"Diabelski młyn" - Daria Orlicz



Thrillery i kryminały czytam niemal od zawsze, toteż znam wielu autorów lubujących się w tymże gatunku. Jednak przyznaję, nazwisko Darii Orlicz zaintrygowało mnie. Przekonana, że mam do czynienia z literackim debiutem, postanowiłam sięgnąć po tę pozycję. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy jeszcze przed lekturą całkiem przypadkiem dowiedziałam się, że Daria Orlicz, autorka powieści z pogranicza thrillera i kryminału – „Diabelski młyn” (wydawnictwo Harper Collins), to pseudonim literacki Katarzyny Misiołek, która, jak wiadomo, pisze głównie powieści obyczajowe! Czy spod pióra tak wrażliwej pisarki jak Misiołek mógł wyjść dobry, mocny kryminał? Pozwólcie, że zastanowimy się nad tym razem.
Akcja rozgrywa się w nadmorskim miasteczku, gdzie dochodzi do serii niewyjaśnionych tragedii: otóż w pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki młodziutkiej, ciężarnej Litwinki; kolejna dziewczyna zostaje porwana sprzed klubu fitness; z kolei w jednym z domów o wątpliwej reputacji zostaje zgłoszone zaginięcie dwuletniej Amelki. Jakby tego było mało, ktoś szantażuje rodzinę miejscowego prawnika tuż po tym, jak on i jego żona decydują się zabawić w swingersów. A pośród tych wszystkich tragedii pojawia się jeszcze jedna: wspomnienia jedenastoletnej dziewczynki, która pada ofiarą pedofila. Ten dręczy ją fizycznie, jak i psychicznie, czyniąc z niej własną niewolnicę. Nam pozostaje jedynie zastanawiać się: kim jest dziewczynka i jak zakończą się jej losy? Jaki będzie finał wszystkich tych spraw i jaki mają ze sobą właściwie związek?
Uff… dużo tego. Początkowo miałam żal do autorki, że zamieściła tak wiele wątków w jednej książce. Czytając poszczególne rozdziały miałam dziwne wrażenie, że czytam co najmniej cztery książki jednocześnie – nic bowiem nie wskazywało, by bohaterowie i wydarzenia miały się jakoś połączyć, a przynajmniej ja nie byłam w stanie niczego ze sobą powiązać. Z czasem okazało się, że nie miałam racji, zaś kolejne strony pokazały, że historie te wbrew pozorom mają ze sobą wiele wspólnego. Niemal wszystkie łączy młodszy aspirant, Krzysztof Bugaj, który oprócz odpowiedzi na pytania o zbrodnie, musi również znaleźć odpowiedź na pytanie: żona czy kochanka? Nasz aspirant bowiem to nie kolejny praworządny i wzorowy policjant, jakich w kryminałach na pęczki. Aspirant Bugaj to „kawał drania”, któremu moralność najwidoczniej obca, o czym przekonały się nie tylko jego żona czy kochanka, ale i Czytelnik, bowiem ten dość często ma okazję towarzyszyć aspirantowi „po godzinach”, kiedy ten szuka kolejnych wrażeń.

„Nie obraź się, ale to, co ty odpierdalasz, zakrawa mi już na seksoholizm” – przypomniał sobie słowa brata, ale nie zamierzał się nimi zadręczać. Nie tej nocy, kiedy po raz pierwszy od dawna czuł się po prostu świetnie. Bywają zresztą gorsze nałogi niż odrobina ciupciania, pocieszył się w duchu, ruszając pogrążonym w ciemności korytarzem.

Czy Bugaj wzbudza sympatię? Tak, choć nie wynika to raczej z jego zachowania, lecz… ze współczucia. Mam wrażenie, że jest bardzo pogubionym, nieszczęśliwym facetem, dlatego nie osądzam ani jego, ani jego czynów. Jedno jest pewne: w powieści pojawia się bardzo dużo scen obyczajowych z Bugajem w roli głównej, co sprawia, że powieść staje się ciekawsza i daje nam odpocząć psychicznie między kolejnymi gwałtami, pobiciami, pedofilią, porwanymi nastolatkami, i czyni z niej powieść kryminalną, jak i obyczajową zarazem.
Bugaj jednak to nie jedyna postać „Diabelskiego młyna”. W powieści, z racji tak wielu wątków, pojawia się mnóstwo bohaterów, zaś każdy z nich jest tak wyrazisty, że nie sposób kogokolwiek pominąć. Mamy nastolatkę w ciąży, matkę pijaczkę, która nie interesuje się dziećmi, sąsiadkę z naprzeciwka, która w nieco obsesyjny sposób opiekuje się córką owej pijaczki; mamy również nastolatkę, dla której w życiu najważniejsze są pieniądze:

A ona nigdy nie zamierzała być biedna, nigdy! Żona zastrzelonego przed własnym domem Muarizia Gucciego mawiała ponoć, że woli płakać w Rolls- roysie niż być szczęśliwa na rowerze, a Klaudia mogłaby się podpisać pod tym zdaniem.

Początkowo nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo zapadł mi w pamięci ten fragment. Po lekturze jednak zrozumiałam, że winne wszystkich tych nieszczęść są… pieniądze. I tak w istocie jest: wszystkie tragiczne historie mają podłoże finansowe. Może poza tym jednym, jedynym, ze wspomnieniami małej dziewczynki, która jedynie chciała być przez kogoś kochana…

„Diabelski młyn” został opatrzony opisem:

„(…) to historia o naiwnej ufności, za którą trzeba czasem zapłacić najwyższą cenę, i dramat tych, którzy zbyt pochopnie zapraszają do swojego życia zupełnie inne osoby.”

Powiedzieć że dramat, to mało. W książce pojawiło się tak wiele zła współczesnego świata, które tylko czyha, by złapać, osaczyć swoją ofiarę, że aż mrozi serce. Nie ukrywam, że lekturze towarzyszył lekki niepokój, a historia, choć już dawno przeczytana, wciąż krążyła po głowie. Zawsze miałam się za twardziela w tej materii, ale niestety jak dla mnie jednak nieco za dużo tego zła. Wiele już się naczytałam, wiele zbrodni widziałam oczyma wyobraźni, ale historie z „Diabelskiego młyna” przerażają po stokroć bardziej. Być może dlatego, że krew nie leje się strumieniami, śledztwo nie idzie błyskawicznie, a napięcie budują niepewność co do losu bohaterów oraz mroczne umysły potworów, którymi okazują się z pozoru zwykli ludzie. 
Na zadane wcześniej pytanie: czy Daria Orlicz dała radę?, odpowiadam: tak, dała radę. Stworzyła intrygującą, przerażającą historię wielowątkową, która w idealny sposób łączy się w jedność w odpowiednim dla siebie czasie, ukazując Czytelnikowi prawdę na temat zbrodni: kto i dlaczego?, a także ukazując relacje między bohaterami i wartości, jakimi kierują się w życiu. Choć nie tego się spodziewałam, otrzymałam mrożącą krew w żyłach historię z wątkiem obyczajowym w tle, i uważam to za atut powieści.
 Z tego co wiem, w połowie listopada w księgarniach pojawi się kolejna pozycja spod pióra Darii Orlicz – „Martwe dusze” i choćby w połowie była tak pasjonująca jak „Diabelski młyn”, to ja na ten przerażający młyn z rozkoszą wsiadam i… niech się dzieje co chce! W końcu...

„(…) Całe to cholerne, pochrzanione życie przypomina diabelski młyn właśnie – w jednej chwili jesteś na szczycie, w drugiej lecisz w dół na łeb, na szyję.”


Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Harper Collins
Izabela Jurkiewicz









Udostępnij w Google Plus

About izabelajurkiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Takie książki lubię! Dzieki za recenzję:)

    OdpowiedzUsuń