"Niepokorny mężczyzna" — Kristen Ashley

Barwna okładka, znane nazwisko autorki/autora i zachęcający opis. Te trzy wymienione przeze mnie cechy zewnętrzne książki powodują, że jesteśmy gotowi wydać na nią swoje ostatnie trzydzieści złotych. Pewnie jako czytelnikowi tej recenzji nasunęłoby się pytanie, co w takim razie spowodowało, że sięgnęłam po "Niepokornego mężczyznę"? Otóż właśnie nie wspomniałam jeszcze o jednej bardzo ważnej cesze, a mianowicie o uwielbieniu do poprzedniej książki z serii  w tym przypadku "Tajemniczego mężczyzny" i chociaż tytuł oddaje głony wątek historii, to bardziej mainstreamowej nazwy chyba już się nie dało wymyślić. Zapewne gdybym przeczytała ją jeszcze raz, to mój perfekcyjny mózg wyłapalby mnóstwo błędów logicznych nagromadzonych w takim stopniu, że zaczęłabym uważać ja za gniot godny "365 dni". Chociaż... chyba dalej mu niż bliżej do tej powieści, jeśli chodzi o podobieństwo. W końcu Kristen Ashley nie popularyzuje gwałtów.
"Niepokorny mężczyzna" to dość specyficzna książka, ale raczej obwiniam za moje stwierdzenie styl autorki, którego wręcz nie trawię. Akcja powieści rozkręca się już od pierwszej strony. Dosłownie. We wstępnej scenie zostajemy wciągnięci w pokręconą relację dwójki bohaterów, którzy, o zgrozo, uprawiają seks (po raz pierwszy!). Pomysł na początek jak widzicie oryginalny, chociaż może trochę inaczej bym go po chwili namysłu określiła, z racji tego, że umiejscowienie seksu w romansach nie jest rzeczą kreatywną ani nieoczywistą. Czasami mam wrażenie, że autorki wciskają na siłę chemię pomiędzy bohaterów – jest kompletnie nielogiczna. Ale to schorzenie XXI wieku, więc po co my, ludzie w nim żyjący, mamy się tym przejmować? Najwyżej w przyszłości określą nas, na podstawie napisanych książek, jako bandę nieoczytanych w temacie erotomanów (na szczęście są wyjątki).
W swojej przygodzie z czytaniem, kieruję się zasadą, że jeśli już na wstępie jest dziwnie, to raczej po końcówce nie ma się czego lepszego spodziewać. Akurat to stwierdzenie znakomicie sprawdza się i w tym przypadku. A już szczególnie sądząc po moich nastoju, kiedy przewróciłam ostatnia kartkę "Niepokornego mężczyzny".
Po całej akcji, która została opisana na kilku stronach, po wszystkich "ochach" i "achach" głównej bohaterki, Jake dostaje telefon, który powoduje, że zrywa się z łóżka i wychodzi, uprzednio prosząc Tess, aby się ubrała. I o dziwo nie było to do końca dziwne. Oczywiście nabrało większego sensu,  kiedy kilka godzin po sekseskapadzie do jej mieszkania wpadła zgraja agentów FBI, ale jednak najbardziej pozamiatało mną, gdy okazało się, że Jake to taka naprawdę nie Jak. A cała akcja poznawcza z Tess była ukartowana sprawa i miała dać wiele odpowiedzi policjantom w związku z jej byłym mężem. Kiedy na komisariacie dowiaduje się o oszustwie ukochanego, zaczyna się standardowa kłótnia pomiędzy nimi, jakieś jej wrzaski, wyzwiska skierowane w kierunku Brocka. W końcu główna bohaterka decyduje się na trzy miesięczna rozłąkę (wtedy jeszcze nie wiedziała, że potrwa ona tak długo). Jednak typowy romans nie mógłby się obyć bez walecznego, pewnego siebie męskiego bohatera, który po wybiciu określonej liczby dni ich przerwy, wpada jak gdyby nic do mieszkania Tess, obwieszczając, że w tym momencie wszystkie te ceregiele mają się skończyć, ona ma już mu wybaczyć, żeby zaczęli znów uprawiać seks. Według niego nie ma znaczenia, że ją oszukał i poniekąd kochał się z nią dla śledztwa. Moja reakcja na tę scenę była mniej więcej w stylu "oooookeeeeej". Kolejne trzysta stron skupia się wokół relacji postaci, mamy także przedstawiony wątek byłego męża kobiety, skutki pewnych czynów, konsekwencje, które sprowadzają się na zakończenie z typowym happy endem. No bo jak inaczej?


Czyta się ją szybko, ale w tym przypadku nie jest to żadna zaleta. Już nawet nie wspomnę o tym, że z ostatnich dwadziestu stron czytałam tylko dialogi, gdyż nie mogłam znieść myśli głównej bohaterki. I jak prawie przez całą książkę starałam się przykładać do wnikliwego czytania, to zdecydowanie opisy akcji czy nawet dialogi były tak nacechowane emocjonalnie, szczególnie te "damskie", że kilkakrotnie miałam ochotę schować się pod kołdrą i przez dłuższy czas spod niej nie wychodzić. Zażenowanie? W jakimś stopniu owszem, ale myślę, że bardziej na pierwsze miejsce wysuwał się żal, bo skoro poprzednia cześć była w miarę dobra, to dlaczego ta jest taka nijaka? Słyszeliście o klątwie drugiego tomu? No właśnie.
Tess jest płaska i nie chodzi mi tu o jej rozmiar buistu, ale jej rozumowanie, za nic ma racjonalne myślenie, które w wielu przypadkach pomogło jej uniknąć wielu sytuacji. Podczas czytania czasami zastanawiałam się, dlaczego nie urodziła się w epoce romantyzmu. Z pewnością by się tam odnalazła.
Fabuła jest dość uporządkowana, ale jakoś szczególnie nie porywa; jest wręcz nudna. System akcji i reakcji tak powszechny w fizyce, tutaj też znajduje swoje odzwierciedlenie, ale zmienia to na swoją korzyść, przez co książka staje się bardziej dynamiczna. Ale nie potwierdza to, że jest ona nieprzewidywalna. Wręcz przeciwnie – zakończenie jak i elementy akcji innych części książki są dla nas znane jeszcze zanim zostaną wprowadzone. W taki właśnie sposób przedstawiony jest moment porwania Tess, który został opisany w tak bardzo absurdalny i nierealistyczny sposób, że zastanawiam czy aby na pewno tak powinno być czy od początku akurat taki zamysł miała autorka.
Ta książka nie była zdecydowanie dla mnie i dopiero teraz się od tym przekonałam. Pełno w niej niedorzeczności i chociaż fabuła była w miarę spójna, to główna bohaterka uniemożliwiała czerpanie z czytania przyjemności. Określiłabym tę książkę dwoma słowami: guilty pleasure. I myślę, że to stwierdzenie idealnie wpasowuje się w moje ostrzegania tej powieści. Od dwusetnej strony czytałam ją tylko dlatego, że byłam ciekawa co tym razem wymyśli panna O'Hara. A to nie wróży dobrze o powieści. 

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Akurat.


Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. nie dla mnie, nie lubię tego typu książek , widzę że i Tobie nie bardzo sie spodobała:)- szczera recenzja- taka jakie lubie:)

    OdpowiedzUsuń