"Nieznane przygody Mikołajka" - Goscinny & Sempé


„Nie powinienem wykorzystywać przerwy, żeby zachowywać się jak dzikus”

W przyszłym roku Mikołajek kończy 60 lat. Niesłychane, prawda? Dość zaskakująca informacja, każdy, kto przeczyta to zdanie, zapewne najpierw sprawdzi jej rzetelność. Przecież to absurd, przecież to nadal jest Le petit Nicolas, on posiada cudowną zdolność, nie starzeje się w ogóle.

Nowe wydanie „Nieznanych przygód Mikołajka” jest dla mnie wyjątkowe. Bardzo eleganckie, niczym kolekcjonerskie. Twarda oprawa w kolorze ciemnego turkusu i uśmiechnięty, zamyślony Mikołajek, który myśli o tym, co by tu jeszcze zmalować. Dość grube kartki kredowego papieru nie dadzą się tak łatwo porwać młodszym czytelnikom, a starszym przypomną o wadze, jaką mają wszystkie zalety literatury. Niezmiennie odnajdujemy w środku rysunki Sempégo, na których Mikołajek i reszta chłopaków żywo biegają, fikają koziołki i przeskakują ze strony na stronę.

Tom zawiera dziesięć opowiastek, w tym pierwszą o przygodach Mikołajka, taki jego akt urodzenia, zatytułowaną „Jajo wielkanocne”, od niej zaczęła się przygoda chłopca, którą rzesze dzieci i dorosłych, czytają już blisko sześć dekad. Pierwszy raz wydano je 30 lat po śmierci Goscinny’ego. Te niepublikowane wcześniej historie ujawniła jego córka, nawet Sempé nie wiedział o ich istnieniu. Ilustracje wykonał współcześnie, można powiedzieć, że chłopiec troszkę wydoroślał, nabrał kolorów, dla niektórych stał się Mikołajem, ale z jego twarzy nadal bije ten sam uśmiech mimo pół wieku na karku.

Nie ma możliwości, by nie uśmiechnąć się czytając te historie z życia małego Mikołajka. Taka zwyczajna codzienność, a jednak ten chłopiec opowiada to z takim zaangażowaniem, w pełni przejęty. Nagle okazuje się, że przecież te codzienne wydarzenia, które zdarzają się w każdym domu, są opisane w tak pięknie niecodzienny sposób, przestają być zwykłe, urastają do rangi arcyważnych spraw wagi państwowej. A nawet światowej, wszak Mikołajek dotarł chyba na krańce świata.
„Bardzo przepraszam, ale nie mogę uczestniczyć w waszym konkursie, bo mam problemy z kolegami i w domu. Więc samochód dajcie komu innemu”
Spotkałam się z krytycznymi uwagami na temat tego wydania — że papier gruby, że duża czcionka, że puste strony lub tylko z jednym rysunkiem. Nie zapominajmy jednak, że jest to książka dla dzieci. One czytają zupełnie inaczej niż my, dorośli. Jeśliby napisać o przygodach Mikołajka, mniejszymi literkami i bez rozdzielania poszczególnych opowiadań, dziecko, które sięgnęłoby po taką książkę, pewnie odłożyłoby ją natychmiast z powrotem, twierdząc, że za dużo czytania. A już pomysł by Mikołajek był bez rysunków albo zmniejszanie ich formatu czy ilości, uważam za niedopuszczalny. Tekst i rysunki są zintegrowane. Tak to już wymyślili twórcy i tak się zakorzeniło w świadomości czytelników. Opowiadania o tym niesfornym francuskim chłopcu są dziełem dwóch genialnych artystów. Goscinny napisał historię, dialogi, pomysły, a Sempé je zilustrował. We wstępie córka pisarza właśnie o tym mówi, kiedy prosi Sempégo o ilustracje do nowych historyjek. „Niby jest w nich to, co najważniejsze, ale brakuje najważniejszego". Tekst i rysunki są niczym dwie połówki jabłka. Książka jest pełna, dopiero gdy te elementy są razem.
To taka książka, z której się nie wyrasta, jest tak samo zabawna, kiedy czytamy ją pierwszy raz, jak i piętnasty po latach, gdy inaczej już patrzymy na świat.

Ta książka pomoże nam odkryć tę prawdę o nas samych, która uświadomi nam czy coś jeszcze w nas zostało z dziecka, czy jesteśmy już na wskroś poważni i tacy dorośli, że nie pozwolimy sobie na niesforne pomysły i niepohamowany śmiech. Czy będziemy współczuć tacie, który poślizgnął się na skórce od banana czy będziemy się z niego śmiać w głos?

Ja chyba nigdy nie wyrosnę z Mikołajka i nie poczuję się zbyt stara, by czytać o jego przygodach. Zachęcam, by zajrzeć do dziecięcego świata Mikołajka i jego przyjaciół, którzy chodzą do teatru, do nowego sklepu i na wizyty do znajomych rodziców, ale cyrk urządzają sami, no bo co w końcu, kurczę blade!

Ocena : 8 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.
Magdalena SzL












    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze: