"W ukryciu" - Lisa Gardner



Kiedy miałam siedem lat, ojciec wytłumaczył mi, że świat to tylko rządzący się pewnymi prawami system, nic więcej. Systemem jest też szkoła. I sąsiedztwo. (…) Rodzina to też system.
Nic więc dziwnego, że bohaterka thrillera „W ukryciu” amerykańskiej pisarki Lisy Gardner, Anabelle Granger, nie jest taka jak wszyscy. Jej dość dziwna przeszłość rzutuje na teraźniejszość – dawniej, gdy była dzieckiem, jej rodzina wciąż zmieniała miejsce zamieszkania, a ojciec karmił ją naukami rodem z najsurowszych szkół wojskowych, choć wojskowym zdecydowanie nie był. Stała za tym przerażająca, niewyjaśniona do końca historia. Nawet teraz, choć jest już dorosłą kobietą, wciąż zachowuje środki ostrożności, ogląda się przez ramię i rygluje drzwi na co najmniej cztery zamki. Nie wiedzie zwykłego życia – choć ma pracę, stara się nie rzucać w oczy. Rzadko chodzi na zakupy, korzystając z usług od lat tego samego kuriera. Co najdziwniejsze, ani my, ani ona sama nie jesteśmy w stanie powiedzieć: czego właściwie się obawia?

Obecnie, po wielu latach, gdy w ruinach dawnego szpitala psychiatrycznego zostają odnalezione zmumifikowane zwłoki sześciu małych dziewczynek, a wraz z nimi dawny naszyjnik Anabelle, który podarowała swojej siedmioletniej wówczas przyjaciółce, okazuje się, że to nie koniec historii, zaś Anabelle faktycznie grozi niebezpieczeństwo… Nie ma jednak nikogo, kto byłby w stanie wytłumaczyć jej, jaki ma związek z popełnionymi zbrodniami i… kim tak naprawdę jest.
To idealne zadanie dla dobrego detektywa godnego thrillerów. Kto przed laty dopuścił się tak potwornych morderstw? Czy wciąż jest na wolności? Śledztwo rusza pełną parą, a my poznajemy parę – Bobby’ego Godge oraz sierżant bostońskiej policji, D.D. Warren, którzy z determinacją godną pozazdroszczenia poświęcają się śledztwu. Nie bez powodu użyłam tutaj określenia „para”, bowiem autorka wykorzystała znany od wieków trik – dwójka śledczych stanowiła niegdyś parę, zaś obecnie pozostaje na stopie przyjacielskiej. Jak to w takich sytuacjach bywa, związek nie przetrwał, ale niedopowiedzenia pozostały, czego wiele razy jesteśmy świadkami. I choć ten nieco "melodramatyczny" wątek odwraca choć na chwilę uwagę od śledztwa, sama nie wiem, czy był dobrym pomysłem...
O ile Bobby to szlachetny facet, który według D.D. najwidoczniej ma się za Supermana, co to każdą skrzywdzoną niewiastę musi ratować, o tyle sama pani sierżant nie wzbudza we mnie zbyt pozytywnych emocji. Nie mam tu na myśli relacji „dobry glina – zły glina”, lecz samą osobowość D.D. Jest zimna jak lód na Alasce, i choć z pewnością poświęca się śledztwu w należyty sposób, według mnie nie daje się lubić. Zazdrość o detektywa wyziera z niej na kilometr, choć nie przyznałaby się do tego nawet na torturach. Ale może i dobrze, że nie wszyscy bohaterowie są jednakowi. Dzięki temu jest bardziej wiarygodnie, a potyczki słowne czy kłótnie dawnych kochanków są małą przerwą w dochodzeniu do prawdy, choćby i nieudolną.


O wiarygodności całej historii pewnie nie można by powiedzieć, ale nad opowieściami o szpitalu psychiatrycznym chyba każdy się pochyli. Już sama nazwa „szpital psychiatryczny” sprawia, że ciarki przechodzą po plecach, a co tu mowa dopisać do tego miejsca taką historię!
Historii o mieszkańcach szpitala pojawia się zaskakująco dużo. Opowieści o tym, jak funkcjonuje ten konkretny szpital i jakie rzeczy się tam dzieją to część całej historii, aczkolwiek jeśli ktoś dotrze do finału i zaczyta się w podziękowaniach, sam się przekona, że nie jest to tak do końca fikcja literacka. Motyw szpitala i jego mieszkańców jest chyba w thrillerze najciekawszą częścią.
Siedział tam golusieńki i smarował ściany i samego siebie własnymi odchodami. Widać jedynie było białe gałki oczne niebezpiecznie świecące na tle zabrudzonego ciała. Pewnego dnia, kiedy się nim zajmowałem, wskoczył mi na plecy i prawie mnie udusił, zanim inny sanitariusz go odciągnął.
Jeśli jeszcze nie macie dość, sięgnijcie dalej. Starszy pracownik szpitala, Charlie, ma bowiem jeszcze mnóstwo takich historii w zanadrzu, ale też rzuca inne światło na miejsce, które w przeciętnym człowieku  wywołuje strach. Charlie widzi szpital jako miejsce, które może wyleczyć i nadać sens życiu. Czy opowieści okażą się pomocne i naprowadzą śledczych na jakiś trop, tego zdradzać nie zamierzam, ale jak zapewne się domyślacie, finał będzie zaskakujący.
No i niestety, dłużej się nie da odwlekać tego momentu – trzeba poruszyć motyw finału. Dlaczego „niestety”?... Ja wiem że element zaskoczenia, że szok malujący się na twarzy, że dobrze jest „znać” mordercę, wiedzieć, że pojawia się na łamach powieści. Ale dlaczego, na litość boską, tworzyć aż takie zawiłe pętle? To prawda, finał zaskoczył, ale sprawiał również wrażenie naciąganego, byle w myśl zasady: „Ha! Zaskoczyłem Cię, Czytelniku!”. Może i tak, ale niestety niezupełnie pozytywnie.

Na osłodę jednak dodam, że mimo tak „zaskakującego” zakończenia całość jako powieść podoba mi się. Największym atutem z pewnością jest motyw szpitala psychiatrycznego oraz tajemnicza przeszłość Anabelle, którą jako Czytelnik próbowałam wyjaśnić równolegle ze śledczymi; jest też dość oczywisty wątek miłosny. Niezbyt rozbudowany co prawda, ale w końcu to nie romans, tylko thriller. Sielanki i spijanie sobie z dzióbków zostawmy na później, gdy już dowiemy się, kto zabił te sześć niewinnych dziewczynek, co nim kierowało, i czego tak naprawdę chciał od Anabelle.
Ocena: 7/10


Izabela Jurkiewicz


Udostępnij w Google Plus

About izabelajurkiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Ten wątek szpitala psychiatrycznego bardzo intryguje, zresztą cała fabuła wydaje się być ciekawa. Lubię takie klimaty, dlatego na pewno sięgnę po tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń