"Drzewo anioła" - Lucinda Riley

Całe nasze życie składa się z wyborów, których nieustannie dokonujemy. Najczęściej są one błahe, dotyczą choćby tego, czy na śniadanie zjeść bułkę, czy może dla odmiany kupić chleb. To, co zdecydujemy się danego dnia zjeść, nie wpłynie raczej na nasze dalsze życie, ale zgodzicie się ze mną, że są decyzje, których skutki odczuwa się już zawsze, a konsekwencje błędnych wyborów ponoszą nawet kolejne pokolenia...  Lucinda Riley jest jedną z moich ulubionych autorek, to pisarka, po której książkę zawsze sięgam w ciemno, bo wiem, że mnie nie zawiedzie. Trudno jednoznacznie określić gatunek, w jakim pisze Riley, jej książki są wielowątkowe, często mroczne i zawsze tajemnicze. "Drzewo anioła" to połączenie romansu, momentami thrillera i kryminału. Jest to książka, którą napisano ze specjalną starannością i niezaprzeczalnie z sensem!

Greta w chwili, gdy ją poznajemy, jest już starszą, zadbaną i atrakcyjną kobietą. Choć na zewnątrz wygląda w porządku, w środku jest niemal martwa, pusta. Greta od czasu wypadku, w którym ucierpiała dwadzieścia lat temu, nie pamięta swojej przeszłości, nie pamięta swojej córki, nie pamięta kim wcześniej była i jak potoczyło się jej życie. Przez te dwadzieścia lat nie zrobiła żadnego postępu, śnią jej się czasem różne rzeczy, które sprawiają, że zastanawia się, czy to wspomnienia, czy zwykłe koszmary, ale nic poza tym. Wieloletni i oddany przyjaciel David zaprasza kobietę do swojej posiadłości w Marchmont Hall, licząc, że to miejsce, które odegrało w życiu Grety znaczną rolę, pobudzi jej mózg do wspomnień. Mężczyzna się nie myli, pozytywnie zaskoczony tym, że kobieta zgodziła się spędzić Boże Narodzenie w walijskiej posiadłości, ma nadzieję na cud i tak się składa, że cud nastąpił. Dzięki wracającej stopniowo pamięci Grety wracamy do lat jej młodości, do momentu, w którym miała osiemnaście lat i zarabiała na swoje utrzymanie nie w taki sposób, o jakim marzyła...

Potem stało się coś strasznego.
Podeszła do lustra, żeby się uczesać, i nie zobaczyła swojego odbicia.
Była niewidzialna. 
Stłumiła szloch, wybiegła z mieszkania i ruszyła prosto do gabinetu,
nie mając odwagi patrzeć w witryny sklepowe, które po drodze mijała.

Życie Grety jest znacznie ciekawsze i bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Wracające wspomnienia raz jeszcze ranią kobietę i na nowo łamią jej serce. David w życiu naszej głównej bohaterki jest od samego początku, oddany przyjaciel, który zawsze pragnął czegoś więcej, ale brał tyle, ile ona mogła mu dać. Mężczyzna dobrze wychowany i pomocny bez względu na wszystko, człowiek, który w życiu odniósł sukces, a mimo to ani krzty się nie zmienił. Jego życie jednak także nie potoczyło się tak, jakby tego chciał. Zawsze obecny przy Grecie i czekający na każde jej zawołanie zamknął swoje serce na długie lata... Laura-Jane matka Davida wierzyła, że jej jedyne dziecko będzie szczęśliwe, nie pragnęła niczego więcej, ale kiedy pierwszy raz zobaczyła Gretę, czuła niepokój... Coś podpowiadało kobiecie, że ta piękna, młoda dziewczyna wprowadzi do jej rodziny zamęt i ból... Ważną rolę w powieści odgrywa również Chesca - córka naszej głównej bohaterki, a także wnuczka Grety - Ava. Tak naprawdę ważnych bohaterów jest tu wielu, ale nie chciałabym o wszystkich Wam opowiadać, obawiam się, że mogłabym w ten sposób zdradzić zbyt dużo.

Autorka porusza tu ważne problemy, z którymi boryka się większość z nas. Odrzucenie, choroba psychiczna, alkoholizm, silna potrzeba sławy i bogactwa... Grunt to w porę problem dostrzec, niestety często jesteśmy zbyt zabiegani i skupieni na innych sprawach, by zauważyć, że ktoś potrzebuje pomocy...


Bohaterowie są jak zawsze świetnie wykreowani, nie brak im niczego, niczego nie trzeba też dodawać. Dialogi wciągające bez reszty, napisane tak, by wnieść coś wartościowego do powieści i jednocześnie zainteresować jeszcze bardziej czytelnika. Ta książka liczy przeszło pięćset stron, połknęłam ją błyskawicznie i z bólem odkładałam choćby na moment. Historia pochłonęła mnie od pierwszych stron, a niejednokrotnie wybory dokonywane przez Gretę przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Puls przyspieszał mi i zwalniał zależnie od rozwoju akcji, a ta z kolei pędzi i nie zatrzymuje się nawet na sekundę. Niespodzianek jest tu bez liku, kiedy wydawało mi się, że coś już wiem, okazywało się wówczas, że nie wiem nic. Nie potrafię zrozumieć, jak potężny umysł trzeba mieć, by stworzyć TAKĄ historię, mistrzynią tej kategorii jest dla mnie także Kate Morton, której jak już się domyślacie, także jestem wielką fanką. Można przeczytać tysiące ciekawych erotyków, powieści obyczajowych, czy kryminałów, ale kiedy trafia się na taką powieść jak ta, wtedy dopiero docenia się umiejętności, które posiada doskonały pisarz. Wtedy dopiero człowiek wie, co znaczy "książka inna niż reszta" i niespodziewane zakończenie.

- Och, Taffy - powiedziała, przywołując nagle jego sceniczny pseudonim.
- Gdybym, tylko dostrzegła to w porę... Jakże inaczej wszystko mogłoby się potoczyć.

Chłodny, zimowy wieczór pod kocem z herbatą w dłoni, przy aromacie zapachowych świec będzie jeszcze bardziej idealny tylko z dobrą lekturą. Z ręką na sercu polecam Wam na tę okoliczność właśnie "Drzewo anioła" powieść, od której się nie oderwiecie. Mimo że skończyłam ją już kilka dni temu, nadal nie przestaję analizować i rozmyślać, wprost nie mogę uwolnić się od bohaterów i licznych tragedii, które ich spotkały. Życie jest krótkie, złośliwe i z całą pewnością nie jest sprawiedliwe. Zanim podejmiemy jakąkolwiek ważną decyzję, zastanówmy się, jakie mogą być jej konsekwencje...

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros




Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: