"Pierwszy róg" — Richard Schwartz


Książka, którą ostatnio przeczytałam, skłoniła mnie do głębszych refleksji na temat świata książkowego, jak i tego realnego. Bądźmy szczerzy, większość czytelników woli zawiły, tajemniczy czy też pełen melodramatów świat – tak jak w przypadku romansów czy nawet innych gatunków literackich, w których wspomniane „melodramaty” są nie tylko idealną pożywką dla naszego spragnionego jakiejś „dramy” mózgu albo nieoczekiwanym zwrotem akcji, niż szarą rzeczywistość, w której nikt nie posiada wysublimowanych mocy czy też białej, platynowej czy jakiejś tam innej karty kredytowej, która swoim niesamowitym blaskiem wskazuje na zamożność posiadacza. Dlaczego właśnie teraz o tym piszę? Jestem świeżo po lekturze „Pierwszego rogu” Richarda Schwartza – niemieckiego pisarza, o którym do tej pory nie słyszałam i jedno stwierdzenie ciągle tkwi mi w pamięci, chyba najbardziej podsumowujące moją przygodę z tym dobrym kawałkiem literatury. „Pierwszy róg” przypomniał mi za co, tak wiele lat temu pokochałam fantastykę.


Historia stworzona przez autora jest prawdopodobnietaką klasyką gatunku. Wydarzenia rozgrywające się mniej więcej w średniowieczu; świat, w którym władzę sprawują królowie, cesarzowie państw z wyznaczonymi granicami, które zostały splamione krwią ludzi poległych w walkach o terytorium; jakieś nadnaturalne istoty, które w fabule odegrają ważną rolę, magia. Jednym zdaniem posiada wszystko, czego po dobrze zapowiadającej się lekturze można byłoby się spodziewać. Nie mówię, że bardziej współczesne powieści są złe, bo to byłaby nieprawda, ale zawsze jakoś mój mózg lepiej współpracował z wydarzeniami rozgrywającymi się w odległych czasach. Nie mam pojęcia, czym może być to spowodowane. Mogę tylko zgadywać i wierzyć w słuszność tych stwierdzeń. Dlatego właśnie tak bardzo polubiłam się z Pierwszym rogiem". Pokusiłabym się nawet o sformułowanie, że wręcz jestem w niej platonicznie zakochana, ale wszystko po kolei. Pochwały zostawmy na później.
Richard Schwartz stworzył niebanalną historię mimo tak płaskiego i wbrew pozorom „wąskiego” do rozwinięcia miejsca akcji, jakim jest karczma. Powiedzmy sobie szczerze, istnieje niewiele pozycji, w których pisarz całą fabułę umieścił w takim miejscu; który oparłby akcję o wydarzenia rozgrywane w konkretnym, ciągle tym samym miejscu. Mimo to książka nie jest nudna. Dlaczego? Osobiście przypisuję to najzwyczajniej w świecie wielkiemu kunsztowi autora i jego rewelacyjnej prozie, którą czyta się z zapartym tchem.

Oczywiście pierwsze strony są jedynie zarysowaniem akcji, która jak już mówiłam rozgrywa się w Głowomłocie – dość pokaźnej rozmiarów gospodzie, która jak się później okaże, skrywa wiele upiornych tajemnic, będących w stanie sprawić, że goście zatrzymujący się w niej doprowadzą się nawzajem do obłędu albo staną się jedną, wielką, zamarzniętą bryłą lodu stanowiącą tylko wnętrze z pozoru bezpiecznej puszki. Bo zbliża się zima, a raczej już nastała. Jej pierwsze oznaki dały o sobie znać aż zanadto. Pobliska gospoda wydaje się dobrym pomysłem na nieplanowany postój, którym nie wszystkim jest na rękę, a zdecydowanie nie kupcom i bandzie zbójców, błądzących w okolicy. Jednym z przybyłych jest starszy rycerz o tajemniczym i pełnym znaczeń imieniu Havald, który wraz z zaskakującą pół elfką będzie starał się nie dopuścić nie tylko do krwawej walki między gośćmi, do której w każdej chwili może dojść, ale także rozwiązać zagadkę sensu istnienia kompleksu, jakim jest gospoda Eberharda i ukrytej pieczary – skrywającej znacznie więcej niż można byłoby się spodziewać. Śnieżna burza wywołana przez nienaturalne moce jest tylko kwintesencją całej sprawy z potężną magią w roli głównej. Niczym w Grze o tron". Winter is coming.
Kiedy osiągnie się pewien wiek, czyny młodości często wydają się bezsensowne, jakby życie, kóre się wiodło dotychczas, nie miało żadnej wartości.
Kocham klimat, w jakim została stworzona ta powieść, a zima, śnieżyca będąca nie tylko tłem wydarzeń, ale i też czasami jej pobocznym bohaterem, przypomina mi w pewnym stopniu romantyzm, ponieważ ta cała zawierucha jest nieodłącznym elementem powieści i jestem prawie w stu procentach pewna, że gdyby jej zabrakło, kompletnie inaczej odebrałabym książkę, a także historia byłaby w zupełnie inny sposób przedstawiona. I nawet nie chodzi tutaj, że jedynie osadzenie wydarzeń w odpowiedniej porze roku czyni tę książkę tak genialną, że zasługuje na pisarskiego Nobla. Bardziej chciałabym skupić się na wyborze, którego pisarz musiał dokonać i który moim zdaniem podjął dobrą decyzję. Cała fabuła niesie ze sobą trochę mroczny klimat, który znakomicie współgra z pogodą czy klimatem. Oczywiście abstrahując od tego, że gdyby nie zima, to wydarzenia z karczmy by się nie wydarzyły. Tylko że tutaj ona nie nadaje tylko sens akcji, ale też idealnie wpisuje się w aurę całej książki czy momentami nawet osobowość poszczególnych bohaterów. Czego chcieć więcej?

Pierwszy raz zachęcające zdanie widniejące na tylnej stronie okładki jest najszczerszą prawdą, nie jakimś hasłem reklamowym, który ma na celu tylko i wyłącznie książkową propagandę. Mianowicie jest tam napisane, że powieść niemieckiego autora jest prawdziwa, bezkompromisowa i napisana bez jakiejkolwiek cenzury. Nawet nie macie pojęcia, jak byłam zaskoczona, gdy to okazało się prawdą. Może się powtarzam, ale w tej chwili jestem wręcz zobowiązana, aby o tym wspomnieć. To książka, w której bohaterowie nie uznają półprawd (a szczególnie jeden z nich), współczesne tematy tabu traktują jako rozgrzewkę będącą wstępem do konwersacji; która zna realia naszego świata czy tego wykreowanego w powieści i jeśli prawda jest brutalna, to właśnie taka zostanie przekazana przez autora poprzez wypowiedzi bohaterów. Sceną, która zapadła mi w pamięć, a która znakomicie ukazuje przedstawiony przeze mnie kontekst jest rozmowa Havalda z jedną z córek gospodarza. Facet bez żadnego upiększania faktów ani współczucia powiedział jej, że powinna bez żadnego sprzeciwu oddać się całej zgrai zbójców, aby jej siostry nie musiały tego doświadczyć. W pierwszej chwili pomyślałam: "Co za dupek!". Jednak teraz stwierdzam, że, cholera, on miał rację. Wydaje mi się, że dzięki tej cesze tak bardzo książka mnie urzekła i między innymi przywróciła wiarę w istnienie jeszcze jakichkolwiek dobrych książek fantasy.

Kreację bohaterów mogłabym pominąć, uprzednio określając ją jednym słowem: genialna. Oczywiście tego nie zrobię, bo uważam, że tak znakomicie wykonanej robocie należy się dłuższa wypowiedź. Zawsze powtarzam, że dobrze stworzonych bohaterów powinno się czuć, mieć taką wewnętrzną świadomość, że w równoległych wszechświecie takie osobistości mógłby istnieć i nie wyrządzić większych szkód, na przykład swoją głupotą. A w „Pierwszym rogu” nie tylko możemy ich odczuwać, ich emocje, ale też razem z nimi wczuwamy się w powagę obecnej sytuacji. Jeśli do tego dodamy chęć powieszenia bohaterów w pewnych momentach ze względu na ich czyny, podczas czytania, wyjdzie nam idealnie wykonany plan stworzenia niepapierowych bohaterów. Nie ma nic gorszego niż bycie obojętnym na poczynania bohaterów podczas czytania książki.
Podziękowałem bogom za dar, jaki dali nam, mężczyznom. Za to, że możemy podziwiać chód kobiet.
Jedną z postaci, którą wprost uwielbiam jest Zokora. Świetnie wykreowana jako mroczna elfka bez serca, przez ludzi obwiniana o całe zło tego świata. Chociaż nie jest też typową elfką. Owszem ma swoje pewne charakterystyczne zachowania łączące królestwo elfów, ale jest to tylko powierzchowna ocena jej osobowości, bo pod tymi wszystkimi warstwami kryje się między innymi empatia, a także pewna nuta dobroci, która przejawia się w jej czynach.

Ekscytujący przebieg fabuły jest jednym z elementów dobrej powieści i można by powiedzieć, że ta cecha jednoznacznie zaważyła do mojej miłości do Pierwszego roga". Akcja zbudowana z miliona wątków, z których każdy w późniejszych czasie zostaje albo rozwinięty, albo pozostawiony „samopas”, aż do rozwiązania. I wbrew pozorom jest to ważny zabieg, bo myślę, że przede wszystkim w tego typu książkach (no może oprócz kryminałów czy thrillerów) chodzi o napięcie, czasami wpadającą w obsesję ciekawość, która natychmiast musi zostać zaspokojona. Jednak ten warunek rzadko zostaje spełniony przez autora. Z reguły lubią dręczyć nas, czytelników.

Nazwałabym to konsekwentnością – doprowadzenie każdego wątku do końca albo w znacznej części.

Gdyby nie zakończenie bez żadnych wątpliwości mogłabym przyznać jej, jako książce, najwyższą notę – bo zdecydowanie na nią zasługuje. Jednak kwintesencja historii opisanej na kartach strony jest moim zdaniem nieprzemyślana, napisana trochę na szybko. Powiedzmy sobie szczerze, po tak emocjonującej lekturze, która wywoływała we mnie tysiąc sprzecznych emocji, spodziewałam się czegoś ambitniejszego. Jestem w jakimś stopniu rozczarowana dosłownie ostatnimi dziesięcioma stronami, w którym w pewnym stopniu zostały podsumowane wcześniejsze wydarzenia. W dodatku z pewną sceną w książce mam problem, zgrzyta mi, coś mi w niej nie pasuje, a podsumowanie tylko wyostrzyło mi tę niezgodność.

Podsumowując, „Pierwszy róg” to jedna z tych pozycji, którą z czystym sercem poleciłabym każdemu fanu fantastyki. Z pewnością nie tylko zauroczy was wykreowanym, pełnym niebezpieczeństw i linii magii świecie, ale także swoją bezkompromisowością i znakomitymi dialogami, w których bohaterowie nie boją się prawdy. Mroczna atmosfera, która pochłonie was na kilka godzin i nie wypuści ze swoich szpon dopóki nie zostanie przewrócona ostatnia kartka. Oby więcej takich pozycji!

Ocena: 9/10

Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz