poniedziałek, 3 września 2018

"Piernikajki, czyli toruńskie piernikowe bajki" - Katarzyna Kluczwajd

„Kulantny kunsztmistrz dentystyczny kupił narodówki i berlacze dla małżonki oraz latowy paltot dla syna realisty, a po drodze do składów przepuścił na ulicy grupę kołowników”

Jak to nie wiecie o co chodzi? „Piernikajki” proszę pochłonąć a wnet sami po SanEscobarsku mówić będziecie (spokojnie to mija z czasem :).

Piernikajki, a cóż to takiego powiecie? To smaczne toruńskie bajki przecież . Katarzyna Kluczwajd połączyła dwie ulubione rzeczy (jak w tej reklamie?!), pierniki i bajki, z połączenia powstały właśnie „Piernikajki”. Krótkie opowieści łączące w niecodzienny sposób legendy i podania dotyczące Torunia z czasem współczesnym. Teksty te mają za zadanie pobudzić wyobraźnię i zachęcić do pogłębiania wiedzy historycznej o Toruniu. Mają wzbudzać refleksję i skłaniać do weryfikowania prawdy historycznej, prawdy dzisiejszej oraz tego, co jest jedynie twórczym wymysłem autorki :). To też pole do popisu w dziedzinie słowotwórstwa, propagowanie twórczego myślenia o języku polskim, zabawy z nim, gimnastykowania umysłu :) i źródło inspiracji („Jak pieprzny język paskudnych pyskaczy torunianie zwalczali”).

Pierniczki na miodzie słodkie i trochę pikantne, chciałoby się zjeść je wszystkie. Ale hola, nie wszystkie naraz. Nie zdradzę które fragmenty pieprzniejsze ;) a które lukrowane. Sami się dowiedzcie, dlaczego w herbie Torunia klucz zamiast piernika, dlaczego Smok Czek do San Escobar poleciał, a Rzygacze Pierniruńskie torunian opluwały. Chciałoby się, co lepsze, co smaczniejsze elementy wygrzebać, rozłamać na pół piernikajki i sam środek miękki wyjeść, a się nie da, bo każdy brzeg tej książki smaczniejszy od poprzedniego. Czy zaczniesz od początku, środka czy końca złapiesz się na tym, że do ostatniego okruszka obliżesz palce.

Długo zastanawiałam się czy to pozytywna cecha czy negatywna, uznałam że jednak na mały minus zasługuje zapis nowych wyrazów. Głoski, sylaby, pojedyncze litery czy całe człony wyrazów w nawiasach wtrącone w słowo, powodowały trudność czytania (przynajmniej dla mnie). Nie wygląda to dobrze graficznie ani nie czyta się łatwo, zwłaszcza, że ogrom takich „podwójnych” słów znajdziemy w każdej z bajek. Zdarzał się też zapis inny – nowe słowo w nawiasie lub za ukośnikiem, ładniejsze w odbiorze wizualnym i łatwiejsze do przyswojenia. Wygląda na to że autorka nie mogła się zdecydować, co ja jako długo decydująca się osoba, jestem w stanie zrozumieć ;).


Za to zdecydowanie na pochwałę zasługuje wybujała wyobraźnia autorki ;). Wymyśla niestworzone rzeczy z ogromną łatwością. Łączy elementy legend toruńskich, historii ukrytej w budowlach, w miejscach ze współczesnym światem. A czytelnik z łatwością te analogie odnajduje, jednocześnie dowiadując się wielu ciekawych faktów z historii miasta.

Ja, mimo że mieszkam w Toruniu od lat, nie jestem miłośniczką, ani pierników, ani samego miasta (cóż o gustach się nie dyskutuje :). W związku z tym myślałam, że trudno będzie mi przebrnąć przez całą książkę, już miałam w zamiarze przeczytanie tylko tych fragmentów z ciekawszymi tytułami. Tymczasem od jednej piernikajki do drugiej, w międzyczasie oglądając bardzo ciekawe zdjęcia i ilustracje, przeczytałam całą książkę, z satysfakcją :), ale nie całą od razu. Dlaczego? Bo „Piernikajki” jak każde słodycze, w nadmiarze mogą szkodzić, prawda wszem i wobec znana. Te opowieści są frapujące, trzeba się nad nimi zastanowić, oddzielić, co jest faktem, a co autorka wydumała. Który element z przeszłości a który wczorajszy, dzisiejszy, jutrzejszy. Zamysł Katarzyny Kluczwajd powiódł się. Piernikajki skłaniają do weryfikowania swojej wiedzy o mieście, zasiewają ziarenko, które chce się pielęgnować, by wyrosło na piękną roślinę. By to zrobić trzeba sięgać do kolejnych źródeł, poznać daną legendę na bazie której piernikajka urosła. By poznać historię budynku, miejsca, człowieka.


Polecam, dla tych, co historię lubią, dla tych, co Toruń lubią i pierniki, dla tych, co język polski umiłowali i dla tych, którzy w Toruniu nigdy nie postali. Bardzo ciekawa w swej formie twórczość, warta przeczytania, bo autorka naprawdę ma wyobraźnię cudną, czy to efekt zjedzenia piernika Marychy nie wiem, ale warto, bo ucztą są dla podniebienia „Piernikajki”.

Ocena : 6,5 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Magdalena SzL


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz