"O Zeusie, innych bogach i ludziach" – Marek Tinschert


Mitologia grecka od zawsze była bliska memu sercu. Pisząc „od zawsze”, mam na myśli czas po przeczytaniu pierwszej części „Percy'ego Jacksona”, ale w tym przypadku jest to nieistotne, bo przecież liczy się sam fakt mojego umiłowania do tej specyficznej literatury. Pamiętam, że historia, która została w nim opisana, tak bardzo mnie urzekła, a szczególnie ta związana z bogami, że przez następne pół dnia, wertowałam klasyk klasyków tego gatunku, czyli Parandowskiego. Jeśli o mnie chodzi, był to naprawdę dobry początek do zagłębienia się w niezwykłą, czasami kompletnie nielogiczną, historię bogów greckich, a także w większości walecznych ich potomków – herosów. Zapewne już się domyślacie, jaka była moja reakcja, gdy ujrzałam książkę, którą dzisiaj będę recenzować. A mianowicie „O Zeusie, innych bogach i ludziach” Marka Tinscherta. Jesteście w stanie sobie wyobrazić waszą ulubioną serię ze wszystkimi nowelami uzupełniającymi zebraną w jedną książkę? No właśnie, ogarnęło mnie czyste uwielbienie.
Układ książki jest naprawdę dobrze przemyślany. Oczywiście nie mówię teraz o wymiarach estetycznych, gdyż posiadam wersję recenzencką, więc moje zarzuty względem tej książki byłyby kompletnie bezpodstawne. Dlatego bardziej chciałabym się skupić na samej treści oraz schemacie, według którego autor uporządkował tak zawiłe dzieje bogów z Półwyspu Bałkańskiego.

Zaczyna się on dość przewidywanie, bo od początków świata – jego stworzenia; wojny z tytanami, gigantami, czyli krótko mówiąc, od całego zamieszania z Kronosem i cudem ocalałym Zeusem, któremu wspaniałomyślna i altruistyczna Reja postanowiła ukrócić cierpienia w żołądku ojca. Jednakże ze wzrostem liczby przewróconych przeze mnie stron dzieje bóstw nie były już uporządkowane chronologicznie – jeśli w mitologii ten termin w ogóle istnieje. W poszczególnych rozdziałach owszem widać, że została zachowana pewna doza uporządkowania. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest ona trochę większa niż zastosowanie przeze mnie wcześniej określenie. Czytając, czułam się, jakbym skakała z jednego tematu na drugi, który nie miał nic wspólnego z pierwszym, zachowując przy tym głównego bohatera, którego dotykały wszelakie nieszczęścia – szczególnie bogu ducha winnych śmiertelników. Aczkolwiek w tym całym chaosie była metoda, ponieważ równocześnie z moim przeświadczeniem o całkowitym nieprzemyśleniu układu książki, czytało mi się ją w miarę lekko. 

Jednym z aspektów, które zdecydowanie utrudniały przyswajanie lektury, było nagromadzenie imion. Jak na jeden akapit często było ich zdecydowanie za dużo, przez co nawet ja – średniozaawansowana wielbicielka, szczególnie Hadesa – w wielu momentach nie mogłam się połapać. Wyobraźcie sobie, że jeden z kilkorga braci miał mnóstwo córek, z czego jedna w historii odegrała ważną rolę. Teraz przypiszcie im odpowiednie imiona. 

Użyty przeze mnie przykład potwierdza także fakt, że nie jest to pozycja dla wszystkich, a szczególnie tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z mitologią, w tym przypadku grecką. Dlatego raczej nie sprawdzi się jako pewniak na prezent urodzinowy czy nawet świąteczny. Jedynym wyjątkiem od reguły jest moment, gdy mamy do czynienia z maniakiem starożytnych bogów. Myślę, że na początek warto zacząć od czegoś mniej zawiłego.

Często irytowała mnie chaotyczność niektórych opowiadań. Tak samo jak sprawa z imionami, wybijała mnie z czytelniczego letargu i nie pozwala zrozumieć wielu istotnych kwestii. Książka jest bądź co bądź dość obszerną lekturą, zważywszy na fakt, że jednemu mitowi poświęcone są maksymalnie cztery kartki (oczywiście nie licząc Odyseusza), a zbiór liczy sobie około trzystu czterdziestu stron. Myślę, że nic by się nie stało, gdyby finalna wersja zawierała w sobie trzy czwarte z całej treści przekazanej przez autora. Nie dość że czytałoby się ją o wiele szybciej, to przestałoby się chociaż trochę mieszać w głowie takimi nagłymi zmianami tematu.

Nawiązywanie pisarza do współczesności, a także podchodzenie do pewnych spraw związanych z bogami z jawną ironią są z jednymi z cech, które uwielbiam w jego stylu. W pewnym sensie czułam wtedy, że w całej tej boskości istot królujących w chwale nad nami, istnieje w nich pierwiastek ludzki, nasz – ziemski. Traktowałam ich trochę bardziej po ludzku i w wielu momentach przymykałam oko na logiczność ich działań. W końcu jest to domena człowieka.
"Nie, to oczywiście niezbyt wychowawcze, by jeden z produkowanych dziś modeli samochodów nazwać Phaeton*."
Określenie, które w tym momencie przychodzi mi do głowy, a które trafnie określi dzieło Marka Tinshcerta, to poszerzona wersja Parandowskiego. W żadnym wypadku nie mam na myśli czegoś negatywnego. Uważam, że „O Zeusie, innych bogach i ludziach” idealnie wpisuje się we współczesne klimaty, dzięki swojemu unikatowemu spojrzeniu, a także ironicznemu humorowi, który był przyjemnym przerywnikiem pomiędzy kolejnymi historiami boskich stworzeń
__________
* Faeton – syn Heliosa, który prowadząc rydwan ojca, został strącony przez Zeusa.


Ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res!


 Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz