"Geekerella" — Ashley Poston


Należycie albo może należeliście kiedyś do jakiegoś fandomu? Czy tego książkowego czy filmowego? W końcu rodzaj tego przedsięwzięcia nie jest aż tak bardzo istotny, jak jego wymiar. Grupa ludzi mająca takie same zainteresowania, kochająca tę samą historię, bohaterów. No, może do czasu, gdy powstają dwa różne ludzi, powstałych tylko i ze względu na uważanie kogoś za przystojniejszego od tego drugiego. Myślę, że to ta gorsza strona fandomu, która powoli pożera większość z nich. Ale czy pamiętacie jeszcze takie, w których nieważne było, jaka postać ma więcej uroku albo z kim spotyka się w świecie rzeczywistym, ale data następnego odcinka czy dyskusja na temat ostatniej decyzji głównego bohatera czy wyboru aktora mającego odegrać główną rolę. Ja nie. Ale Elle tak. A na dodatek właśnie do takiego należy. Do fandomu Starfield.


Po przeczytaniu Geekerelli zapragnęłam stać się prawdziwym Stargunnerem, którego tęczówki zapalają się i migoczą jak lampki choinkowe, gdy opowiada o swojej pasji.

Debiut Ashley Poston to retelling i myślę, że chyba już nikomu nie potrzeba wyjaśniać tego terminu, zważywszy na dosyć dużą popularność innych powieści, w których autorki postanowiły odświeżyć stare bajki, nowele tak, aby każdy mógł się w nich jeszcze raz zakochać. I wiecie, co? To naprawdę działa. Po przewróceniu ostatniej kartki z innej perspektywy zaczęłam patrzeć na historię Kopciuszka. Do tej pory uważałam ją za Bogu ducha winną sierotkę Marysię, której los postanowił dać drugą szansę i sprawił, że książę zakochał się właśnie w niej na jakimś durnym balu. I owszem większość elementów, które są podwaliną historii narodzonej w drugiej połowie dwudziestego wieku, występuje, ale podoba mi się w niej to, że autorka z oczywistej historii potrafiła wykrzesać płomień, ożywiający dzieje Kopciuszka na nowo.
Trudno, wszyscy musimy nauczyć się radzić z rozczarowaniem.
Postacią, która gra pierwsze skrzypce w "Geekerelli" jest Danielle – przyzwyczajona do skrótu w postaci zwięzłego „Elle”, ale miejsca nie ustępuje jej również Darien – młody, początkujący aktor, który dostaje szansę od losu. Malownicze Charleston – miasto, w którym dziewczyna się urodziła i w którym dorastała, po kilkunastu latach staje się jej złotą klatką, z której do osiągnięcia pełnoletności za nic w świecie się nie wydostanie. Mieszkanie z macochą nienawidzącą jej z zasady i zwalającą na jej barki wszystkie zadania domowe, przez co z dnia na dzień staje się zwykłą gosposią, nie jest łatwe. Oczywiście w powieści nie mogło też zabraknąć złych, okrutnych sióstr, które są w pewnym stopniu inne, niż przedstawia je bajka. Ich jedyną cechą nie jest zwykła, wrodzona złośliwość w stosunku do Danielle. Jedna z nich  jest dobrze zapowiadającą się vlogerką modową – najbardziej podobną do jej pierwowzoru. Za to drugiej największą wadą jest to, że w życiu dwóch sióstr jej tak naprawdę nie ma. Istnieje tylko Chloe, a Cal jest jej lustrzanym, trochę cichszym odbiciem. Więc kiedy bliźniaczka, przodująca w nawiązywaniu kontaktów, jest zafascynowana przystojnym aktorem, który właśnie wygrał casting na rolę głównej postaci ze Starfield, druga niczym postać w zwierciadle odzwierciedla jej wszystkie ruchy i zachowania. Wcześniej wspomniany świeżo upieczony osiemnastolatek otrzymał szansę wcielenia w legendarnego Carmindora. Jestem zwyczajnie zobowiązana podkreślić te słowa, gdyż dla Elle jest to przysłowiowy koniec świata, który opisuje na swoim blogu. Fanka Starfielda, która uważa, że Darien Freeman zniszczy wszystko, za co kochała ten serial. Zniszczy wszystkie wspomnienia oglądania odcinków razem z ojcem. W tym samym momencie postanawia wygrać konkurs na idealny cosplay, odbywający się na konwencie, który zrzesza nie tylko Stargunnerów. Plan jest prosty: zgarnąć pieniężną wygraną, wyjechać do LA i już nigdy więcej nie oglądać się za siebie. Nieco później zupełnie przypadkiem zostaje wciągnięta w SMS-ową znajomość, która pozwoli jej poznać samą siebie, a także sprawi, że już nigdy nie poczuje, że nikt jej nie rozumie.
Jedno myślę, a drugie mówię, jakby moje usta zostały opanowane przez demona. Demona głupoty.
Społeczność fandomów, która jest tak naprawdę tłem dla całej historii, została przedstawiona jako rodzina, która zastępuje Elle tę biologiczną, którą niestety utraciła. Debaty, ekscytacja ukochaną serią; możliwość poznawania ludzi, którzy tak jak ty są zafiksowani na punkcie serialu czy książki. Czasami miałam wrażenie, że aż za bardzo wszystko jest gloryfikowane, ale postanowiłam spychać ten fakt na drugi plan, z uwagi na to, że podczas czytania, z każdą przeczytaną stroną, stawałam się częścią tego niesamowitego fandomu, który w pewnym sensie stał się też moją rodziną. Zrozumiałam to w scenie rozgrywającej się w czasie balu maskowego, tej z charakterystycznym „znakiem” Stargunnerów i z wściekłą Chloe. Świetnie przedstawiona istota ExcelsiCon, całej rzeszy fanów, całego fandomu, który w książce dosłownie żył, zrzeszając ludzi z pasją do serialu, nie tylko go kochając, ale też myśląc przez pryzmat tego dzieła, który wiele nauczył ich i nakierował na odpowiednie ścieżki życiowe, kiedy byli jeszcze plastyczni.

Jak już wcześniej wspominałam, pewne elementy zostały w powieści zmienione, biorąc pod uwagę pierwowzór, ale przecież o to właśnie chodzi w retellingach. Chyba nie powiem nic nowego, kiedy przyznam się do mojej dozgonnej miłości do "Geekerelli", a przede wszystkim jej bohaterów, którzy niczym gwiazdy na bezchmurnym niebie błyszczą nie tylko doświadczeniem, ale i też inteligencją. Z podkreśleniem moich ostatnich słów, bo właśnie między innymi te cechy odróżniają ich od innych postaci z nowel. Dialogi, opisy, które, uwaga (!), nie nudzą, nawet jeśli cała strona zapisana jest ciągłym tekstem bez przerywników w postaci rozmów. Zachwycają one nie tylko swoją realnością, ale i swoim dokładnym przeznaczeniem, wpływającym w jakimś stopniu na fabułę. One są po coś, bez żadnego lania wody, którego pewnie Sage by się nie powstydziła ze względu na jej bezkompromisowość i ostry temperament. Uwielbiam ją nie tylko przez jej zamiłowanie do kolorowych włosów, ale i za charakter, który wykreowała autorka. Ponieważ Sage jest dość specyficzna. Przez wielu uznawana za ćpunkę, która gdy tylko nadarzy się okazja, daje sobie w żyłę. Ale mimo tego jest bliska mojemu sercu, bo większość rzeczy nie bierze na poważnie. Podchodzi do życia z dystansem i nie obchodzi ją opinia innych ludzi. To dziewczyna, która na zewnątrz jest okryta grubą warstwą ochronną, gdzie tak naprawdę w jej wnętrzu kryje się ciepła i skora do pomocy dusza. W "Geekerelii" nie tylko dojrzewa do pewnych rzeczy Elle, ale także Sage.
— Elle, jestem gotowa powiedzieć im, żeby uklęknęli przed tobą i nazywali cię królową.— Myślałam, że ta odpowiedź inaczej się skończy.— Elle, tu są dzieci.
Podsumowując, „Geekerella” to świetny retellingktóry na nowo odkrywa historię Kopciuszka w inny, trochę niekonwencjonalny sposób. To powieść, którą czyta się z uśmiechem na ustach, a po jej skończeniu ciągle o niej myśli. Wykreowany fandom serialu, po którego poznaniu pragnie się do niego dołączyć. Serialu, który mimo tego że nie istnieje, został opisany, przedstawiony z niepominięciem najmniejszych szczegółów, a to tylko zwiększa chęć bycia członkiem jego całej rzeszy fanów. „Geekerella” jest jedną z tych pozycji, które koniecznie trzeba poznać. Nie w kontekście Słowackiego czy Mickiewicza, bo ich ignorancja grozi w pewnym sensie społeczną nietolerancją, ale kto wie, może za kilkadziesiąt lat to właśnie ta historia będzie opowiadana do snu zamiast klasycznego Kopciuszka?

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!


Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

7 komentarze:

  1. Ciekawi mnie ta książka. Po za tym okładka jest przepiękna, więc włącza mi się okładkowa sroka hehe. ;)
    Pozdrawiam. ;**
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie. Chętnie po nią sięgnę. :) - Pola z www.czytamy-to.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw przyciągnęła mnie okładka (tak jestem okładkową sroką :D), ale po tej recenzji tym bardziej chcę przeczytać tę historię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie z tym roku 😂👌

      Usuń