„Dzieci Hurina” - J.R.R. Tolkien


Dzieła Tolkiena są bliskie memu sercu już od wielu lat, choć niestety nie miałam możliwości zdobyć i przeczytać ich wszystkich. Staram się jednak sukcesywnie powiększać swą skromną domową biblioteczkę o jego wybitną twórczość. Dla większości ludzi na świcie autor znany jest przez swój sześcioksiąg „Władca Pierścieni” oraz „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Czy stało się to dzięki wspaniałym ekranizacjom, czy też przez szczególną popularyzację tychże dzieł, nie ma to w sumie znaczenia, mnie osobiście cieszy fakt, że czytelnicy sięgają po kolejne jego publikacje.

Dzisiaj chcę Wam napisać co nieco o nowości od Wydawnictwa Prószyński i S-ka pod tytułem „Dzieci Hurina”, które zostały wydane pod redakcją syna Tolkiena, Christophera, wyznaczonego przez ojca na opiekuna jego spuścizny literackiej. Przyznam Wam bardzo szczerze, że dziesięć lat temu do takiej informacji podchodziłam jak do jeża, co prawda słyszałam jedynie, iż Christopher sam redagował oraz kończył dzieła Tolkiena, a nie że został przez niego osobiście wyznaczony do tej roli – co w mym przypadku dużo zmienia – aczkolwiek wypierałam się takiej twórczości, uznając ją za w pewnym sensie zbrukaną. Obecnie mój stosunek do tej sprawy bardzo się zmienił, doceniam ogromny trud oraz jego starania, by wydać, uporządkować i tłumaczyć dzieła swego ojca. Jestem autentycznie mu wdzięczna, zaś czytając „Dzieci Hurina” nie odczułam żadnych zgrzytów w jakości całej historii aż do ostatnich słów. Historia jest spójna, wciąż tak samo zachwycająca bogatym i płynnym słownictwem, nie zubożała choćby na cal.

Ilustracji nie ma zbyt wielu, bo tylko osiem całostronicowych w kolorze, na bodajże kredowym papierze – dobrej jakości. Każdy rozdział zaczyna się na górze z delikatną ilustracją w szarościach, czasem uświadczymy ich też na końcu. Generalnie bardzo mi się podobają, pasują do klimatu i miło było na nie spoglądać. Bardzo ucieszyła mnie na końcu książki rozkładana niewielka mapa terenów opisywanych w tej opowieści, daje świetny pogląd na to, jak bohaterowie podróżowali rzucani przez los w różne strony. Świetne są też rady jak wymawiać różne słowa, bardzo mi się to przydało, lubię wiedzieć, jak coś powinno brzmieć prawidłowo – szybkie do opanowania. Czy warto czytać przedmowę, wstęp oraz dodatek na końcu? Oczywiście, że tak, rozjaśnia nam to wiele o twórczych procesach Tolkiena i objaśnia ile Christopher ingerował w jego twórczość. Nie jest to niezbędne by cieszyć się samą historią w sobie, ale ja nie pominęłam żadnej strony.

„Dzieci Hurina” opowiadają głównie losy Turina, który ze wszystkich sił starał się swymi często zuchwałymi i pełnymi odwagi czynami sprzeciwić Morgothowi, Czarnemu Panowi, który rzucił na Hurina i jego ród klątwę i nęka całą Ardę (Ziemię) nasyłając na nią hordy orków, które po Nirnaeth Arnoediad (Bitwie Nieprzeliczonych Łez) panoszą się i zabijają napotykanych ludzi i elfów. Mimo, że Turin w swych zamysłach jest człowiekiem dobrym, to ciążący nad nim cień ogarnia jego pobratymców i ściąga wszędzie na nich nieszczęście, wypełniając nieubłaganie przeznaczenie przed którym stara się uciec. „Dzieci Hurina” to opowieść w czasach wojny, po okrutnej bitwie, w której zginęli najwięksi wojownicy z ludzkich i elfich rodów, i próbach zachowania życia, godności i marzeniach o pokonaniu Potęgi. Będziemy świadkami dorastania Turina, krzywd doznanych przez niego, jego Matkę i siostry, zaznamy przyjaźni, zdrady, nieodwzajemnionych miłości (choć nie w głównych wątkach), wielu walk, nie zabraknie tez wątków ze smokiem, zmian królestw w których władał bezpośrednio lub pośrednio bohater, jego sławy, jak i jego pasm porażek, szans od losu i ogromnych strat. Moje serce ostatecznie ścisnęło się ze smutku po przeczytaniu ostatnich zdań. Warto było do nich doczekać.

Zastanawiałam się komu mogę te książkę polecić, czy każdy czytelnik może ją docenić, czy osoba, która zetknęła się z geniuszem Tolkiena jedynie poprzez ekranizacje Jacksona odnajdzie się w tej historii i może ją polubić? Po głębszym zastanowieniu uważam, że tak. Zdecydowanie tak, jednakże tylko w przypadku, gdy lubimy dany gatunek literacki i dzieła wymagające czujnego czytania. Naturalnie nawiązuję tu do ogromu nazw własnych, czy to różnych ras, imion bohaterów, które potrafią się zmieniać jak w kalejdoskopie w zależności od okresu życia, wydarzeń i czynów, nazw miejsc, które zmieniają się poprzez wojny, obejmujących władzę, tragiczne wydarzenia i w końcu też w różnych językach, mają swoje własne określenie. Z początku można być przytłoczonym i szczerze zdumionym, ale zaręczam, że jeśli tylko macie ochotę i w skupieniu będziecie zapoznawać się z tą opowieścią, to szybko załapiecie o kim mowa. Zdecydowanie ta pozycja pobudza mózg do działania, czułam, że początkowo autor rzuca mi małe wyzwanie: słuchasz uważnie? Podobało mi się te uczucie, zaś w momentach zwątpienia, czy zwykłej niepewności złotem okazał się mini słownik na końcu książki. Bardzo chętnie z niego korzystałam, gdy chciałam się czegoś upewnić.

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka






Ula Wasilewska
Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz