"Stand by me" – Agata Czykierda-Grabowska

[źródło]
W moich recenzjach zawsze, a przynajmniej w większości można się spotkać ze stwierdzeniem, że nie lubię czytać książek polskich autorek, żeby nie powiedzieć, że nie znoszę. W większości kiedy postanawiam dać im szansę, rozczarowuję się i później przez dłuższy czas obiecuję sobie, że już nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Oczywiście do czasu. I to nie jest tak, że uważam, iż polskie autorki nie umieją pisać. Wręcz przeciwnie, idzie im to naprawdę dobrze, ale ich książkom brakuje czegoś szczególnego, czegoś, co pozwoliłoby im wybić się nawet na tle europejskim. Więc dlaczego postanowiłam przeczytać "Stand by me" – Agaty Czykierdy-Grabowskiej? Bo właśnie teraz w moim życiu nadszedł okres słabości mojej woli.
Sara – tytułowa bohaterka książki noszącej tytuł jakiejś piosenki Adele wraca po studiach (tak się mi przynajmniej wydaje) w rodzinne strony, gdzie spotyka Pawła w dość nietypowej sytuacji. W sumie raczej nie spotyka. Paweł to brat jej najlepszej przyjaciółki, a jak ma się problem, to najwierniejsza powierniczka sekretów zawsze pomoże. W tym przypadku starszy brat Kamili stał się taksówkarzem, służący wsparciem Sarze, której podwózka nieoczekiwanie została odwołana i po dłuższych przemyśleniach postanowiła schować dumę do kieszenii i przebywać pół godziny w samochodzie z osobnikiem płci brzydkiej, którego nie darzy zbytnią sympatią. Wszystko dlatego, że Paweł to casanova, a Sara miała kiedyś wątpliwą przyjemność słuchania szczegółowego opisu jego wyczynów, poklepując w międzyczasie całą we łzach, naiwną dziewczynę, po tym jak wspomniany delikwent przestał się odzywać. Ona go nienawidzi, on po jednej rozmowie z nią także. Jest tylko jedna możliwość, jak to się może skończyć. 

"Stand by me" jest tak bardzo naszpikowana schematami, że chyba bardziej się już nie da. Nie wspominam tu o fabule, która mimo że jest dość prosta i przewidywalna, to jakoś specjalnie się na nią uwagi nie zwraca. Chodzi mi o te wszystkie sceny, które pojawiają się w książkach tak często, że na wstępie czynią z nich pozycje niskiego lotu. Główna bohaterka, która nienawidzi jej przyszłego kochanka  (i nie, nie uważam, żeby był to spoiler, to było wiadome od początku), główny bohater, który też nienawidzi głównej bohaterki, a jednak jakaś niewidzialna siła przyciąga go w jej kierunku. Na początku konfrontacje, a później pocałunki w ciemnym zaułku w szkole, tak aby nikt nie widział. Tutaj trochę przesadziłam, bo Sara i Paweł są już dawno po dwudziestce. Ale kontekst sytuacji mamy. W romansach bez przyjaźni ani rusz, więc i tu nie mogłoby być inaczej. Szalona koleżanka lubiąca ryzyko jest obecna i tylko czeka, aż ktoś powierzy jej zadanie. W dodatku ta cała historia z tą niby traumą i lękiem wychodzenia samej po zmroku jest dość naciągania i już  przeżyta. Bo czy kobieca postać musi mieć zawsze jakąś "mroczną" przeszłość, jeśli boi się zostać zgwałconą czy pobitą, kiedy będzie wracała w pojedynkę z imprezy? Najzabawniejsze jest jednak moment, w którym Paweł po zaproponowaniu kupna Sarze loda, przeprasza ją, jeśli uznała, że chce ją sponsorować... Serio?
"Bardzo chciałby ulżyć ich bólowi odbytu, ale niestety, za tym niespodziewanym awansem stała jego ciężka praca i chęć rozwoju zawodowego, a nie szukanie ciepłego stołka, na którym jego szanowna dupa rozpoczęłaby proces gnilny."
Jedno muszę przyznać, że czyta się ją przyjemnie i myślę, że to za sprawą języka.  Dość szybko, chociaż czasami opisy ciągną się i ciągną. Ile można słuchać o lęku Sary przed odrzuceniem? Wbrew mojemu przekonaniu dialogi nie są sztuczne, ale też nie jest tak, że każda wypowiedź bohatera jest po coś, pełni tam jakaś rolę. Ale to chyba klasyk, jeśli chodzi o romanse. Akcja powieści ciągnie się strasznie i jak dla mnie mogłaby być o połowę krótsza, a i tak przekazywałaby sens historii. Zdecydowanie niektóre sceny były zbyteczne.
I w tej kategorii może zaskoczę, ale bohaterowie nie są papierowi, może oprócz Kamilii, ale z tą panną mi nie po drodze. I może czasami przemyślenia Sary mnie irytowały, to oprócz tych momentów była w miarę ciekawą postacią, której źle nie życzyłam ani tę za mocno nie kibicowałam. Tak samo było z Pawłem, aczkolwiek jego myśli akurat mnie rozbawiły. Nie do tego stopnia, że się popłakałam, ale fakt faktem, że czytałam ją z uśmiechem na ustach. 
Zakończenie swoją oryginalnością nie powala, a relacje między Sarą i Pawłem przypominają trochę te z "After", w której bohaterowie co rusz rozstawali się i schodzili, będąc zarazem w swoich uczuciach kompletnie zagubieni. Jednak nie jest to zła książka pod każdym względem, ale drugi raz jej nie przeczytam. Może nie zapamiętam jej jako jakiegoś arcydzieła literackiego, ale też nie będę myślała o spędzonym nad nią czasie jak o straconym.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Klaudia Korytkowska
@krwawe.strony 
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz