"Drogi Martinie" – Nic Stone


Przytrafiło wam się kiedykolwiek czytać książkę, która po przewróceniu przez was ostatniej kartki, zostawiłaby po sobie pustkę nie w sercu, ale w umyśle; która skłoniłaby was do refleksji na dany temat; która wywarłaby na was tak ogromne wrażenie, że trzymając ją w ręku, ponownie przeżywalibyście już znaną wam historię? Jeśli chociaż na jedno z postawionych przeze mnie pytań odpowiedzieliście „tak”, to opisywana przeze mnie poniżej książka jest zdecydowanie przeznaczona dla was.

Nigdy nie słyszałam o amerykańskiej autorce Nic Stone, ale nie jest to jakieś przestępstwo, za które groziłby zakaz czytania jakichkolwiek książek przynajmniej przez miesiąc, ponieważ zadebiutowała dopiero w dwa tysiące siedemnastym roku, wydając swoją książkę – Drogi Martinie". I dzięki Bogu za jej powstanie i wydanie u nas w Polsce.
Wydaje mi się, że po raz pierwszy okładka w pełni oddaje charakter książki. Prosta minimalistyczna, ale jednocześnie intrygująca, zachęcająca do sprawdzenia, czy treść jest tak samo absorbująca. I dobrze widzimy, na obwolucie widnieje czarnoskóry chłopak, który jednocześnie jest głównym bohaterem książki i według mnie najbardziej poszkodowaną osobą, jeśli chodzi o cały przebieg akcji. Ma na imię JustyceJustyce McAllister. I mimo że te słowa mogą brzmieć zabawnie, mając na myśli Jamesa Bonda i jego całe dziwactwo z przedstawianiem się, to ta powieść wcale nie jest śmieszna. Jest skłaniająca do refleksji, fascynująca i prawdziwa do bólu, i to właśnie jest w niej najpiękniejsze.

Dorastanie w niesprzyjającej rozwoju okolicy; matka, która z zasady nienawidzi „białych ludzi” i pewna sytuacja, która dla Justyce kończy się nocą w areszcie – tak w skrócie wygląda życie nastolatka. Chłopak próbuje nie dopuszczać do świadomości niepodważalnego faktu, który jest jedyną przyczyną spędzenia tamtej pamiętnej nocy w dość osobliwym miejscu. Pragnie o tym zapomnieć, wymazać z pamięci, ale ślady po kajdankach i ożywione dyskusje na lekcji ewolucji społecznej mu na to nie pozwalają. Wszystko sprowadza się do tamtego incydentu i powodu aresztowania. Powodu, którego za nic nie jest w stanie zmienić. Koloru swojej skóry. W listach, które pisze do legendarnego Martina Luthera Kinga, szuka odpowiedzi, ale czy zostaną one na czas mu udzielone?

W Polsce raczej nie spotyka się przejawów rasizmu, jeśli już to poszłabym w stronę nietolerancji religijnej czy seksualnej, więc ten temat rozchodzi się trochę po kościach. Ale za to w Ameryce czy Północnej czy Południowej, z podkreśleniem „Północnej”, gdzie Afroamerykanów czy ludzi mających inny kolor skóry niż ten powszechnie występujący jest znacznie więcej. Nie raz słyszymy w telewizji o strzelaninie, w której zginęło kilku czarnoskórych nastolatków z rąk białego policjanta. Głupio i niestosownie czuję się, to pisząc, bo według mnie określanie człowieka po kolorze skóry czy ze względu na jakąś inną absurdalną cechę jest niepotrzebne i mocno krzywdzące. Takie sytuacje w swojej książce przywołuje Nic Stone – inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Po przeczytaniu powieści ta informacja wstrząsnęła mną dogłębnie.
— Wiesz co, Quan? Rozumiem cię.
Mówi prawdę.
— To pojebane, nie da się uciec KCC — oświadcza Quan.
— KCC?
— No tak. Klątwę Czarnego Człowieka. Świat ma srakę, a my jesteśmy jego kiblem.
W tej powieści nie jest najważniejszy styl czy kreacja bohaterów tylko fabuła i przesłanie, które niesie ze sobą. Być może brzmię teraz jak standardowa nauczycielka w podstawówce, która w taki sposób zachęca swoich uczniów do przeczytania nudnej i niemającej żadnego sensu powieści, ale to, co napisałam to najprawdziwsza prawda. A dodatkowa zaleta, która przejawia się właśnie w postaci bohaterów, sprawia, że bardziej wczuwamy się w historię przez to, że każdy najmniej znaczący w fabule człowiek ma coś ważnego do powiedzenia, do przekazania wniosków wynikających z doświadczeń.

Podoba mi się w niej to, że autorka traktuje wszystkich w taki sam sposób. Nikogo nie wyróżnia, a jednocześnie ukazuje dwie strony medalu tej samej sytuacji. W tej książce, mimo że jej głównym tematem jest rasizm i walka z nim, czarnoskórzy nie są postawieni na piedestale. Tym sposobem Nic Stone pokazuje nam, że w każdym z nas istnieje cząstka zła, a także że nie należy oceniać pewnej grupy społecznej, czy nawet ludzi, po jednym przypadku, człowieku. Bo to tak nie działa i zawsze znajdzie się wyjątek potwierdzający regułę.

Martin King przedstawiony w listach Jusa jest inspirujący. Czasami krótkie notki skierowane w jego stronę są przeplatane z właściwymi rozdziałami i często to właśnie dzięki nim w pełni rozumiemy rozegraną wcześniej sytuację. Niechybnie są też przerywnikiem, który pozwala zebrać myśli. A zdecydowanie jest o czym pomyśleć. Bo "Drogi Martinie" nie tylko skłania do rozpatrywania pewnych współczesnych spraw, ale także ukazuje ich brutalność i zwykłą niesprawiedliwość. Nastoletnie debaty odbywające się w szkole, które poruszają tematy ludzkiego traktowania człowieka, równości czy po prostu powszechnego, dla niektórych nie, zjawiska rasizmu. Mimo swojej obyczajowości zaskakuje i w pewnym momencie może poruszyć nawet najbardziej zatwardziałą duszę. Ale taki jest jej urok – porusza tematy tabu bez krztyny zawahania się, który tak bardzo kocham w tej książce.
Jednakże mimo głównego wątku, wokół którego kręci się cała fabuła książki, nie zabrakło w niej też innych pobocznych, które w jakimś stopniu wpłynęły na poczynania bohaterów. I myślę, że nawet bez nich powieść nie byłaby nudna, ale przez ich istnienie młodzieżówka zyskuje pewną świeżość i jest bardziej przystępna dla innych.

Podsumowując, „Drogi Martinie” to przepiękna powieść łącząca w sobie nie tylko cechy czysto edukacyjne – bo właśnie dzięki takim książkom nasze patrzenie na świat zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. To książka, która z powodzeniem mogłaby zostać lekturą szkolną zamiast jednej z tych, których zaletą jest jedynie wpisywanie się tematyką w poszczególną epokę literacką. Najbardziej boli mnie to, że o debiucie Nic Stone było zadziwiająco cicho. A powinno być dokładnie odwrotnie.

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!

Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. ostatnimi czasy w naszym kraju również pojawiły się przejawy rasizmu na tle narodowości (przez duży napływ Ukraińców), choć rzeczywiście nie jest ono tak mocno zakorzenione jak niechęć białych do czarnych w Ameryce. Dobrze, że powstają takie książki, są ewidentnie potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń