„Dziecię Bestii” - Renji Asai, Mamoru Osoda


Po „Dziecię Bestii” sięgnęłam z ogromna nadzieją, że będzie to kawał dobrej mangi. Nie robiłam żadnego wywiadu środowiskowego, ot, zawierzyłam okładkowemu opisowi i świetnej ilustracji. Bardzo zaintrygowała mnie ta historia i uznałam, że po prostu musi być dobra. Moi drodzy czytelnicy, jeśli lubicie mangi, to szczerze zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Nadaje się doskonale spokojnie już od 8 lat (pierwszy tom, nie wiem jeszcze jak pozostałe, ale myślę, że nie będzie tu drastycznych przeskoków w treści) i będzie super rozrywką dla starych wyjadaczy. Nie jest to manga o zawiłej fabule, szalonych zwrotach akcji i fundamentalnym, głębokim przesłaniu, ale daje przyjemnego kopa, zagrzewa do działania i wywołuje uśmiech. Po prostu czytanie staje się przyjemnością.

Cała historia została napisana przez Mamoru Osoda, zaś za ilustracje odpowiada Renji Asai, która z powierzonego jej zadania wywiązała się wprost znakomicie. Klimat jest świetny, doskonale nadaje się do czytania dla młodych dusz, ale wciągnie również starsze pokolenia, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Sporą ciekawostką dla czytelników może być fakt, iż manga ta zadebiutowała równocześnie z filmem w kinach o tym samym tytule. Renji Asai rysowała tę mangę bazując na otrzymywanych materiałach i nie widziała jeszcze produkcji przed ukończeniem pierwszego tomu „Dziecię Bestii”. Przyznam, że po zapoznaniu się z mangą bardzo chciałabym ujrzeć jej ekranizację.

Na początku historii dowiadujemy się o tajemniczym mieście Juutengai, które zamieszkuje ok. stu tysięcy… bestii, po czym przenosimy się do zwykłego Shibuya, gdzie poznajemy pewnego samotnego chłopca. Ren, bo tak mu na imię, znajduje się w krytycznej sytuacji. Właśnie stracił ukochaną mamę w wypadku, a ojca już od dawna nie widział. Jego rodzina chciała się nim zaopiekować, jednak on postanowił poradzić sobie sam. W jego sercu urosła ogromna nienawiść do wszystkich wokół, dodatkowo potęgowana przez każdy obraz szczęśliwej rodziny. Jego samotność przyciągnęła do niego niezwykłe istoty. Pierwszą była bardzo malutka, sympatyczna futrzana kuleczka, drugą tajemnicza, groźna bestia.

Ren po szokującym zetknięciu z bestią, zaraz spotyka strażników, którzy zaczęli się nim bardziej interesować, więc chłopiec kolejny raz ucieka i w głębi duszy chyba podjął wezwanie napotkanej bestii, bo wylądował w niesamowitym Juutengai. To zaledwie początek, a chłopiec zostaje wplątany w sam środek największych wydarzeń obcego mu świata i dzięki wewnętrznemu hartu ducha, zawziętości i czystemu przypadkowi podejmuje się zadania, jakie zsyła mu los. Upatruje w tym swą szansę, aby stać się niezwykle silnym, zaś dla bestii zwanej Kumatetsu jest jedyną nadzieją, aby móc zostać arcymistrzem. Jak dalej potoczą się ich losy? Czy będą w stanie współpracować? Zdradzę Wam, że nie będzie wcale lekko, gdyż obaj mają gorące, zawzięte charaktery, co prowadzi do mnóstwa śmiesznych, niemożliwych scen, które pokochałam całym sercem. Z takimi bohaterami można naprawdę się identyfikować, gdyż są bardzo ludzcy, a ich niezwykła siła bierze się z tego, że nigdy, przenigdy się nie poddają.

Świetna manga, już dawno nie miałam okazji czytać czegoś tak wciągającego, dynamicznego, w sumie trochę schematycznego, ale w takim pozytywnym sensie, bo dostajemy tu wszystko co najlepsze. Bardzo dobrze się bawiłam czytając i niezwykle ubolewam, że zostały w sumie wydane tylko cztery tomy i jest to już koniec całej serii. Kiedy historia jest taka ciekawa, aż prosi się o przynajmniej dziesięć części. Kto wie, może doczekam się jakichś kontynuacji?

Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Waneko



Ula Wasilewska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz