poniedziałek, 10 września 2018

"Miejsce egzekucji" - Val McDermid

[źródło]

              Wiecie co lubię w kryminałach? To, że mimo ich klasycznej i, w teorii, dość przewidywalnej formy, zawsze potrafią mnie czymś zaskoczyć. I choć są też takie historie, w których łatwo jest wywnioskować "kto zabił", to są także takie opowieści jak "Miejsce egzekucji", które to wywołują niepokój i wątpliwości już od pierwszej strony. 

                W niewielkiej wiosce Scardale na północy Anglii, gdzie prawie wszyscy dobrze się znają, dochodzi do tajemniczego i jednocześnie wstrząsającego wydarzenia. W dziwnych okolicznościach znika trzynastoletnia Alison, z którą kontakt urywa się w momencie, kiedy wyszła na spacer ze swoim ukochanym psem, Shep. Czy to możliwe, że w tak niewielkiej społeczności nikt nie ma pojęcia, co stało się z dziewczynką? Przed trudnym problemem odnalezienia Alison Carter staje młody inspektor George Bennett, dla którego ta sprawa może być przełomową z jego karierze. Szybko jednak okazuje się, że policjant nie dąży do rozgłosu, tylko za wszelką cenę chce odkryć prawdę. A prawda okazuje się być dużo bardziej skomplikowana, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Poszlaki prowadzą śledczych na dość nieprawdopodobne ścieżki, a zamiast odpowiedzi pojawia się coraz więcej pytań. Czy zniknięcie Alison ma związek z tajemniczymi zaginięciami dzieci z pobliskich miasteczek? Czy dramat rodziców, którzy nie mogą przytulić własnego dziecka, wreszcie się skończy? I dlaczego trzydzieści lat po tych wydarzeniach, Catherine Heathcote wydaje się jedyną osobą, która jest w stanie przerwać ciszę wokół sprawy z lat sześćdziesiątych, której za nic w świecie nie chce przerwać sam George Bennett? Co właściwie się wtedy wydarzyło? Czy prawda wreszcie ujrzy światło dzienne? 

"Cokolwiek się stało, Scardale stanowiło idealne tło dla dramatycznej, tajemniczej historii. W tak zamkniętej społeczności życie każdego mieszkańca można obejrzeć jak pod mikroskopem. Nagle wszystkie sekrety wyjdą na jaw. Na pewno nie będzie to przyjemny widok."

                Mam wrażenie, że dawno nie czytałam czegoś tak dobrego w tym gatunku. Opowieści kompletnej, w której emocje i akcja przeplatają się w taki sposób, że czytelnik nie jest w stanie się oderwać ani na minutę. Mamy w tej historii niewielką społeczność, a życie w tego typu miejscach rządzi się swoimi prawami. To śledztwo, rozpoczynające się często od ślepych trafień, jednak stopniowo prowadzące do pewnych wniosków. To dramat najbliższych i jednocześnie dziwny spokój i pewność siebie niektórych z nich. Więcej pytań niż odpowiedzi. No i perspektywa osoby po wielu latach, która postanawia cofnąć się w czasie do tamtych mrocznych wydarzeń. Nie spodziewa się ona jednak, na co właściwie może trafić. 

[źródło]
 "Nie mógł spierać się z ludźmi, którzy chcieli chronić swoje dzieci, nawet jeśli już stała im się krzywda."

                Niewątpliwie, bardzo dużą zaletą książki jest sam Bennett, który z początku podchodzi do całej sprawy z entuzjazmem kogoś, przed kim stoi szansa na polepszenie własnego statusu w policyjnej hierarchii. Jednocześnie inspektor z każdymi kolejnymi poszlakami uczy się, że nie wszystko jest tak łatwe, jak się wydaje. Staje on przed problemem dużo większym, niż się spodziewał. I najciekawszym jest to, jak cała sprawa zaginięcia Alison Carter odciśnie na nim swoje piętno. Na nim i na wszystkich, którzy mieli z tą sprawą do czynienia. 

                A zakończenie... cóż, jest perfekcyjnym zwieńczeniem całej historii i to, jak skończyła się historia Alison Carter mną wstrząsnęło. Długo nie miałam przed sobą tak dobrego przedstawiciela tego z pozoru schematycznego gatunku literackiego. Jeżeli to nie wystarczy na zachętę, to nie wiem, co mogę jeszcze dodać. Czytajcie! 

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc

https://papierowyksiezyc.pl/

~Monika Majorke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz