"Królewski zdrajca" – Jeff Wheeler

[źródło]
"Królewskiego zdrajcę" przeczytałam w dosłownie dwa dni, ale przez te kilkanaście dni, które upłynęły od tamtego czasu, nie byłam w stanie zebrać myśli i chociaż zacząć pisać jakąś sensowną recenzję. Oczywiście liczba dwa stojąca przed słowem dni, bezapelacyjnie świadczy o tym, że trzecia część serii Jeffa Wheelera niesamowicie mnie wciągnęła i spowodowała, że moje serce załało tysiące pozytywnych uczuć. I naprawdę tak było. Zwłaszcza po przewinięciu ostatniej strony w książce, moje emocje były skrajnie różne, począwszy od rozpaczy nad brakiem kolejnej części i niewiedzy dotyczącej dokładnej daty premiery, a kończąc nad wszechogarniającą radością, bo Owen... w końcu... Ach!
Nawet nie wiecie jak teraz z perspektywy czasu żałuję, że poprzedniej części dałam dyszkę. Nie ze względu na to, że w pewnym momencie uznałam, że się pomyliłam i "Córka złodzieja" załuguje na gorszą ocenę. Przez ten cały okres czasu nawet się tym nie przejmowałam, oceniłam – sprawa zamknięta, ale teraz kiedy jestem już po lekturze "Królewskiego zdrajcy", mam wątpliwości. Jaką opinię wystawię trzeciej części, skoro jest ona zdecydowanie lepsza od poprzedniej, gdzie ostatnia dostała maksymalną notę?
Jeff Wheeler w swoim poprzednich dwóch książkach przywyczaił nad do wartkiej akcji już od pierwszych stron i tak też było w tym przypadku. Tym razem nasi bohaterowie znów są starsi o kilka lat, Severn – potężny król Ceredigonu przez ten czas powiększył swoje granice o wiele strategicznie położonych ziem. Ze zdecydowaniem powiedziałabym, że wśród tych kilku królestw, które są jednocześnie sąsiadami terytorialnymi Ceredigionu, król – tyran sprawuje największą władzę i jest najbardziej szanowany z władców na całym świecie. Oczywiście to tylko pozory i każdy z nich tylko czeka na pierwsze od wielu lat potknięcie Argentine'a. Złudny pokój, który udało się zaprowadzić, wydaje się, że już znudził Severna, który wysyła Owena z wizytą do Brytoniki z propozycją małżeństwa podszytą groźbą inwazji kraju w razie odmowy. Zawładnięcie włości, którymi rządzi księżna Sina w ostatnim czasie stało się marzeniem króla, jednak nie podejrzewa on, że władczyni Brytoniki, która przez ostatnie lata usilnie odganiała się od potencjalnych małżonków, zgodzi się przyjąć oświadzcyny Kiskaddona. Od tej pory Sina staje się nie tylko narzeczoną Owena, jego najwierniejszą powierniczką, ale także najcenniejszym sojusznikiem, który niewątpliwie odegra wielką rolę w planie obalenia Severna i obsadzeniu na tronie prawowitego władcy Ceredigionu. Tylko jak zawsze nie wszystko pójdzie zgodnie z planem.
"–W grze w czarmistrza nie poświęca się króla. To by oznaczało koniec gry.
(...)
– Lecz czy wtedy nie rozpoczyna się nowa gra?"
Książkę czytało się niesamowcie lekko i tak jak z początkiem miałam trochę problemów, jakoś nie mogłam się wciągnąć w zupełnie nową historię przedstawioną przez autora, to po pewnym czasie coraz bardziej zaczęłam się nią interesować, aż w końcu spostrzegłam, że już dawno przekroczyłam liczbę sto na stronie. I jest to chyba jedna z niewielu serii, które potrafię przeczytać naprawdę w krótkim czasie, nie czytając całymi dniami.
Elementem, który najbardziej mnie ukrzekł jest fabuła, która w tej części okazała się bardziej dojrzalsza i dopracowana, było więcej nagromadzonych wydarzeń, które były dla mnie jako czytelnika dość ciekawsze, a  które miały swoje konsekwencje w niedalekiej przyszłości. Myślę, że to przede wszystkim dlatego, że nasi główni bohaterowie są starsi, mają po te dwadzieścia kilka lat, przez co poruszane niektóre tematy opisane są w trochę inny niż dotychczas sposób.
Jeśli po drugiej części spodziewałabym, że w kolejnej będę miała do czynienia z jeszcze większą liczbą intryg, zdrad czy ogólnie mówiąc zagadek związanych z całą legendą o Straszliwym Truposzu albo z tymi wszystkimi ciekawostkami o mocy Żródła, to wtedy uznałabym się na nieracjonalną i niepotrafiącą wyciągać wniosków. Pewnie będę się już powtarzać, ale czuję się wręcz zobowiązana, żeby wspomnieć o harmonii, uporządkowaniu, który bije blaskiem od tej powieści. Nie jest może to poziom "Szóstki wron", ktory według mnie jest nie do przebicia i nie ma w niej elementów zaskoczenia, ale wszystko jest napisane z dużą starannością o każdy szczegół, wszystko z czegoś wynika. Czytając ją nie miałam przeświadczenia, że coś w niej zgrzyta. Może opróćz jednego momentu, w którym bohaterowie wymieniają się ważnymi obietniacami, ale poza tym nie doszukałam się żadnych niedociągnięć.
" – Czy celem rozgrywki w czarmistrza nie jest przypadkiem przewidywanie koljengo ruchu przeciwnika?"
Jeśli chodzi o bohaterów to pojawia się kilku nowych, kilku, którzy występowali w poprzednich częściach mamy dość mocno rozwiniętych, co jest całkiem zgrabnym zabiegiem, pozwalającym nam skupić się też na innych niż tylko głównych postaciach. W czwartej części większą sympatią obdarowałam Jago, którego dotąd nie lubiłam, po tym jak może nie specjalnie "odbił" Owenowi Evie, ale gdy oczami wyobraźni ujrzałam te wszystkie sceny, w których król Atabyrionu troszczy się, a także martwi się o byłą pannę Mortimer, zrobiło mi się cieplej na serduchu, a o dalszych losach małżeństwa czytałam już z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Ale mój uśmiech nie pojawiał się tylko w tych konkretnych momentach, były też takie szczególne sceny, których wyczekiwałam od początku mojej przygody z serią o "Królewskim Źródle" i przy czytaniu których topniało (znowu) moje serce.
Temat języka, stylu, w którym została napisana książka nie będę poruszać, bo na przestrzeni poprzednich części w ogóle się on nie zmienił, jest przyjemny, lekki, taki który w pewien sposób spędza sen z powiek i taki, który przede wszystkim sprawia, że do przeczytania kilku stron opisu akcji nie potrzebujemy hektolitrów kawy.
Podoba mi się, że fabuła została wzbogacona w bądź co bądź nowe wątki albo w takie, które wcześniej były tylko wspomniane. Właśnie takim przykładem jest zakończenie, które trochę mnie zaskoczyło. Swoją formą przypominał mi styl rozwiązania akcji typowy dla kryminałów, gdy okazuje się, że to, co dotąd sądziliśmy jest tylko iluzją. 
Podsumowując, na ten moment nie wyobrażam sobie, aby ktoś po przeczytaniu "Królewskiego zdrajcy" czy też dwóch poprzednich części, nie zakochał się w serii Jeffa Wheelera. Jestem pewna, że znajdą się jej przeciwnicy, ale tym, którym w głowie przemknęła chociaż jedna myśl o przeczytaniu czwartej części mówię, że zdecydowanie warto! Świetna kontynuacja, w której w końcu doczekałam się więcej tematów związanych z obdarowanymi przez Źródło. Jednakże jedno pytanie nurtuje mnie cały czas. Kiedy czwarty tom?

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar.



Klaudia Korytkowska
@krwawe.strony
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz