„Przysionek, dom dla pozornie umarłych” – Tomasz Kowalski

[źródło]

              Zanim przejdę do analizy książki, na wstępie mała ciekawostka. Jest ona istotna, mimo, że pierwsze wrażenie będzie inne. Możliwe, że domyślacie się czym jest przysionek. Jest to dawna nazwa przedpokoju, sieni lub część budowli przed wejściem, otoczonej kolumnami. Jednak w XIX w. istniał jeszcze jeden przysionek o innym przeznaczeniu – "Przysionek śmierci" lub inaczej zwany "Domem dla pozornie umarłych". Był to budynek ufundowany przez pewnego bogatego hrabiego zamieszkałego w Poznaniu. Położony na cmentarzu miał służyć jednemu – uchronić osoby, które miały być pochowane przed pogrzebaniem żywcem. Budynek nie ostał się długo, został rozebrany po kilku latach, lecz pamięć o nim pozostała.


                Dlaczego o tym wspominam? Czytając notkę o autorze i tytuł książki miałam co do niej pewne wyobrażenia. Liczyłam na utwór nieco melancholijny, egzystencjalny i głęboki. Przede wszystkim miała być to uczta intelektualna z mrocznym klimatem. Wydawało mi się, że „Przysionek, dom dla pozornie umarłych” będzie tym czym był niedzisiejszy Przysionek z poznańskiego cmentarza: książką (miejscem), które koi duszę. Miała mówić o rzeczach ostatecznych, a jej treść miała stanowić pewne podsumowanie różnych przemyśleń.

                Tymczasem – „Przysionek, dom dla pozornie umarłych” okazał się być czymś innym. Zanim odpowiem czym dla mnie był, kilka słów stanowiących zarys fabuły. Czterech kolegów: Rafał, Grzegorz, Artur i Dawid znają się od dawna. Mimo, że każdy wiedzie inne życie, co wtorek spotykają się razem w knajpie „Einfahrt” („brama” w języku niemieckim), aby powspominać i podzielić się własnymi przemyśleniami. Każda z opowiedzianych anegdot tworzy odrębne opowiadanie - rozdział. 

                Pomysł na fabułę wywoływał u mnie przyjemne skojarzenia. Chyba każdy z Was prowadził takie dysputy w podobnych okolicznościach, czyż nie? Ostatnio mam szczęście do książek, których akcja „snuje się”, więc takie anegdotki nieśpiesznie opowiadane przy piwku wydały mi się jak najbardziej w moim aktualnym nastroju.

                Bohaterowie utworu opowiadają historie ze swojego życia (głównie), na różne tematy. Między innymi poruszane są takie kwestie jak: niewykorzystana szansa na miłość, powierzchowne ocenianie innych, uleganie zgubnym pokusom, poczucie bezużyteczności, podejście do osób niepełnosprawnych intelektualnie, próba zmierzenia się ze śmiercią (w bardzo fizycznym sensie) czy śmierć własnego dziecka. Są to tematy ważne, poruszające serce i dające ogromne pole do popisu na ciekawą opowieść.

                Tymczasem czytając kolejne rozdziały narastało w moim umyśle co raz to większe i większe pytanie. Brzmiało ono: „No i??”. Czekałam na coś co mnie zaskoczy, wzruszy, rozbawi lub nakłoni do refleksji. Szukałam błysku – a dostałam niewypał. Po pokonaniu ponad dwustu stron spodobały mi się trzy rozdziały i jeden zdenerwował, co nawet uważam za w pewnym sensie walor, gdyż poruszył w ogóle we mnie jakieś emocje. Reszta była mi kompletnie obojętna. Na drugi dzień od zakończenia lektury nie pamiętałam o czym w ogóle czytałam. Brakowało mi również elementu, który przewiązałby mnie do bohaterów. Sami w sobie budzili sympatię, jednak nie zainteresowanie. Nie odmawiam autorowi lekkości pióra, jednak sama biegłość w operowaniu nim to za mało, aby przykuć uwagę czytelnika.

                Jak już wspomniałam spodobały mi się trzy rozdziały, a konkretnie „Rowerek” (podnosząca na duchu opowieść o potrzebie bycia użytecznym), „Skarpetki” (zabawna anegdotka z życia codziennego) i „Santa Claus is coming to town…” (refleksyjna opowiastka o człowieku, który dostrzega kontrast pomiędzy światem obwieszonym lampkami choinkowymi i biednymi ludźmi, wyrzuconymi poza jego ramy).  

Chcąc zakończyć recenzje pozytywnym akcentem świadomie pomijam kwestię czwartego rozdziału (dla tych co czytali „Przysionek” – nie chodzi o „Upiora”). Pomysł na początek fabuły był ciekawy, językowo i stylistycznie było zgrabnie, ale poza kilkoma dającymi do myślenia lub zabawnymi rozdziałami ogólnie było nijako. Rozczarowałam się. Miałam znacznie wyższe oczekiwania co tej książki. Możliwe, że zbyt duże. 


Ocena 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG.


Anna Mackiewicz
               
               

Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Zastanowię się jeszcze nad tą książką, ale raczej mnie nie kusi. Szkoda, że ta pozycja nie wywołuje większych emocji i że była taka nijaka, bo pomysł na fabułę rzeczywiście jest ciekawy.

    OdpowiedzUsuń