"Martwa cisza" - Will Dean


Dlaczego świetne kryminały i przerażające thrillery wychodzą spod pióra skandynawskich pisarzy? Bo Skandynawowie mają świetne warunki do pisania mrocznych, krwawych opowieści. Warunki geograficzne i pogodowe. Will Dean jest, co prawda Anglikiem, ale mieszka w szwedzkiej wsi, na leśnej polanie wśród łosi. W „Martwej ciszy” doskonale można wyczuć, że autor opisuje sceny z perspektywy doświadczenia, a nie postronnej obserwacji.
„W lesie wielkości angielskiego hrabstwa, rozleglejszym niż Nowy Jork, o powierzchni pieprzonego morza śródlądowego. Utgrad ma trzydzieści kilometrów długości i dwadzieścia osiem szerokości”
Kolejna książka z pierwszoosobową narracją. Nie zawsze jest to dobry pomysł. Kiedy główny bohater opisuje swoją historię, dystansuje nas od niej, zatrzymuje nas w zaciszu naszego domu, w ciepłym fotelu i jedynie słuchamy opowieści. Jeśli narracja jest trzecioosobowa, dajemy się wprowadzić w świat książkowy, opuszczamy domowe pielesze i stajemy się dowolną postacią z książki albo pozostajemy sobą, ale w każdym przypadku stajemy się uczestnikami wydarzeń.
W tej książce jednak wszystko jest inaczej i ta reguła nie ma zastosowania. Mimo że narratorem jest główna bohaterka i tak wdzieramy się do jej małego świata i razem z nią podążamy w głąb ogromnego szwedzkiego lasu. Nie może tam przecież iść całkiem sama i skoro już zaprosiła nas, rozpoczynając historię, a my daliśmy się wciągnąć, otwierając okładkę, wkraczamy do Utgardu z miękkimi kolanami i kłębkiem czerwonej włóczki w ręku.

W środku ogromnego i nieprzystępnego szwedzkiego lasu zostaje znalezione bezokie ciało mężczyzny. Wszyscy chcieliby wierzyć, że to wypadek na polowaniu, tragiczna pomyłka myśliwego, i gdyby nie wyłupione oczy sprawę można by szybko zamknąć. Kto znajdzie sprawcę pośród sześciuset kilometrów kwadratowych gęstego lasu, w sezonie polowań na łosie. Policja z małego miasteczka Gavrik, w liczbie dwóch funkcjonariuszy postępuje zgodnie z procedurami z nadzieją szybkiego zamknięcia sprawy. Niestety zostaje odnalezione drugie ciało. Również bez oczu. Dwadzieścia lat wcześniej w tym samym lesie znaleziono trzy bezokie ciała. Na miasteczko i rozsiane odludne wioski pada strach, że oto powrócił Meduza, domniemany sprawca tych wszystkich morderstw.
„W okolicy grasuje zabójca – a może dwóch – ale mieszkańcy nadal się strzygą, oddają wędki do naprawy i segregują śmieci”
Równoległe śledztwo rozpoczyna młoda dziennikarka lokalnej gazety Tuva Moodyson. Jest pod podwójną presją, chce odkryć prawdę i musi napisać bardzo dobry artykuł na ten temat, jeśli ma się wyrwać z tej zapadłej mieściny i mieć szansę na pracę w „prawdziwej” gazecie w wielkim mieście. Jednocześnie wszyscy, z którymi rozmawia, naciskają, by jako jedyna z dziennikarzy uchwyciła lokalny kontekst zabójstw, opisała ich wpływ na społeczność.
„Mam zadanie – odkryć, co właściwie się dzieje, pomóc to powstrzymać i opisać całą sprawę”
Tuva zmaga się też z własnymi demonami, jest głucha i w związku z tym wciąż spotyka się z odmiennym traktowaniem, mimo że świetnie radzi sobie w życiu, a jej niepełnosprawność jest właściwie niedostrzegalna. Ciągle nie potrafi pogodzić się ze śmiercią ojca i nieuchronnie zbliżającą się śmiercią matki. Z jednej strony strach przed zagubieniem się w lesie, z drugiej nieodparta pokusa odkrycia prawdy w obliczu nieudolności policji, popycha ją do prowadzenia dziennikarskiego śledztwa z narażeniem życia.

Mieszkańcy Mossen, naliczyłam pięć domów, to bardzo dziwne indywidua, każdy ma swoje tajemnice, osobliwe upodobania i grzeszki. Atmosfera jest mroczna, gęsta i duszna, a przecież rzecz dzieje się na otwartej przestrzeni, ale las, który powinien być schronieniem, tutaj staje się niebezpieczny.
Wielkim plusem tej książki są sceny pisane tak realistycznie, że wydaje nam się, że czujemy oddech łosia na plecach, a sosny tworzą tak zwartą kopułę nad nami, która niemal zamyka dopływ tlenu.

Dostrzegam w tej książce ogromny potencjał, są drobne niedociągnięcia, urwane wątki, które bardzo proszą się o zamknięcie, ale jako że jest to debiut, przymykam na to oko, bo „Martwa cisza” to początek obiecujący ciekawą serię.
Tuva jest wyrazistą bohaterką z charakterem i własnym zdaniem.
Nie ma tutaj wiele krwawych opisów, nagłych zwrotów akcji, dowcipnych dialogów, za to napięcie utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie, lawirujemy między podejrzanymi i co chwila czytamy sceny, które mogą przyprawić o zawał. Polecam.

Ocena : 7,5 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.


Magdalena SzL



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Kupiłam tę książkę mojemu narzeczonemu więc pewnie kiedyś ją sobie od niego pożyczę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. zaciekawiła mnie ta książka zarówno okładką jak i opisem fabuły.
    Lubię książki trzymające w napięciu wiec z chęcią sięgnę i po "Martwą ciszę" :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mrocznie, jest napięcie, jest naprawdę dobrze. :)

      Usuń