„Nevermoor” - Jessica Townsend


O „Nevermoor” było ostatnio naprawdę głośno w światku dziecięco-młodzieżowej fantastyki, szczególnie przyłożyło się do tego Wydawnictwo Media Rodzina zajmując się ciekawą promocją. Również ja uległam czarowi kolorowych parasolek i zapragnęłam mieć jeden egzemplarz książki u siebie. Jakaż miła niespodzianka czekała na mnie w domu, gdy po otwarciu paczki dostałam tajemniczy list z informacją, że zostałam wytypowana na jedną z kandydatek do Towarzystwa Wunderowego, a na osłodę załączono dla mnie mini kostkę czekolady. W ten sposób z pozytywnym nastawieniem wkroczyłam w świat Nevermoor.

Przyznam szczerze, że z początku miałam mieszane odczucia. Bardzo zaintrygował mnie nowo poznawany świat, cała tajemnicza koncepcja z przeklętymi dziećmi, zaczęłam sympatyzować z główną bohaterką Morrigan, która, jak pewnie się domyślacie, jest owym przeklętym dzieckiem. Niemniej jednak aż do co najmniej setnej strony nie do końca kupowałam całe otoczenie i zasady panujące wokół. Wszelkie niesamowite stworzenia, całkiem nowe, jak i dobrze znane z innych baśni, zostały mi wymienione i nie czułam klimatu ich istnienia. Było jakby „sucho”. 

Czułam się przez to trochę niezadowolona, niby chciałam czytać, ale też miałam ochotę odłożyć książkę na bok. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłam, bo później nie potrafiłam się oderwać aż do ostatniej strony. Świat stał się realniejszy, pełniejszy, taki „bardziej”, jak w „katowskiej” pogodzie. Poznajemy więcej niesamowitych, pełnych życia postaci, odczuwamy wiele emocji. Martwimy się o Morrigan, kibicujemy jej w przeróżnych zmaganiach i tak, jak ona, zadajemy sobie pytanie: do czego mam dryg? Jupiter zapewnia, że do czegoś ma, ale nie zdradza szczegółów. Właściwie zręcznie unika odpowiedzi na wszelkie najważniejsze pytania.

Książka jest porównywana do Harry’ego Potter’a i uważam, że jest to odrobinę krzywdzące w stosunku do niej. Osobiście jestem ogromną fanką świata Rowling i taka reklama mocno mnie zmieszała i dała zupełnie inne wyobrażenie o tej pozycji. Istotnie, obie historie mają parę wspólnych mianowników: samotne, nieszczęśliwe dziecko, którego życie ma się zmienić około 11 urodzin, ekscentryczny przewodnik, który jest wielce poważanym członkiem społeczności, niesamowite nowe miejsce zamieszkania, kryjące w sobie same dziwy i mnóstwo tajemnic, nawiązywanie przyjaźni i zyskiwanie wrogów, widmo przerażającego wroga wiszącego nad całą krainą, którego imienia, ani tytułu nikt nie chce wymawiać. Mimo tego, wszystko jest zupełnie inaczej, nie miałam uczucia, że to oklepane, już było, ściągnięte, czy bez sensu. 

Historia zaczyna się bardzo nietypowo, bo dniem śmierci głównej bohaterki, później jednak cofamy się odrobinę w wydarzeniach i poznajemy jej losy. Mocno odczuwamy niesprawiedliwe i krzywdzące zachowanie wobec dziewczynki ze strony nie tylko mieszkańców winiących ją o każde nieszczęście, ale również ze strony najbliższych. Obok tego nie da się przejść obojętnie. Rodzina Morrigan traktuje ją chłodno i z góry pogodzili się z faktem, że dziewczynka umrze w Wieczór Przesilenia osiągając zaledwie 11 lat. Tak dzieje się z każdym przeklętym dzieckiem i ludzie wyczekują owego dnia z niecierpliwością. Cóż, niewątpliwie wszyscy poza wspomnianymi dziećmi. 

Los jednak bywa okrutny i choć Morrigan Crow miała mieć przed sobą jeszcze jeden rok życia, Wieczór Przesilenia postanowił nadejść niespodziewanie szybciej, okradając ją z tego, co najcenniejsze. Jednak zanim to nastąpiło, dziewczynka po praz pierwszy w życiu miała okazję towarzyszyć swemu ojcu, kanclerzowi, w Dniu Ofert, gdzie wyjątkowo uzdolnione dzieci otrzymywały oferty od różnych patronów. Jak to się stało, że Morrigan Crow została wytypowana jako kandydatka i to aż cztery razy? Czy ktoś sobie okrutnie z niej zakpił? Wygląda na to, że niestety tak, lecz czy wszystko zakończy się tego dnia śmiercią dziewczynki? Czym jest Towarzystwo Wunderowe? Czego mogą chcieć od przeklętego dziecka, które lada moment odejdzie z tego świata? Oj, to grubsza historia, a zagrożenie nadciąga.

„Nevermoor” jest świetne samo w sobie, to zupełnie inny świat, inne zasady i nowa, wciągająca historia. W jednym się zgodzę, że fani HP znajdą tu coś dla siebie, co szczególnie będzie przyciągać. Coś, co jest kwintesencją światka Harry’ego Potter’a, a o czym tu autorka mówi wprost, czarno na białym. Morrigan pragnęła zyskać pewną przypinkę, znak Towarzystwa Wunderowego, który był obietnicą: rodziny, przyjaźni i odnalezienia własnego miejsca na świecie. Czy nie tego w głębi serca każdy z nas pragnie? 

Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina


Ula Wasilewska


Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz