Koniec świata już tu jest

Już od starożytności ludzkość snuła domysły, jak może się skończyć epoka panowania człowieka na ziemi. W miarę upływu czasu i rozwoju nauki, zmieniały się też i te wizje. Z jednej strony ludzie zaczynali rozumieć, że podczas burzy niebo nie spadnie im na głowy, a uderzające w grunt pioruny to wcale nie jest gniew bogów. Z drugiej jednak to właśnie dzięki technologii stworzyliśmy nowe zagrożenia, które mogą doprowadzić do naszego upadku. 

Współcześnie w literaturze dominuje atomowa wizja końca świata. Świadczy o tym, chociażby, cały czas bardzo popularna seria uniwersum METRO, zapoczątkowana przez Dimitra Gluchowskiego książką pt. „Metro 2033”. Świat wypalony przez wojnę nuklearną, skupiska ludzi żyjących w tunelach metra, obecne wszędzie mutanty i choroby popromienne. I jest to przecież wizja optymistyczna, bo przecież Nevile Shute w „Ostatnim brzegu” z 1957 roku pokazał, że w wyniku takiej samej wojny wyginęło wszelkie życie na ziemi. Mistrz Grozy, Stephen King, w swoim „Bastionie” zademonstrował z kolei co mogłoby się stać, gdyby wyhodowany przez naukowców superwirus wydostałby się poza laboratorium. Te wszystkie wizje są dla nas przerażające, ale dlaczego nikt nie zastanowił się, że koniec świata tak naprawdę już się rozpoczął?

 

Czytając książki postapokaliptyczne i futurystyczne często zastanawiałam się, co by było gdyby. I w ten oto sposób, dzięki koledze z pracy, trafiłam na książki Paolo Bacigalupiego. Autor nie jest zbyt popularny w Polsce, chociażby dlatego nie wszystkie jego utwory zostały przetłumaczone na język polski. Zaliczany jest do nurtu fantastyki ekologicznej i chyba dlatego jego wizja przemawia do mnie najbardziej. W swoim zbiorze opowiadań „Nakręcana dziewczyna. Pomba numer sześć” poruszył po raz pierwszy tematy, które dzisiaj są jak najbardziej aktualne. Zanieczyszczenie środowiska, globalne ocieplenie, problemy z dostępem do wody, pogłębiające się dysproporcje pomiędzy bogatymi konsorcjami i biednym pospólstwem. Bacigalupi we wszystkich swoich książkach („Złomiarz” wyd. Mag 2013, „Zatopione miasta” wyd. Literackie 2012, „Wodny nóż” wyd. Mag 2015) zwraca uwagę na problem przedsiębiorstw zajmujących się produkcją żywności na świecie. Firmy te posiadają wyłączne prawa do sprzedaży nasion, np. ryżu, które jak najchętniej sprzedają każdemu, kto za nie zapłaci. Ale przecież co w tym złego? Tak działa światowa gospodarka. Problem stanowi jednak fakt, że rośliny te są tylko i wyłącznie jedno-sezonowe i nie rozmnażają się. Kraje zmagają się z problemem głodu, gdyż nie zawsze stać je na zakup odpowiedniej ilości zapasów. Nie ma możliwości wyhodowania innych zbóż, czy psiankowatych, gdyż z powodu zmian klimatycznych po prostu wyginęły. Czasami owe konsorcja posiadają materiał genetyczny tych roślin, co umożliwia wprowadzenie ich do czasowej dystrybucji. Lecz znowu, jedno-sezonowo i za ogromne pieniądze. Brzmi groźnie, prawda? Tylko, że to już się faktycznie dzieje. Modyfikacje genetyczne są przecież na porządku dziennym, a wyłączenie funkcji rozrodczej nie stanowi problemu. Woda na młyn dla miłośników teorii spiskowych.  


Kolejną samospełniającą się przepowiednią autora jest zanieczyszczenie środowiska. Człowiek znajdujący się na szczycie łańcucha pokarmowego z założenia przyjmuje największą dawkę toksyn, co powoduje upośledzenia nowo narodzonych dzieci. Opowiadanie „Maleńkie ofiary” przedstawia dwie możliwości oczyszczenia organizmu kobiety, by mogła powić zdrowego potomka. Obie są bardzo bolesne i drastyczne. Czy i to już się nie dzieje? Zwiększenie zachorowań w życiu płodowym, coraz bardziej powszechne choroby u dzieci, w tym nowotwory i upośledzenia, których wcześniej nie było, ale także coraz większy problem bezpłodności. Niewątpliwie jest to negatywny skutek ewolucji, ale żeby ewolucja miała miejsce, musi mieć ku temu bodźce. W naszym przypadku najczęściej jest to zanieczyszczenie środowiska. Plastiki, metale ciężkie, trujące odpady produkcyjne – to wszystko pozostawia w nas swój ślad. 



Globalne ocieplenie i problem z dostępem do słodkiej wody to kolejne wyzwania, które według autora stanowią poważne zagrożenie dla ludzkości. Wiadomym jest, że krajach zwrotnikowych, gdzie opady deszczu są rzadkie, słońce jest największym wrogiem życia. Według Paolo Bacigalupiego docelowo problem będzie dotykał całego świata. Unaocznia to w nowelce „Łowca tamaryszków” i powieści „Wodny nóż”.  I znów mamy do czynienia z bogatymi firmami, które kontrolują niezbędne do życia surowce, w tym przypadku wodę pitną. Jej braki są tak bardzo uciążliwe, że przedsiębiorstwa zwalczają wszelką roślinność wokół zbiorników. Zadanie to ma na celu wyeliminowanie dodatkowych ucieczek wody z kontrolowanego obiegu. Wszystko po to, by zmaksymalizować swoje zyski. Nie patrzą przy tym na życie niewinnych ludzi.




Trudne warunki do życia, pogłębiająca się zapaść gospodarcza krajów i monopolizacja rynków prowadzi do zmian w życiu społecznym i dewaluacji wyznawanych wartości. Jednym z takich przykładów jest wykorzystywanie dzieci do najcięższych pracy, bez względu na zagrożenie na nie czyhające. Te dylematy poruszane są w książkach „Złomiarz” oraz „Zatopione miasta”. Pierwsza z nich ukazuje zmuszanie od najmłodszych lat do pracy fizycznej na wyrzuconych na brzeg wraków tankowców, wchodzenie do środka poprzez kanały wentylacyjne i wycinaniu z ich cielsk wszystkiego, co może się przydać w zniszczonym przez katastrofy naturalne świecie.  Im starsze dziecko, tym mniej przydatne, gdyż dorastając nie może zmieścić się w wąskich przejściach. Nastolatkowie muszą sobie radzić w życiu za pomocą brutalnej siły. Jest to temat drugiej z wcześniej wymienionych książek, „Zatopione miasta”. W zniszczonych przez kataklizmy miastach Ameryki żyją ludzie. Żeby jednak przetrwać w trudnych warunkach społeczności mają swoje bojówki lub nawet całe armie. W ich skład najczęściej wchodzą dzieci, które w tym wieku uczą się mordować i torturować. Niestety z czymś takim mamy już do czynienia od wielu lat. W Afryce już ponad sto dwadzieścia tysięcy dzieci w wieku poniżej osiemnastego roku życia jest wykorzystywanych w szeroko pojętych armiach i bojówkach. 


   
Za każdym razem, gdy czytam książki i opowiadania Paolo Bacigalupiego, odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z opisem bliskiej przyszłości. Autor przyciąga mnie swoją umiejętnością analizowania rzeczywistości oraz opisywania wyciągniętych wniosków. Chociaż wizje snute przez Bacigalupiego nie napawają radością, to są dużo bardziej optymistyczne niż perspektywa wojny nuklearnej. Nie chcę zgadywać, w jaki sposób zostanie zakończone panowanie ludzkości na ziemi, ale mam cichą nadzieję, że odbędzie się to w sposób zapowiadany przez autora. Według niego będziemy mieli szansę przetrwać jako gatunek. Pamiętajmy jednak, że jego wizja już się spełnia. Jeszcze mamy czas, by nie dopuścić do najgorszego. 


Udostępnij w Google Plus

About Anna B

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz