"ZwierzoChłopiec. Dzikie życie Malcolma" - David Baddiel


źródło
„ZwierzoChłopiec. Dzikie życie Malcolma” to ostatnia z trzech książek, jakie mieliśmy przyjemność poznać spod pióra David’a Baddiel’a. Jego twórczość zostanie z nami na długo i jestem przekonana, że będzie ciągle nas bawić oraz wzruszać. Pomysłowość autora jest godna podziwu, potrafi tak oczarować czytelnika, że ten nie będzie potrafił oderwać się od książki, bez doczytania ostatniego zdania w powieści. Nie zabraknie przygód, zawirowań akcji, zaskakujących momentów, powodów do wzruszeń, wybuchów śmiechu, momentów zadumy i czystej przyjemności poznawania oryginalnych historii. Gdy do tego wszystkiego dodamy jeszcze niezmiennie wspaniałe i zabawne ilustracje Jim’a Field’a, mamy przepis na magiczną wręcz książkę dla dzieci i w sumie dla dorosłych też.

Historia opowiada nam losy Malcolma, który wychowuje się w rodzinie kochającej niezwykle mocno zwierzęta. Można się domyśleć, że w domu nie brakuje towarzyszy do zabaw, bo prócz dwójki rodzeństwa, rodziców i dziadka, mieszkają tam dwa koty, pies, chomik, legwan i… do pakietu pojawia się nieszczęsna szynszyla. Nieszczęsna dlatego, że jest bardzo, ale to bardzo niechcianym i kompletnie nietrafionym prezentem urodzinowym dla naszego głównego bohatera, który niestety, ale nie darzy taką sympatią, jak jego rodzina żadnego z istniejących zwierząt. Ktoś mógłby teraz pomyśleć, że Malcolm jest bez serca, lub, że jest złym chłopcem, ale to nieprawda. On sam nie pojmuje swej niechęci do tych stworzeń i nie czuje się z tym zbyt dobrze, że jako jedyny z rodziny za nimi nie przepada, a dokładniej to ich nie rozumie.


Bardzo smutno czytało się, jak rodzina Malcolma kompletnie nie starała się go zrozumieć i uszczęśliwiali chłopca na siłę prezentem w postaci szynszyli, gdy on marzył o nowym komputerze. Nie chodzi tu o fakt nie kupienia tego, co sobie dziecko zażyczy, tylko o sposób w jaki o tym rozprawiali i częściowo lekceważyli. W momencie, gdy zrozumieli, że nie jest to chciany i trafiony prezent, zrobili mu kolejny… chyba jeszcze gorszy, w postaci karmy dla szynszyli, książki i maskotki w jej kształcie. Wyszło na to, że robili prezenty dla siebie, a nie z myślą o jubilacie.

Czarę goryczy przelał incydent, w którym cała rodzina zaśmiewała się z Malcolma do łez, wspominając tajemniczy Incydent z małpą, w którym to nasz bohater będąc małym dzieckiem został obrzucony przez szympansy kupą. Po tym wszystkim rodzice podarowali mu już ostatni prezent, opłaconą kilkudniową wycieczkę klasową, za którą Malcolm był ogromnie wdzięczny i bardzo się ucieszył. Docenił ten gest i uświadomił sobie jednocześnie, że rodziców raczej nie byłoby stać na jego wymarzony komputer, więc był zadowolony z zagubienia przez zwierzęta jego listy z prezentami. Jednak, naprawdę, czy ta wycieczka musiała być akurat  na… farmę Orwella?

Na farmie Gavin i Maven oprowadzają dzieci pokazując im różne zwierzęta. Podczas opowiadania o kozach wspominają o tajemniczym K-Pax’ie, który jest według nich bardzo mądry i można mu zadawać ważne pytania. Malcolm zostaje więc w tyle całej wycieczki, by podejść do sędziwego kozła, a gdy spojrzał mu uważnie w oczy, to zaraz zaczął się mu zwierzać na głos. Wyraził swe pragnienie, że chciałby lepiej rozumieć zwierzęta, móc je polubić, że jeśli K-Pax jest naprawdę taki mądry, to może mu powie, co ma zrobić, by nauczyć się je kochać, jak inni. Malcolm nagle poczuł się jak zahipnotyzowany i zasnął, a gdy się obudził - ku jego przerażeniu - nie był już dłużej chłopcem, lecz żółwiem.

W całym tym szaleństwie, z małą pomocą nowych znajomych odkrył metodę na zmianę postaci, skojarzył różne fakty, ale bez względu na to, jak bardzo się starał, nie był w stanie stać się z powrotem chłopcem. Upragniona rozmowa z niezwykłym K-Pax’em wcale nie sprawiła, że poczuł się lepiej. Otóż okazało się, że po trzech dniach zostanie na zawsze jednym z wybranych przez siebie zwierząt! Chłopiec jest przerażony! Poznaje po kolei różnych mieszkańców farmy, napotyka szereg przeszkód i poznaje plusy bycia każdym z nich i zawiera przyjaźnie podczas całkiem zwariowanych sytuacji. Podczas wszystkich przemian uczy się różnych „rzęcych języków” i uzyskuje wytłumaczenie, dlaczego pewne zwierzęta zachowują się w różnych sytuacjach tak, a nie inaczej.

Czy Malcolm będzie kiedykolwiek chłopcem? Czy też na zawsze pozostanie zwierzątkiem? Na jaką postać się ostatecznie zdecyduje? Czy możliwe jest, aby rodzina rozpoznała go pod inną postacią? Pytania mnożą się, czasu jest coraz mniej, ale Malcolm na szczęście nie jest sam. Z każdą przemianą, po różnych przepychankach i udowadnianiu swej tożsamości, zyskuje nowych, zwierzęcych przyjaciół, którzy zrobią bardzo wiele, aby pomóc mu odnaleźć rodzinę. Czy po takich przygodach można nie pokochać zwierząt? Czy rodzina Malcolma zrozumie, że zachowała się wobec niego nie w porządku? Zapewniam, iż na wszystko znajdziemy odpowiedź, a pod koniec mogą popłynąć Wam gorące łzy wzruszenia. Ja płakałam kilka razy, myśląc, że to naprawdę smutny koniec. Polecam ogromnie, w tej pozycji kryje się wiele wartości, które mogą również pomóc osobom niezbyt przepadającym za zwierzętami. Uczymy się tu wrażliwości i szacunku do zwierząt. Wspaniała książka.

Zachęcam do zapoznania się z innymi książkami tego autora: "Agencja Wynajmu Rodziców" i "Magiczny kontroler".

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lemoniada



Ula Wasilewska
Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz