"Facet do poprawki" - Joanna Sykat


Płomiennoruda peruka, papieros w buzi, wyzywająca poza - zwykle drażnią mnie bohaterki, które całą sobą i swoim zachowaniem mówią: „Patrz, jestem ostra jak brzytwa i nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz”. Taka właśnie na pierwszy rzut oka wydaje się Gunda (zdrobnienie od Kunegunda, jakbyście się zastanawiali), bohaterka jakże dowcipnej książki Joanny Sykat, „Facet do poprawki”. Biorąc pod uwagę zadziorną nieco okładkę, spodziewałam się irytującej bohaterki i równie irytującej historii miłosnej, tymczasem nic bardziej mylnego! Gunda już od pierwszych stron okazuje się równą babką, której image zmienia się w zależności od potrzeb klientów. O, przepraszam, żebyście nie wyobrażali sobie Bóg wie czego: nie klientów, a klientek!
Twój mąż puszcza cię z torbami? Sezonowo zamienia Cię na coraz nowsze modele? Albo grozi, że zabierze dom, samochód i co tylko się da, w ramach zadośćuczynienia za zmarnowane w małżeństwie lata?
Jeśli tak, pisz: wykalaczka@mojapoczta.pl,
a ja wyrównam z nim rachunki, przemówię do rozumu tak ciepło i serdecznie, że zmieni zdanie. I jeszcze ładnie Cię przeprosi.
Nie, to nie żart jakiegoś mało dowcipnego trolla internetowego. Gunda naprawdę spotyka się z niewiernymi mężami szukającymi uciechy, po czym pokonuje ich własną bronią. Mając taką, ekhm, pracę, normalny człowiek oszalałby z niepokoju (a co, jeśli się nie uda? Co, jeśli się zorientuje? Co, jeśli ktoś mnie rozpozna?), tymczasem Gunda nie dość że czuje się w swojej roli jak ryba w wodzie i nie przeraża jej żadne ryzyko, to jeszcze podchodzi do tego z humorem, nadając swoim „celom” zabawne pseudonimy. Tak więc czytamy o akcji z przywiązanym do drzewa Królikiem czy stroniącym od higieny osobistej Ptysiem. Czego jak czego, ale poczucia humoru nie można naszej bohaterce odmówić!
Poczucia humoru nie można również odmówić samej autorce, która stworzyła powieść nieco zwariowaną, raczej mało prawdopodobną w prawdziwym życiu. Gdyby ktoś jednak chciał wytykać absurdy w całej historii, niech się zreflektuje, bowiem już na wstępie autorka zaznaczyła:
Czytanie bez przymrużenia okaz może skutkować niewłaściwą interpretacją książki.
Dziękuję autorce za to wprowadzenie, bo dzięki niemu wiedziałam, że powagę godną wielbicielek thrillerów psychologicznych powinnam na czas lektury schować głęboko w kieszeń i… poddać się zabawie!
Tak więc jak postanowiłam, tak zrobiłam: zatraciłam się w lekturze, od czasu do czasu wybuchając niekontrolowanym śmiechem i uświadamiając sobie, że zbyt rzadko sięgam po tak lekkie i dowcipne pozycje. Napisać że powieść się szybko czyta to banał, zdaję sobie z tego sprawę, ale w tym przypadku naprawdę tak jest. Mamy tu morze akcji i… właściwie nic więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Na próżno tu szukać wzniosłych ideałów, traumatycznych wspomnień, czy choćby informacji o przeszłości Gundy. Wiemy tyle, ile się dzieje: pracowała niegdyś w policji, hoduje przerażającego pajęczaka, wchodzi na wojenną ścieżkę z lisem-złodziejem, a w jej życiu jest dwoje ważnych ludzi – friend Mariusz oraz Beata.
A skoro już o przyjaźni mowa… Mąż Beaty to wstrętny typ, którego już dawno powinna wyrzucić ze swojego życia. Ta jednak wciąż się waha i już mam nadzieję, że punktem kulminacyjnym całej historii stanie się utarcie nosa jegomościowi, tymczasem czeka mnie malutkie rozczarowanie. Miałam nadzieję, że autorka uczyni to z impetem, a głównie skrzypce zagra tu nasza nieustraszona Gunda, tymczasem sprawa schodzi na boczny tor i choć ma swój finał, nie powala on na kolana. A szkoda, do znając pomysły Gundy, facet dostałby nauczkę, tak jak mężowie i byli mężowie czytelniczek bloga Wykałaczki, gdzie bohaterka zamieszcza historie swoich fanek. Na blogu króluje zemsta, a ta, jak wiadomo, jest słodka i najlepiej smakuje na zimno. Przyznaję, jej pomysły na zemstę powalają! Eh, jaka szkoda, że nie znałam jej parę lat wcześniej, gdy rozstawałam się z X czy Y… Dostaliby dranie za swoje! Jeśli któraś z Was znalazła się w sytuacji bez wyjścia, śmiało, drogie Panie, inspirujcie się:
Proszę rozdziewiczyć wszystkie butelki, zakorkować wannę i wlać tam całość trunku. Puste flaszki proszę ustawiać, jedna za drugą, od drzwi wejściowych do łazienki. A na lustrze napisać czerwoną szminką, że wanna nie była myta od kilku dniJ
Jeśli jednak brakuje Wam odwagi, to przynajmniej dzięki lekturze poczujecie się lepiej na samą myśl, że ci faceci dostali za swoje!
No tak, przedstawiłam Gundę jako twardą babkę, postrach męskiego rodu, tymczasem i naszą stroniącą od mężczyzn bohaterkę trafi strzała amora. Nie będzie to jednak z pewnością romantyczna miłość pełna uniesień i wieczorów w blasku świec, aczkolwiek… sam finał okaże się zaskakujący.
Reasumując: „Facet do poprawki” to świetna, zabawna i pełna inspiracji książka, której największym atutem jest pomysł oraz kreacja głównej bohaterki, której nie da się nie lubić, choćby z tej racji, że tak dzielnie broni sprawiedliwości. Powiedzieć że Gunda to Superman w spódnicy to może przesada, ale z pewnością Robin Hood w spódnicy. Albo i nie, bo Gunda przecież w spódnicach nie chodzi.
Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Replika
Izabela Jurkiewicz

Udostępnij w Google Plus

About izabelajurkiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Myślę, że czasem potrzeba takich zabawnych książek z przymrużeniem oka :) Chętnie bym przeczytała!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń