie fakt, że tak frywolna babeczka, która do tej pory nie potrzebowała facetów na stałe  jest w stanie walczyć z siostrą o mężczyznę, którego widziała raptem kilka razy.  Co więcej, w moich oczach staje się obłudną intrygantką i w efekcie przestaję ją darzyć jakąkolwiek sympatią… Ale co ja tam wiem o takich „twardych babeczkach”, może jak się zakochają, to już na amen? W miłości i na wojnie ponoć wszystkie chwyty dozwolone, także niech tak będzie. Jak będzie finał tejże siostrzanej wojny? Tego nie zdradzę, ale skoro już przy finale jesteśmy…

Ostatnie rozdziały to walka z czasem - tak bardzo chcesz już się dowiedzieć, co będzie dalej, jak to wszystko się potoczy, kto z kim będzie, a kto zostanie na lodzie… I tu przykra niespodzianka, bowiem powieść kończy się w najważniejszym momencie, słowami: „ciąg dalszy nastąpi”. Nie ukrywam, że poczułam się rozczarowana, to w końcu nie serial telewizyjny emitowany od poniedziałku do piątku, tylko powieść, na której dalszą część przyjdzie zapewne długo czekać. Może gdyby chociaż jakieś słowo wyjaśnienia, jakaś malutka aluzja co do tego, co bohaterka zamierza, co czuje, byłoby łatwiej pożegnać się z bohaterami?... 

Jeśli chodzi o analizę uczuć, owszem, jest, jednak przeważa akcja. W książce wciąż coś się dzieje, nie ma nudy. I choć autorka osadza bohaterów w mało wyszukanych miejscach (szkolna świetlica, pokój Elizy, działka w Brzózkach, fundacja „Mały miś”), cały czas jest romantycznie i nastrojowo, a to za sprawą rozmów Elizy i Szczepana. Czytelnik poznaje ich przeszłość, poglądy i upodobania dzięki prowadzonym konwersacjom. Dzięki dużej ilości dialogów książkę naprawdę lekko i przyjemnie się czyta. Miejscem osadzonym w literackim świecie, które urzekło nie tylko bohaterów, ale również mnie samą, jest plantacja bawełny u Małgosi, siostry bliźniaczek. Eliza snuje historie o tym urokliwym miejscu, a ja z westchnieniem czytam o tym skrawku na ziemi i żałuję, że mnie tam nie ma.

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że wierność jest trudna, powinien poznać historię Elizy,  Patrycji i Szczepana. Zawirowania, jakie na nich spadają, są dowodem na to, że czasem coś się dzieje wbrew naszej woli, że życie ma dla nas przygotowany inny scenariusz, niż zakładaliśmy. I choć na pewno głównym wątkiem powieści jest właśnie wspomniany trójkąt, nie sposób odnieść tytułu również w kontekście relacji siostrzanych, czy biorąc pod lupę postać Sabiny, matki bliźniaczek, która zdaje się też mogłaby tym słowom przytaknąć:

"Chyba nie było nic piękniejszego i trwalszego niż siostrzana miłość. I nawet gdyby Eliza bardzo się wysiliła, nie umiała wymienić ani jednej rzeczy czy sprawy, która mogłaby je poróżnić. W dodatku miała wewnętrzną pewność, że to nigdy się nie zmieni. Choć tak inne, już do końca życia pozostaną nierozłączne".

 „Wierność jest trudna” to wspaniała, pełna uroku lektura, która, choć lekka i pisana z humorem, zmusza do refleksji nad bardzo poważnymi kwestiami: czy wierność naprawdę jest trudna? Czy warto postawić wszystko na jedną kartę i iść za głosem serca, czy lepiej słuchać rozumu? Jeśli po lekturze wciąż nie znajdujemy odpowiedzi na te pytania, pozostaje nam czekać na obiecany ciąg dalszy historii miłosnej Elizy, Szczepana i Patrycji, może wtedy przekonamy się, jak to z tą wiernością w końcu jest! 



                                                                            Ocena: 9/10
 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Czwarta Strona



Izabela Jurkiewicz

3 komentarze:

  1. Przekonałaś mnie, zdecydowanie zapoluję ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za takimi książkami, ale recenzja jak zawsze pierwsza klasa ;)

    OdpowiedzUsuń