"Wyszczekana miłość" - Jenn McKinlay


Podobno nie ma nic bardziej uroczego niż małe dzieci i zwierzęta. W najnowszej powieści Jenn McKinley „Wyszczekana miłość” (wydawnictwo Kobiece) co prawda bobasów brak, ale za to mamy całą masę uroczych zwierzaczków i jak sam tytuł wskazuje, dużo, ale to dużo miłości.
Bohaterka, nadzwyczaj piękna Carly, ma w życiu ogromne szczęście: otrzymuje spadek po pewnej staruszce z sąsiedztwa. Cóż to może być? - zachodzi w głowę w towarzystwie trzech najlepszych, nieco postrzelonych przyjaciółek. Brylanty, bezcenne dzieło sztuki, diamenty?... Nic bardziej mylnego! Jakże wielkie jest zdziwienie Carly, gdy okazuje się, że ten spadek to stary golden retriever oraz wygadana papuga, która nic sobie nie robi z zasad savoir-vivre’u! Słowo jednak się rzekło, papiery zostały podpisane, tak więc Carly staje się (nie)szczęśliwą posiadaczką zwierzaczków. Jakby tego było mało, zmuszona jest wrócić w rodzinne strony z całym swoim zwierzęcym przybytkiem, co daje początek całej tej uroczej, nieco cukierkowej historii miłosnej.
O ile pomysł ze spadkiem jest dowcipny i stanowi piękny początek historii, o tyle sytuacja ta wydaje się nieco niewiarygodna, bo oto dorosła kobieta przyjmuje spadek bez wcześniejszego przeczytania dokumentu. A gdyby spadkiem okazały się długi? No cóż, nasza Carly jak widać do zbytnio rozgarniętych nie należy. Na szczęście w całkiem pozytywny sposób, podobnie jak jej szalone przyjaciółki. Nie jedna, nie dwie, ale aż trzy. Wiadomo, że w kupie raźniej i weselej, a o to przecież w lekkiej opowieści o miłości chodzi. Gdy do tego dodać szalone, pełne młodzieńczej werwy cioteczki, Charlotte i Sarah, wiemy już, że będą kłopoty!
Tylko spójrzcie na tors naszego trenera! (…) Nazywa się James Sinclair i jest fizjoterapeutą. Organizuje bezpłatne zajęcia dla seniorów, żebyśmy zachowywali zwinność. (…) Szczerze? Może ćwiczyć moją zwinność, kiedy tylko chce.
Seksowny James, o którym mowa, z pewnością chętnie poćwiczyłby zwinność, jednak nie ciotek, ale naszej bohaterki, Carly. Ich spotkanie przypomina komedie romantyczne, które miałam okazję oglądać – komiczna sytuacja, błyskotliwe i dowcipne dialogi, a potem przypadkowe spotkanie w klubie, które kończy się miłosnym uniesieniem i wzbogaceniem słownictwa Ike’a, naszej wygadanej papugi:
James, oh, James!
I choć Carly chętnie poprzestałaby na tej jednej, jedynej nocy, wszystko wskazuje na to, że nie tak łatwo uwolnić się od Jamesa. Nie mam tu jednak na myśli ani stalkingu, ani umizgów, lecz chemię, która ciągnie oboje do siebie. Carly walczy z całych sił, by pozostać na stopie koleżeńskiej, jednak sprawy przybierają zupełnie inny obrót: James proponuje jej pomoc przy znalezieniu domu dla zwierzaków, zaś Carly ma przez jeden wieczór towarzyszyć mu w rodzinnej uroczystości. I jak to w życiu bywa, wszystko się komplikuje, a bycie przyjaciółmi okazuje się trudniejsze, niż się zakładało…
Carly i James to para wybuchowa. Jest między nimi napięcie, które czytelnik łatwo wyczuje. Czasem mam jednak wrażenie, że bohaterowie mają nie po trzydzieści kilka lat, lecz po trzynaście. O ile mogę zrozumieć wszystko to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sypialni i z entuzjazmem temu przyklaskuję, o tyle zachowanie tych dwojga w obecności innych ludzi wydaje mi się nieco dziecinne, szczególnie wzajemne amory w towarzystwie rodziców Jamesa, ciotek, wujków, kuzynostwa, a jak sytuacja pozwoli, nawet i całego Bluff Point. Ja rozumiem, miłość rządzi się własnymi prawami, jednak bądźmy nieco krytyczni… Po raz kolejny książka zamienia się w wątpliwej jakości komedię romantyczną, gdzie główni bohaterowie kończą film happy endem i ognistym pocałunkiem, a cały świat zamiera i zaczyna bić brawa, nie zważając że właśnie odjeżdża autobus, że czerwone zmieniło się na zielone, albo że obiad na patelni się pali. Cały świat ma się cieszyć ich szczęściem, i tak właśnie jest w powieści McKinlay.
No, może prawie cały, bo oczywiście pojawiają się przeszkody i kłody pod nogami w postaci byłych partnerów, a nawet… własnej siostry. Ten wątek akurat bardzo mi się podoba – w końcu jakaś postać czarno-biała, ni to dobra, ni to zła, która po prostu ma swoje zdanie i swoje racje. Tak więc siostra Carly, Gina, od maleńkości drze koty ze starszą siostrą. Przedstawiona została jako rozpieszczona córeczka na garnuszku rodziców i pewnie coś w tym jest. Początkowe niesnaski i wzajemna niechęć jednak powoli odchodzą w niepamięć, gdy siostry zaczynają lepiej się poznawać. Wszystko za sprawą miłosnej historii Carly i… jej zwierząt, które z utrapienia powoli stają się częścią rodziny. Z zainteresowaniem śledziłam wątek dwóch zwaśnionych sióstr i ewaluacji ich uczuć, jednak jak dla mnie wszystko potoczyło się zbyt gładko – całe lata nienawiści wyparowały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki za pomocą jednej rozmowy, jednego przepraszam. Może jednak lepiej w tę stronę, w końcu był to tylko wątek poboczny, stanowiący tło dla historii Carly i Jamesa. Tak więc, jak na miłosną opowieść przystało, wszelkie przeszkody zostają pokonane.
 „Wyszczekana miłość” to 400 stron czułości, miłosnych uniesień, szybszych uderzeń serca.
Wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia? Tak, bo właśnie to uczucie go dopadło, kiedy ujrzał ją po raz pierwszy. Zupełnie go wtedy rozbroiła, a teraz, po wspólnie spędzonej nocy, miał jeszcze większą pewność, że to ta jedyna.
Jednym słowem: to książka pełna szczerej miłości. Miłości między kobietą a mężczyzną, a także miłością do zwierząt, która ewaluuje. Miłośnicy lekkiej, niezobowiązującej lektury oraz zwierząt z pewnością odczują przyjemność podczas lektury, bowiem zabawnych scen z udziałem zwierząt nie brakuje! Dziwi mnie jednak okładka, na której roześmiani zakochani bohaterowie idą w stronę morza w asyście psa. Tymczasem w powieści nie ma ani jednej sceny nad morzem (tak właściwie to nie ma nawet żadnej informacji na temat tego, czy Bluff Point ma coś wspólnego z wielką wodą…), a i zwierząt przecież jest o wiele więcej. Oczywiste jest, że okładka to tylko zapowiedź i wcale nie musi pokrywać się z treścią książki, jednak w tym przypadku poczułam się nieco oszukana. Pomijając jednak szczegóły, uważam, że historia jest bardzo zabawna, bohaterowie wyraziści, akcja toczy się wartko i nie sposób narzekać na nudę. Jeśli ktoś ma ochotę sobie przypomnieć, jak to jest szaleć z miłości niczym nastolatek, spokojnie może sięgnąć po „Wyszczekaną miłość”!
Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Kobiece

Izabela Jurkiewicz
Udostępnij w Google Plus

About izabelajurkiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz