"Po bezdrożach Alaski" - Sebastian R. Bielak

[źródło]

           Alaska – jedno z moich podróżniczych marzeń. Kiedy więc zobaczyłam książkę podróżniczą o tej części świata od razu się nią zainteresowałam. Sam autor książki, Sebastian Bielak był mi totalnie nieznany, ale podejrzewałam, że to jakiś amator – podróżnik, który podobnie jak ja nie lubi podróżować przy asekuracji biura podróży, tylko krąży po świecie na własną rękę. Pomyślałam, że to będzie opis trzymiesięcznej włóczęgi po Alasce.

Ku memu zdziwieniu okazało się, że autor powieści nigdy nie leciał samolotem. Pomyślałam, iż to szaleństwo wybrać się na swój pierwszą lotniczą podróż lot przez Atlantyk z przesiadkami. Założyłam jednak, że to jakiś „pozytywny wariat”, który dotychczas hulał po świecie innymi środkami transportu, a do lotu jest przygotowany chociaż teoretycznie.


                Niestety potem było znacznie gorzej i było na tyle źle, że po trzydziestu kilku stronach miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Generalnie osobom, które podróżowały samolotem i dla tych, co nie lubią się niepotrzebnie denerwować polecam pominąć pierwszy rozdział. Zalecam to zwłaszcza większym osobom, ponieważ autor chyba w imię sprzeciwu przeciwko „rozlewającej się po Ameryce – niczym epidemia dżumy i cholery – politycznej poprawności” nie hamuje się, jeśli chodzi o epitety w stosunku do osób otyłych. „Potwornie gruba”, „kaloryczna Afroamerykanka”, /…/klasyczna Big Mama. Wielka i monstrualnie otyła/”, „Jej nogi bardziej przypominały solidne kloce drewna niż ludzkie kończyny, a cztery litery miała taki wielkie..” – nie są to miłe słowa, a ich nagromadzenie w zaledwie jednym rozdziale jest na tyle duże, że nie można przymknąć oko na te mało fortunne sformułowania. Do tego dochodzi określenie „Murzyn”, które jest używane ewidentnie w pejoratywnym kontekście. Nawiasem mówiąc w następnych rozdziałach autor również ocenia ubiór i wygląd innych ludzi, a następnie chwali Amerykanów, że nie mierzą z góry na dół mijanych osób; twierdzi, iż takie podejście jest prawidłowe i że nie ocenia ludzi po ubiorze. Hipokryzja w czystej postaci.

                Zacisnęłam zęby i brnęłam przez pozostałe rozdziały dalej. Na szczęście „Po bezdrożach Alaski” zaoferowało mi coś więcej niż zniesmaczenie, choć nie było to to czego oczekiwał. Autor opisał swoją trzymiesięczną wyprawę na Alaskę, gdzie jako wolontariusz towarzyszył geologom, ornitologom i innym badaczom w ich aktywnościach. Między innymi uczestniczył: w akcji ratowania bielika amerykańskiego, karmił łoszaki (małe łosie), był świadkiem analizy geologicznej ziemi i odwiedził rafinerię. Nie było tam trekkingu z plecakiem, którego się spodziewałam, jednak w tej książce zaskoczyło mnie przede wszystkim bogactwo fauny Alaski. Przed jej przeczytaniem, byłam przekonana, że spotkanie niedźwiedzia, łosia czy bielika to rzadkość, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Ostrzeżenia przed spotkaniem niedźwiedzia w tym miejscu nie są w cale na wyrost. Widok bujającego się na drzewie baribara, rafting, ale przede wszystkim obcowania z absolutnym pięknem nieskażonej przez człowieka natury – wszystko to było z pewnością niezapomniane. Interesującym było również przyjrzenie się pracy przyrodników i innego personelu naukowego zamieszkujących Alaskę.

                Książkę czyta się szybko i jest ona zróżnicowana tematycznie. Ponadto wzbogacają ją liczne fotografie, które prezentują nie tylko jeziora, lasy i góry, ale również architekturę, zwierzęta, Alaskańczyków, a nawet solidną porcję jedzenia, która jest …. kanapką.  

                Podsumowując „Po bezdrożach Alaski” okazało się być zupełnie czymś innym niż myślałam. Tytułowych bezdroży było mało, gdyż autor głównie podróżował samochodem lub samolotem, a spanie w głuszy poza zorganizowanym obozem okazało się być zwyczajnie zbyt niebezpieczne. Jednak opis cudów natury, szacunek jaki ma autor do zwierząt i jego autentyczne zainteresowanie przyrodą czytało się bardzo przyjemnie. Jeśli ktoś nie zna Stanów Zjednoczonych to kilka uwag co do wielkości porcji, małego wyboru wód mineralnych, zakupów w sklepie, cen żywności czy usług takich jak wynajęcie domku letniskowego i raftingu mogą go zaskoczyć. Niewątpliwie też fakt, iż Polak mógł zostać wolontariuszem w parku narodowym w Stanach Zjednoczonych może stanowić inspirację dla osób, którzy marzą o podróżach, ale powstrzymuje ich mało zasobny portfel. 

              Z drugiej strony autor sporo miejsca poświęca swoim powierzchownym analizom dotyczącym ludzi i o niektórych wyraża się po prostu w sposób obraźliwy. Jest różnica pomiędzy wolnością słowa i poglądów, a zwyczajnym brakiem kultury w kształtowaniu swojej wypowiedzi. Rozumiem, że niektórzy próbują się wypromować poprzez wypowiadanie (chyba) swoich poglądów w kontrowersyjny sposób, aby ich produkt (książka) lepiej się sprzedał(a), jednak czy to jest pozytywny trend? Na pewno nie.  
Ocena
4/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


                                                                                      Anna Mackiewicz
               

Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz