„Ogród świateł” - Anna Klejzerowicz



Niespodziewane zakończenie i rozwiązanie zagadki kryminalnej dotyczącej jednego z najbardziej krwawych mordów, w którym zginęła cała rodzina, w tym czwórka dzieci, powinno stanowić dla czytelnika wystarczający motyw do zanurzenia się w tej dość specyficznej historii.

Anna Klejzerowicz to pisarka, publicystka, fotografka i Pani redaktor, która dała się już nie raz poznać polskiemu czytelnikowi, zwłaszcza że w swoim dorobku pisarskim ma już kilka całkiem spektakularnych powieści i niejedno opowiadanie. Swoją przygodę z ową twórczością rozpoczęłam kilka lat wcześniej i nie był to gatunek, z którym przyszło zmierzyć mi się dzisiaj. Jest to w moim mniemaniu jednak dużym walorem. Z całą pewnością nie można powiedzieć o autorce, że jest monotematyczna.

Trudno jest mi za to określić, co jest tak naprawdę największą zaletą „Ogrodu świateł”, pomijając oczywiście jej zakończenie. Na pierwszy rzut oka jest to opowieść stricte kryminalna, w której zbrodnia stanowi pierwszy plan całego utworu. Niewiele jest nawet wątków pobocznych, które mogłyby oderwać naszą uwagę od tego jednego, makabrycznego mordu. Wszystko wydaje się więc kręcić wokół jednej historii.

Tymczasem jeśli by przyjrzeć się bliżej postaciom, to niekwestionowanym atutem książki jest umiejętne, choć skryte między słowami, zaprezentowanie psychologii bohater i człowieka przeżywającego wewnętrzny konflikt. Zakładam, że autorka z pełną premedytacją dobrała takie, a nie inne postaci do swojej historii i tak ukształtowała fabułę, by dać czytelnikowi coś więcej niż tylko samą opowieść kryminalną. Zamaskował je początkowo za zasłoną drastycznych obrazów (niemal z horroru) by potem, cichaczem, ale konsekwentnie pozwolić im wyłonić się na plan pierwszy.

Sam tekst jest bardzo spójny, choć nieco zdystansowany. (Przynajmniej takie jest moje odczucie). Brak w nim jakiegokolwiek liryzmu, poetyckich uniesień, błyskotliwych zwrotów akcji, ale może właśnie dzięki takiemu zabiegowi autorka efektownie skupiała uwagę czytelnika wokół rzeczy istotnych w rozwiązaniu zagadki. Mam więc po części nieodparte wrażenie, że powieść skierowana jest do odbiorcy lubiącego skondensowane i rzeczowe historie. Takie, których akcja nie rozbiega się po kontach i nie szuka dodatkowych wrażeń.

Fabuła i jej struktura sama w sobie jest dość oryginalna. W obliczu kilkudziesięciu powieści kryminalnych na swoim koncie w ciągu roku po raz pierwszy spotkałam się z formą, która nie przypominała mi żadnej z dotychczas przeczytanych. Bohaterowie też wydają się całkiem nietypowi. Choć przyznam, że postać pani radnej, kandydatki na wójta idealnie wkomponowała się w czasie z ostatnimi wyborami samorządowymi w naszym kraju. To jakby trochę dolewanie oliwy do ognia – choć nie przeczę, że miało to całkiem pozytywny odbiór z mojej strony. To jak bycie na fali w życiu i literaturze.

Szczególną sympatią, a jednocześnie delikatnym współczuciem obdarzyłam postać głównej bohaterki — Felicji Stefańskiej, dziennikarki pełniącej funkcję rzecznika prasowego w urzędzie gminy. To właśnie na jej terenie dochodzi do przerażającej zbrodni, a piętrzące się wokół niej pytania tylko wzmagają zainteresowanie urzędniczki, która prowadzi równoległe z policją własne śledztwo. Nie zrażają jej narastające wciąż trudności nasączone strachem, tajemnicą sprzed lat i pogróżkami. Wieś, która wydawała się do tej pory enklawą, okazuje się siedliskiem najróżniejszych ludzkich charakterów i tajemnic. Do nieoficjalnego śledztwa pani rzecznik, przyłącza się jej najlepsza przyjaciółka Greta, lokalna radna, a jednocześnie kandydatka na wójta, której dobro gminy leży na sercu jak mało komu. Felicja, choć nie do końca zachwycona pomysłem koleżanki, nie ma większego wyboru i zgadza się na jej propozycję, co z czasem przybiera działanie na granicy życia i śmierci. W swoim dochodzeniu nie pomija też prowadzącego sprawę policjanta, z którym wiążą ją nie tylko zawodowe stosunki.

Warto jeszcze nadmienić, iż autorka w sprawę rozwikłania brutalnego morderstwa zgrabnie i stylowo wplata elementy symboliki religijnej i baśniowej. Tytułowy „Ogród świateł” jak się z czasem okazuje, ma swoje znaczenie i nie bez powodu znalazł się na okładce tej powieści. Symbole i metafory są nierzadko czystą abstrakcją, a zrozumienie ich wymaga wnikliwej analizy. Do czego zresztą was zachęcam.

Nie powiem jednak, że była ona łatwa i przyjemna. Że czytałam ją z wypiekami na twarzy i zaangażowaniem młodej pensjonariuszki. Nie do końca zgadzam się też z blurbem na pierwszej stronie okładki. Mieć mocne nerwy można, co najwyżej mieć w obliczu sceny obrazującej zamordowane ofiary. Dalej już tylko jest historia, opowieść zmierzająca do odnalezienia i ukarania winnego. Powieść mimo tych kilku niewielkich, zresztą mankamentów ma w sobie potencjał i warta jest każdej uwagi.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki
Ocena 7/10

Edyta Sztylc

Udostępnij w Google Plus

About EdyMon

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz