„Bardzo Brzydki Dziennik” - Iga Chmielewska


Kiedyś już wspominałam tutaj na blogu, że uwielbiam wszelkiej maści kalendarze, planery, notesy, czy organizery i ciągle ich używam. Zawsze nie mogę doczekać się końcówki roku, bo wtedy następuje istny wysyp wydawniczych propozycji, a ja czuję się wtedy nie tylko oszołomiona wyborem, ale też maksymalnie zmotywowana i nakręcona, aby znaleźć ten jeden, jedyny, wyjątkowy na nadchodzący wielkimi krokami nowy rok. Tak też jest obecnie, wciąż jestem na etapie poszukiwań ideału, niemniej jednak trafiłam na bardzo ciekawy dziennik, który z marszu postanowiłam zacząć wypełniać i już wprowadziłam go w życie.

Przed Wami prezentuję „Bardzo Brzydki Dziennik” autorstwa Igi Chmielewskiej. No tak, na bycie bardzo brzydkim dziennikiem to ma on zaiste spore zadatki. Po pierwsze – i najważniejsze - jest cały biały. Litości, ja aż boję się sobie go wyobrażać za parę miesięcy po przebojach w mojej torebce, ale niech stracę, chętnie zobaczę, czy zacznie straszyć. Miałam w tym roku białego Bullet Book’a i nie wygląda jeszcze tragicznie (spoiler alert: 2018 za kilka dni się kończy – tak, wiem, szok, jak ten czas leci), więc szanse na jako-taką prezencję mój nowy nabytek ma. Co jeszcze może sprawić, że tytuł dziennika stanie się proroczy? Otóż, jak zaczniemy go traktować zbyt kreatywnie i całkiem niepoważnie, na wesoło i zdecydowanie po swojemu, to może nabrać bardzo brzydkiego charakteru – ale czy to jest wada? Zdecydowanie nie. 

Jak możemy się domyślić, tytuł jest tylko żartem, wyzwaniem i wytchnieniem. Dziennik nie musi być idealny, nie musi zachwycać perfekcją znaną z wielu ig, nie musi stać się szczytem kreacji, ma być nasz i ma prawo wyglądać tak okropnie i brzydko, jak sobie tylko zechcemy i w sumie nikt nie da rady się przyczepić, bo to w końcu „Bardzo Brzydki Dziennik”, czyż nie? Nie oznacza to, że jest i będzie brzydki, ot, taka przewrotność – bez spiny.

Co znajdziemy w środku?
Na każdej stronie mamy miejsce na notatki dla trzech kolejnych dni, zaś weekendy są ujęte w miejscu jak na jeden dzień. Każdy miesiąc rozpoczyna się od dość życiowej ilustracji, aż proszącej się o pokolorowanie, rozpisu całego miesiąca i kalendarza na dwie strony, listu od autorki, jakiegoś tematycznego zadania, dwie strony na cele miesiąca, wydarzenia, wydatki oraz notatki, i wreszcie właściwego dziennika z datami. Nie znajdziemy tu żadnych świąt, imienin, czy innych zwykłych/niezwykłych wydarzeń. Czyni to ten dziennik wyjątkowym dla osób, które być może wcale nie obchodzą takich uroczystości, są niewierzące, albo ich święta wypadają w zupełnie innych terminach – jest uniwersalny, taki dla każdego.

Co mi się nie podoba?
Zdecydowanie niemałe zamieszanie miałam przy uzupełnianiu urodzin i imienin mojej rodziny oraz przyjaciół. W pewnym momencie przechodząc do kolejnego miesiąca nie mogłam znaleźć 1,2 i 3 lutego! Byłam wprost wściekła, bo zdążyłam wypełnić cały kalendarz w całościowym ujęciu, a dopiero rozpiska dzienna pokazała mi taki „kwiatek”. Wertowałam z niedowierzaniem po innych miesiącach i sytuacje się powtarzały, nie mogłam w to uwierzyć… ale gdy przyjrzałam się uważniej, to brakujące dni znajdowały się akurat na końcu poprzedniego miesiąca. Ulżyło mi, bo wszystko ostatecznie się odnalazło, jednakże przeszkadza mi to i nie przemawia do mnie prawdopodobna chęć oszczędzenia kilku stron. Luty chcę mieć cały w sekcji Lutego, a nie jeszcze w Styczniu. Trudno, dam z tym radę żyć.

Co mi się podoba?
Niemalże wszystko, nie każde zadanie miesiąca trafia w me serducho, ale myślę, że większość osób ucieszy i chętnie wypiszą np. swoją wakacyjną playlistę, ja takich rzeczy nie mam, ale kto wie, może gdy przyjdzie pora, to coś tam uzupełnię. Kalendarz jest poręczny, przejrzysty, zabawny, zachęcający do kolorowania, notowania, posiada wystarczającą ilość miejsca do planowania każdego dnia, ale też bez przesady, nie przytłacza stertą mów i wskazówek motywacyjnych, nie „woła” do nas każdego dnia i nie zawraca głowy, ogólnie „daje żyć”. Dla mnie jest akceptowalnie lekki, aby nosić na co dzień w torebce, już sporo w nim dat mam zapisanych (ech, te wizyty lekarskie) i czuję, że większość spraw jest pod kontrolą i na miejscu, co właściwie dla mnie najważniejsze. Nie jest to mój ideał, nie do końca skradł me serce i szukam zdecydowanie dalej, ale jestem zadowolona i zostaje u mnie w użyciu na 2019 rok.

Ocena 7/10

Za możliwość zapoznania się dziękuję Wydawnictwu Znak

Ula Wasilewska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz